Posts tagged pomoc

Quiz na koniec roku

Na blogu Świat Inaczej znalazłem bardzo fajny quiz dotyczący zagadnień międzynarodowych / pomocowych w 2008 roku. Niestety po angielsku, ale polecam, jeśli chcecie sprawdzić ile się w tej kwestii nauczyliście lub dowiedzieliście w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Jak Wam poszło? Mój wynik to 80%.

5 komentarzy »

Genialny film

Nie, to o nie o tym filmie z Nelly w roli głównej 😉

TVP1 wyemitowała dziś dwadzieścia minut po północy film Manderlay. Choć nie wiedziałem o czym będzie, to od razu byłem pewien, że muszę go zobaczyć. Po pierwsze reżyser – Lars Von Trier. Jak dotąd nie zdarzyło mi się abym rozczarował się jakąś jego produkcją (dla nie kojarzących człowieka, podpowiem, że zrobił on dość popularny film „Tańcząc w ciemnościach” z Bjork w roli ślepnącej kobiety). Po drugie Manderlay to kontynuacja filmu Dogville, który oczywiście widziałem i byłem zachwycony. Akurat Manderlay ciężko jest znaleźć na sieci (albo ja nie potrafię dobrze szukać), więc niecierpliwie czekałem pokazu w telewizji. I się doczekałem.

Bardzo mnie zaskoczył. Nic o nim nie czytałem wcześniej i nie wiedziałem, że głównymi bohaterami będą Murzyni, a tematem ich relacje z białymi. Główna bohaterka wracając z ojcem z Dogville trafia do miasteczka Manderlay (bez paniki, nie zdradze zakończenia i najważniejszych zaskakujących rzeczy, więc możecie śmiało czytać), w którym odkrywa, że wciąż panuje niewolnictwo, mimo,  że oficjalnie zostało zniesione 70 lat wcześniej. Akurat umiera zarządczyni farmy i bohaterka postanawia wyswobodzić wszystkich czarnoskórych. Przekonana, że im pomaga zmusza ich panów do zaprzestania wyzysku i przyznania im praw obywatelskich.

Tak się zaczyna film, a potem Lars zmusza nas wszystkich do zastanowienia się czym tak naprawdę jest pomoc dla czarnoskórych. To dość kontrowersyjne, zwłaszcza dla ludzi takich jak ja, ale naprawdę bardzo polecam obejrzenie każdemu, kto wybiera się na wolontariat do Afryki, czy też ma pomysł na inny rodzaj pomocy.

Rozbroiła mnie dosadność tego filmu, ale i rozbroiło przedstawienie czarnoskórych. Ktoś, kto pisał scenariusz musiał być w tej kwestii świetnym obserwatorem. W filmie mamy wszystko, z czym spotkałem się osobiście w Afryce (a Wy spotkaliście się na tym blogu): lenistwo i podejście do czasu (jedną z pierwszy zmian w Manderlay po zapanowaniu demokracji było zatrzymanie się zegara, którego już nikt nie odczuwał potrzeby aby nakręcać), umiejętność rozwiązywania problemów i planowania projektów, kwestie manipulowania białymi przez czarnych. Po prostu genialne!

Polecam. I jeszcze raz polecam. My wolontariusze mieliśmy to na treningu w MSZ, teraz i Wy możecie zobaczyć jak wygląda pomoc i przede wszystkim film zmusi Was do zastanowienia komu tak naprawdę pomoc pomaga. Czy to wszystko co robimy, jest de facto dlatego, że chcemy aby Murzynom się lepiej żyło, czy robimy to po to, aby nam się wydawało, że pomagamy i leczymy swoje sumienia?

9 komentarzy »

Rzutnik, nie rzutnik

Ostateczna kwota zbiórki przekroczyła 6 tysięcy złotych. Niesamowite! Gdy zamieściłem ze wspólnej – mojej i Waszej – inspiracji artykuł z prośbami o wpłaty, naprawdę nie spodziewałem się więcej niż tysiąca. Zakładem jakieś kilkaset złotych. Idealny budżet na parę drobnych rzeczy.

Tymczasem pieniędzy dzięki Wam jest tak dużo, że starczy nawet na marzenie każdej pracowni komputerowej – rzutnik multimedialny. Jak informowałem w jednym z wpisów, planuję na tą okazję zachować 4 tysiące złotych z całości wpłat. Z tej kwoty kupiony byłby właśnie rzutnik, UPS, przedłużacze i rozgałęziacze oraz myszki – generalnie różnej maści sprzęt, którego brakuje w telecentrum.

Pojawiły się jednak głosy sprzeciwu w kwestii tego zakupu i przyznam, że je rozumiem. Rzutnik pochłonie większość budżetu, podczas gdy informując o akcji w głównej mierze skupiłem się na poinformowaniu Was, że pieniądze zostaną przeznaczone na bezpośrednią pomoc kilku potrzebującym osobom.

To są Wasze pieniądze, a nie moje, więc jak najbardziej chciałbym słuchać Waszego zdania. Zatem proponuję szybką dyskusję co sądzicie o zakupie rzutnika i całej komputerowej reszty. Proszę w komentarzach pisać jakie jest Wasze zdanie: czy kupić rzutnik, a jeśli nie – co zrobić z tak dużą ilością pieniędzy.

Uwaga. W głównej mierze chciałbym aby o pieniądzach decydowali ci, którzy je wpłacili. Dlatego pod komentarzem w pole adresu email, te osoby, które przekazały pieniądze, proszę aby wpisały swój adres w postaci: imię.nazwisko-prawdziwy.adres@email.com. Imię.nazwisko powinno być takie same jak posiadacza konta, z którego przyszedł przelew. Oczywiście osoby, które nie wpłaciły także mogą komentować, nie muszą dodawać swoich danych, ale niech się liczą, że ich zdanie będzie mniej istotne przy podejmowaniu przeze mnie decyzji. 🙂 Proszę też sygnalizować w treści komentarza  czy jesteśmy wpłacającym czy nie.

* * *


Nad czym dyskutujemy? To znaczy jakie według mnie mogą być opcje co zrobimy z 4tys złotych:

  • Opcja 1.1 Tak jak zaplanowałem, kupujemy za to rzutnik i całą komputerową resztę.
  • Opcja 1.2 Kupuję rzutnik w późniejszym terminie, ale rozmawiam z Paulem: „Paul! Kupimy Ci rzutnik, ale sam masz pojechać razem ze mną i z pieniędzy własnych czy NTC kupisz równocześnie UPS do niego i z 10 przedłużaczy”
  • Opcja 2.1 Rzutnika nie kupujemy, a za te pieniądze kupuję… (właśnie: co?)
  • Opcja 2.2 Rzutnika nie kupujemy a nadmiarowe pieniądze przeznaczam na konto jakiejś fundacji bądź organizacji. Jakiej? Może WOŚP, niedługo znów zagra orkiestra.
  • Opcja 2.3 Rzutnika nie kupujemy, a nadmiarowe pieniądze póki co zatrzymuję i w przyszłości wspólnie pomyślimy na co je przeznaczyć. Mam kilka pomysłów na kolejne akcje pomocowe. Ale nie chcę z tej opcji korzystać, bo nie taka była intencja zbiórki.
  • Opcja 3. Jeszcze inne rozwiązanie (jakie?).

Jeśli chodzi o opcję 2.1 – co za tak wielką sumę pieniędzy kupić? Jak wspomniałem w jednym z komentarzy, nie chce aby akcja przerodziła się w quasi-dobroduszne rozdawanie. To ma być pomoc dla konkretnych osób czy instytucji, które tu poznałem, a nie stanie na ulicy i rozdawanie pluszaków dzicciakom. W ten sposób tylko się nauczą, że biały rozdaje i z jeszcze większą gorliwością będą kolejnych muzungu zaczepiać słowami „Give me my money”. Wierzcie mi – to nie pomoc.

* * *


Jak znam życie, aktywniejsi w dyskusji będą przeciwnicy opcji pierwszej, a nawet jeśli jest sporo osób, które chciałyby kupić rzutnik, to nie odezwą się. Bardzo proszę by tak nie było, bo wtedy wyciągnę mylne wnioski z dyskusji.

Dlaczego można by ewentualnie kupić rzutnik?

  • Poprawi to w NTC jakość prowadzonych zajęć z obsługi komputerów i z języka angielskiego (w przyszłości może także innych)
  • Da dodatkowy dochód dla NTC: rzutnik byłby udostępniany za opłatą podczas organizowanych tu konferencji i szkoleń zewnętrznych.
  • Uatrakcyjni ofertę restauracji
  • Są na to pieniądze

Dlaczego ewentualnie nie kupować rzutnika?

  • Bo pomagamy instytucji (firmie), a nie ludziom (przy okazji od razu kontrargument: rzutnik będzie należał do NTC, ale skorzystają z niego zwykli ludzie)
  • Bo pochłonie olbrzymią proporcjonalnie część wpłat.

To moje propozycje argumentów w dyskusji. Oczywiście czekam także na Wasze, a powyższe daję pod rozwagę.

* * *


Koniec dyskusji: piątek późny wieczór; ewentualnie jak sprawa będzie zażarta mogę na zakup ten wybrać (lub nie) w późniejszym terminie.

Bardzo zła wiadomość: w przypadku wyraźnego Waszego wspólnego zdania to ja będę musiał podjąć ostateczną decyzję. Nie chciałbym tego robić, bo wiem, że w takiej sytuacji część z wpłacających poczuje się urażonymi.

* * *


Jakie jest moje zdanie? Nie powiem, jak wiecie nie inwestuję tu żadnych pieniędzy. Zdanie swoje oczywiście mam, ale wyjawię Wam już po Waszej decyzji. Wy płacicie – Wy decydujecie 🙂 Zapraszam do dyskusji!


65 komentarzy »

Dzień off

Dzień off Nyamata i co za tym idzie, dzień off internet. Właśnie wróciłem i widzę w skrzynce na maile około 50 wiadomości. Odpowiem Wam jutro (po tytułach widzę, że chodzi o zbiórkę).

Na razie jestem wykończony. Znów przejechałem cały kraj w dwie strony (tym razem trzymając się raczej południków). Na siedem samochodów, którymi jechałem, cztery miały mniejsze lub większe wypadki. Szczegóły niedługo na blogu.

A gdzie byłem? Na razie tajemnica, bo nie chcę psuć konkursu. Reanimuję spontanicznie konkurs pocztówkowy. Tym razem wszyscy – stali czytelnicy i nowi – mają równe szanse, bo na blogu odpowiedzi nie znajdziecie. Pytanie: Co jest na poniższym zdjęciu?

Wygrywa osoba, która w komentarzu pod tym wpisem jako pierwsza zmieści jak najpełniejszą odpowiedź i w polu na email poda prawdziwy adres. Chodzi mi o budowlę, a nie ludzi 🙂

Jak najpełniejszą oznacza, że nawet jak już są jakieś odpowiedzi, możesz  próbować opisać to coś dokładniej i być może wygrasz. Choć tak naprawdę czekam na pewne dwa magiczne słowa. Jak już padną, osoba wygrywa. Jeśli słowa nie padną, wybiorę inną, odpowiedź, która będzie najdokładniejsza.  Zagmatwałem, ale może się uda potem nie być przez Was oskarżonym, że specjalnie mieszam.

Do wygrania pocztówka wysłana z Rwandy. Adres wysyłki ustalimy na maila ze zwycięzcą.

11 komentarzy »

Teraz Ty możesz pomóc

Powiadom innych i wykop

Powiadom innych i wykop

OK, moja misja w Rwandzie dobiega końca. Za dwa tygodnie będę już z powrotem w Polsce. Jednak to nadal dostatecznie dużo czasu byśmy zrobili coś razem.

Przez trzy miesiące opisywałem jak mi się tu wiedzie, jak wygląda Rwanda i przede wszystkim pokazałem Ci kilka nowych osób, których byś być może nigdy nie spotkał, Czytelniku. Starałem się pisać jak najbardziej szczerze, nie ubarwiając i nie dramatyzując. Dlatego ani razu nie przeczytałeś tu o pustych brzuszkach małych dzieci, nie straszyłem Cie widokiem umierających z nędzy ludzi. Bo tu tak nie jest. Ludzie są głodni, nie stać ich na jedzenie, ale chwytają maczetę i idą na sawannę wyciąć jakiś korzeń, o którym ja nigdy bym nie miał pojęcia, że można z niego przyrządzić zupę czy placki. Jest ciężko, bardzo ciężko, ale mimo wszystko ludzie tu trwają z niesamowitymi uśmiechami na twarzy. Do końca życia zapewne większość z nich będzie chodzić w ubraniach z darów, będzie żyć rocznie, za pieniądze jakie my w Polsce nieraz bez zastanowienia wydajemy w jednej chwili (średni dochód przeciętnego mieszkańca Rwandy nie przekracza rocznie 350 dolarów). Samuel nigdy nie nauczy się pisać i czytać. Ale pomimo, że nigdy nie zachwyci się dziełami Szekspira, Harry Potter zostanie dla niego dosłownie czarną magią, to i tak będzie żył. Nędznie, bo nędznie – jak i wielu innych Rwandyjczyków – ale nie będzie narzekać na brak wanny, ciepłej wody i iPhona w kieszeni. Tutaj po prostu tego nie ma.

Nie znaczy to jednak, że nie możemy pomóc. Planuję zebrać od Was dobrowolne datki i kupić za nie drobne prezenty, tym, których poznałeś na blogu. Rzeczy, które zmienią być może im choć kawałek życia, na pewno ucieszą.

Jak wiele chcę abyś wpłacił? Prawdę mówiąć nie musisz wpłacać nic. Nie oszukuję się i wiem, że tak właśnie postąpi zapewne większość czytających ten tekst. Gdy poproszę Cię o 100 złotych, na pewno wzbronisz się i powiesz, że to za dużo. Nawet przy pięciu złotych trzeba się będzie Ci mocno zastanowić: prezent dla kogoś tam w Afrycę, czy kolejne przepyszne piwko w barze? (Tymczasem tutaj pięć złotych to dwa dni pracy Scholi od 7 rano do 22 wieczorem z małą przerwą na pójście do domu i nakarmienie dzieci)

Jeśli jednak zdecydujesz się podzielić jakimikolwiek pieniędzmi, dziękuję w imieniu Rwandyjczyków, których tu poznałem. Dziękuję też w swoim imieniu, bo zależy mi na zebraniu jak najwięcej pieniędzy, choć sam dla siebie nie wezmę z nich ani grosza. Zdecyduj sam ile chcesz wpłacić – na ile wyceniasz swoje podziękowanie za moją całą bezinteresowną pisaninę i ile sądzisz, że możesz zaofiarować. I – ponaciskam trochę – zastanów się po tym, czy jeśli dasz jeszcze więcej niż właśnie zaplanowałeś, będzie to dla Ciebie zbyt trudne.

Co się stanie z Twoimi pieniędzmi?

Być może za chwilę wpłacisz je na konto w Polsce. W czwartek pieniądze zostaną zaniesione do Western Union (i także z nich opłacony koszt przelewu, który wynosi minimum 30 złotych). Ja je odbiorę i tu na miejscu kupię prezenty, na tyle, na ile będzie mnie stać.

Jaki jest numer konta?

Nr konta: 21 1140 2004 0000 3502 3010 7505

Imię i nazwisko właściciela: Konrad Karpieszuk

W tytule proszę wpisać: Dla Rwandy

Wpłat proszę dokonywać do środy 5 listopada 2008 (aczkolwiek gdy ktoś się spóźni, postaram się by te pieniądze także trafiły na cele pomocowe).

Ja  aby dokończyć akcję, będę musiał przejechać 20 kilometrów do Kigali, wybrać pieniądze w Western Union, pójść do kantoru i wymienić je na franki. Pójść do kolejnych sklepów, pójść do kolejnych księgarni, zrobić zakupy, przejechać znów 20 kilometrów do Nyamata i rozdać prezenty. Sporo zachodu, ale zrobię to.

Potrafisz poświęcić chwilę by udać się na pocztę i zrobić przelew? Lub jeszcze lepiej, otworzyć stronę Twojego banku i zrobić to online?

Co konkretnie i komu kupię?

Informacje na ten temat znajdziesz w tym artykule. Lista nie jest zamknięta i proszę dopisywać pod nim (można i tutaj, ale lepiej tam) Wasze propozycje pomysłów. Sam też będę dopisywał pomysły swoje.

Czy cała akcja na pewno wypali?

Nie wiem, ale wierzę, że tak. To zależy tylko od Was i tego jak dużo uda się zebrać. Gdy tylko pojawi się na koncie kwota opłacalna, na pewno zabieram się do działania.

Jeśli jednak na koncie na przykład znajdzie się tylko 40 złotych, nic z tego nie wyjdzie: sam przelew WU kosztuje od 30 złotych. W takim wypadku zwrócę Wam pieniądze lub jeśli zdecydujecie inaczej, rozdysponuję je inaczej (na przykład przeleję na konto którejś z fundacji).

Ale nie wierzę, że mogłoby się nie udać! Wystarczy tylko, że zaczniesz działaś razem ze mną!

Ile z tego wezmę dla siebie?

Równiutkie zero złotych.

Co, jeśli nikt mi nie wpłaci ani grosza?

Dosłownie: nic się nie stanie.

Nikt tu nic nie wie, że planuję zrobić im niespodziankę. Nikt się niczego nie spodziewa. Jeśli akcja się nie uda, nikt się nie dowie, że nikt nie chciał im pomóc. Nie było sprawy.

Czy możecie jeszcze jakoś pomóc?

Tak. W pierwszej kolejności proszę Was, abyście pomogli nagłośnić sprawę. Macie swoje blogi, swoje profile w serwisach społecznościowych, na liście znajomych w komunikatorze kilka osób, o których wiecie, że mogą pomóc, jesteście duszą towarzystwa na niejednym forum internetowym. Do dzieła. Podlinkujcie gdzie możecie do tego artykułu. Zrobiłem w tym celu krótki, przyjazny adres strony: http://tinyurl.com/pomoc-rwandzie. Sprawdziłem: mieści się w statusie na GG.

Naprawdę wierze w Was! Nie raz pisaliście mi, że moglibyście mi płacić za moje wpisy, zapłaćcie tym, dzięki którym miałem o czym pisać! 🙂

Jeśli akcja naprawdę wypali, dacie mi pewność siebie, że to co robię ma sens. I wtedy będę myślał o kolejnych działaniach. Razem z Wami.

Kim jestem?

Nazywam się Konrad Karpieszuk, wyjechałem do Rwandy i od trzech miesięcy zupełnie za darmo uczyłem tutaj ludzi obsługi komputerów. Teraz Twoja kolej.

* * *

Dodatkowe informacje

Pomysł zrodził się w poniedziałek i został opisany w tym krótkim wpisie.

Zaskoczyliście mnie i wyjątkowo licznie poparliście moją ideę. Dziś po południu opisałem dokładnie (zmodyfikowane, zamiast wysyłki darów -> zbiórka pieniędzy i zakup ich na miejscu) szczegóły planu w tym wpisie. Teraz wspólnie czekamy na wpłaty.

64 komentarze »

Wyniki ankiety i zaczynamy!

Wracając do mojego poniedziałkowego artykuliku o tytule „A może by tak…” mogę rzec – a zatem do dzieła! Tyle, że nieco inaczej.


Jak widać na obrazku zdecydowana większość z Was wypowiedziała się o pomyśle pozytywnie. Tylko niecałe 10% stwierdziło, że z różnych względów w akcji nie wzięłoby udziału. Zatem wielkie dzięki! Przynajmniej za deklaracje.

Ale…

Paweł Makowiecki na maila przesłał mi informację, że na bardzo podobny do mojego pomysł wpadła także wolontariuszka SimbaFriends będąca teraz w Tanzanii. Ma zamiar zebrać pieniądze, za które dzieciom ulicy zorganizuje gwiazdkę i kupi na miejscu prezenty. Pomysł świetny, Paweł chciał byśmy połączyli siły, jednak z przynajmniej dwóch powodów nie da się. Po pierwsze na gwiazdkę będę już w domu, po drugie wolontariuszka nie odpowiada mi na maila 🙂

Ale nie istotne. Ważne jest, że w jej informacji o akcji zwróciłem uwagę, że woli pieniądze od darów z powodu wysokiego kosztu wysłania paczki do Afryki. Aż sprawdziłem i faktycznie 😦 Wysłanie paczki kilogramowej do Rwandy to ponad 50 złotych. Gdyby faktycznie udało się zebrać to wszystko, co zadeklarowaliście, łącznie z komputerami, paczka kosztowałaby pewnie tysiące złotych (paczek było by pewnie kilka). Co to za pomoc, w której koszt wysłania jest większy od wartości darów…

Dlatego mam nowy plan, perfidnie zmałpowany z planu tanzańskiego. Podobnie jak tam, zebrałbym pieniądze, zostały by mi przesłane przez Western Union na miejsce i tu bym za nie kupił rzeczy, które uważam, że są potrzebne. Co Wy na to? To nie jest jeszcze zupełnie pewne, bo szukam wśród znajomych kto użyczyłby swojego konta na zbiórkę, a potem wysłał mi to przez WU, ale myślę, że dziś wieczorem ktoś się zadeklaruje do pomocy.

Jak by to wyglądało, krok po kroku:

  • Publikuję na blogu informację o numerze konta (w osobnym wpisie)
  • Do środy (jak wiecie niedługo stąd znikam, a jak znam życie na koniec pobytu będzie wiele rzeczy do nadgonienia) wpłacacie pieniądze. Ile chcecie. Złotówkę, dziesięć złotych, sto złotych… Każda wartość będzie mile widziana. Pamiętajcie, że tutaj przeciętny mieszkaniec na dzień życia ma mniej niż 3 polskie złote.
  • Z pieniędzy część pójdzie na pokrycie kosztu przelewu, pozostała część zostanie zamieniona na dolary i wysłana do mnie przez WU. Tego samego dnia wypłacam je, zamieniam na franki i idę na zakupy.
  • Po wszystkim składam Wam dokładne sprawozdanie ile co kosztowało, ile wydałem, ile zostało (jeśli coś zostanie, wspólnie pomyślimy co z tymi pieniędzmi zrobić). W każdym bądź razie dla siebie nie wezmę nic. Ponadto nikomu też nie wręczę gotówki; będą same prezenty.

Prosiliście też o listę rzeczy, które moglibyście wysłać. Jak wiadomo plan się zmienił i zamiast wysyłania, będzie kupowanie na miejscu, więc zamieszczam listę rzeczy, które planuję kupić. Uwaga, poniższa lista zakłada, że wyślecie mi wystarczającą ilość pieniędzy. Oczywiście tak nie będzie, więc po prostu kupię, tyle, na ile będzie nas stać.

A oto i lista. Zawiera nazwy osób, które zostaną obdarowane, nazwy podarków i uzasadnienie dlaczego właśnie tak. Jeśli ktoś ma jakieś bombowe pomysły, proszę dopisywać (a ja ewentualnie poprę, lub ewentualnie napiszę, że pomysł jest niemożliwy do realizacji, bo na przykład nie można tego kupić tutaj).

Samuelowi

Samuel i muzungu

Samuel i muzungu

Mniej lub bardziej profesjonalny zestaw narzędzi. Pamiętacie jak pisałem, że w Rwandzie nikt nic nie robi? Że jak coś się popsuje to nikt tego nie ruszy, póki nie zacznie wyraźnie przeszkadzać? Zgadza się, ale nie w przypadku Samuela. Rozwiązuje nawet najmniejsze problemy, naprawia sobie rower. Tyle, że robi to głównie z pomocą kamienia i jakiegoś kawałka pręta, lub innej rzeczy, którą akurat znajdzie na ziemi. Może akurat kupno dla niego młotka, śrubokręta etc sprawi, że będzie mógł sobie dorabiać do tej mikro pensji? Naprawić coś sąsiadom… Zobaczymy!

Jeśli starczy pieniędzy: nowe radyjko, ale z zobowiązaniem, że te które ma, przekaże komuś za darmo.

Scholi

Scholastique

Scholastique

Kolorowe książeczki dla dzieciaków, zabawki. Wczoraj nawet się rozglądałem za takimi rzeczami w Kigali i jest tego sporo. Na pewno się przyda! Jak pisałem w jednym z komentarzy, jestem wyznawcą teorii, że zabawa wpływa na inteligencję. Zabawa w turlanie starej dętki po ulicy też na pewno pomoże, ale sami się zapewne domyślacie co będzie lepsze.

Jeśli  starczy pieniędzy: używany telefon komórkowy. Ale to już zapewne tylko w opcji, że plan naprawdę nieźle wypali.

Maombiemu

Podręcznik do nauki angielskiego. Chłopak niesamowicie się stara, ale ma z nim cały czas problemy. Mimo to próbuje, a nikt go za darmo nie chce uczyć. Na pewno się ucieszy. Podpytam go czy miałby na czym odtwarzać kasety i jeśli tak, zamiast podręcznika kupię kasetę z kursem (dostępne są tutaj).

Robertowi, ale i innym

Robert

Robert

Podręcznik do obsługi komputera. Przyznam, że będzie z tym kłopot, bo obszedłem wczoraj trzy księgarnie i albo znajdowałem podręczniki profesjonalne typu administracja bazami danych, albo stary podręcznik do Windows 3.11… Ale może coś znajdę.

Podręcznik byłby własnością telecentrum z zastrzeżeniem, że każdy może sobie go wypożyczyć na miesiąc.

Telecentrum

Przedłużacze, kilka nowych myszek komputerowych (od razu mówię, że kilka zostało już zakupionych z pieniędzy MSZ, ale myszki tu są droższe niż w Polsce i nie kupiliśmy tyle, ile chcieliśmy).

Jak będzie więcej pieniędzy, więcej podręczników. Może też kupię widziany przeze mnie podręcznik do HTML+CSS. Co Wy na to by Nyamata stała się nowym centrum web developerskiego off-shore? Jeżeli hindusi mogą tworzyć nam strony, dlaczego nie Rwandyjczycy?

Jeśli tego bloga czyta szef jednej ze spółek giełdowych…

…i nie przejął się kryzysem na giełdzie tak bardzo, by nie zdobyć się na filantropię i wpłaci większą kwotę pieniędzy – kupimy rzutnik do telecentrum. Pomoże w prowadzeniu zajęć, zarówno z informatyki, jak i Robert będzie wyświetlał prezentacje także na lekcjach języka angielskiego. Co więcej: telecentrum wynajmuje salkę wykładową na różne spotkania. Rzutnik podniesie konkurencyjność NTC w tej kwestii. Co więcej, może Paul zdecyduje się wyświetlać na ścianie mecze angielskiej ligi, którą tu wszyscy oglądają. Nagłośnienie ma już dobre, brakuje dużego ekranu.

Jeśli nadal będą pieniądze: sąsiadka ma małego dzieciaczka, który też się ucieszy z prezentu. Pierwszym spotkanym dzieciom na boisku wręczę piłkę nożną, by już nie kopali zwitku sznurka i papieru. Macie jeszcze jakieś pomysły? Myślałem nawet o laptopie dla Roberta czy Innocenta, ale na to nie będzie pieniędzy.

* * *

Zobaczymy jak to wypali. Na razie czekam na Wasze komentarze, a Wy – jesli nadal jesteście zainteresowani – czekajcie na numer konta. Możecie na adres kkarpieszuk małpa gmail.com przesłać mi swój adres email i jak już cała akcja ruszy, poinformuję Was. W tytule wpiszcie „prezenty dla Rwandy”.

35 komentarzy »

Jeszcze tylko miesiąc

Niestety. Nie wiem kiedy byłem bardziej zestresowany: miesiąc przed przyjazdem do Rwandy czy teraz, gdy mam tylko miesiąc do powrotu do Polski. Wtedy się bałem (ale chciałem jechać), bo wiedziałem, że jadę w nieznane, do kraju, w którym było ludobójstwo i jadę zupełnie sam – czy uda mi się zintegrować z Afrykańczykami?

Teraz stres wynika ze świadomości, że wyjazd do Polski będzie definitywny. Gdy wyjeżdżałem z Polski, wiedziałem, że do niej wrócę. Teraz jadę z tego kraju na dobre. I od tych ludzi.

Zawsze w takiej jest mi smutno. Nie mogę odpędzić od siebie myśli, że umieramy dla siebie nawzajem. Nigdy już nie zobaczę Paula jako żonatego faceta, nie zobaczę jego dzieci. Innocent, Agathe i cała reszta nigdy się dla mnie nie zestarzeją. Nawet gdy sam już będę siwy, oni nadal w moich wspomnieniach będę mieć po dwadzieścia kilka lat. Niedobrze.

* * *

Nie jest też tak, że w ogóle nie chcę wracać. Tęsknię do rodziny, znajomych, przyjaciół i – co tu ukrywać – wykąpałbym się w końcu w ciepłej wodzie, w wannie, a nie misce i zjadł kawał porządnej kiełbasy. Matko, nawet nie mogę myśleć o kiełbasie, tak mi się jej chce.

* * *

Jest i kolejny stres: co dalej? Gdzie pójdę do pracy? Obiecałem sobie przed wyjazdem, że po powrocie w końcu się ustabilizuje zawodowo, ale wiem, że chyba obietnicy nie dotrzymam. Nie chcę. Złapałem wiatr w żagle. Za nic w świecie nie chce mi się teraz siedzieć w jakiejś nudnej, nawet dobrze płatnej robocie. Chce mi się wielkiego świata.

Moja teraz wymarzona praca to latać po świecie, najlepiej w ramach pomocy innym krajom i raz na pół roku zaglądać do rodzinnego miasta na kilka dni lub tydzień. Nie musi być cały świat, nie musi być koniecznie pomoc. Ważne aby nie siedzieć w miejscu.

Przeglądam ogłoszenia. Sam już napisałem do Horyzonty.pl czy nie chcieliby zorganizować wypadu do Rwandy, bo jakby chcieli, to ja chętnie poprzewodniczę w takiej wyprawie (Co Wy o tym myślicie? Chcielibyście wybrać się na qusi-zorganizowaną wycieczkę do tego kraju? Dajcie znać w komentarzu.) Napisałem wczoraj, więc jasne, że jeszcze czekam na odpowiedź. Jestem w Afryce i oduczyłem się niecierpliwie czekać.

Znalazłem pracę marzenie. Organizacja szuka kogoś, kto by latał po całej Afryce, po lokalnych organizacjach i pytał czego potrzebują. Bajka, ale wymagają znajomości języka francuskiego. Nie dziwię im się.

Inną pracę marzenie znalazłem wczoraj. Ogłoszenie napisane po francusku, ale o dziwo zrozumiałem tak z 80% treści. W tym między innymi, że szukają koordynatora działań w Rwandzie (!) w organizacji poprawiającej sytuację systemu penitencjarnego (też super, w końcu poznam także Hutu) i płacą na polskie złotówki 10 tysięcy miesięcznie. Blink, blink! Ale wymagają wyższego wykształcenia prawniczego.

Tydzień temu znalazłem dobrze płatną ofertę pracy w Sudanie. Wysłałem maila z pytaniem kiedy się kontrakt zaczyna. Przed wysłaniem zobaczyłem, że popełniłem błąd gramatyczny, ale specjalnie zostawiłem; zobaczymy czy odpowiedzą, wiedząc, że nie jestem native speaker w kwestii angielskiego. I dziś odpisali, że robota jest od grudnia na roczny kontrakt. Po skończeniu pisania wpisu mam zamiar zasiąść do CV.

* * *

Z innych beczek.

Rwanda nie będzie już frankofoniczna. W ostatni piątek parlament postanowił, że od nowego roku język francuski wypada z listy języków urzędowych. Oznacza to, że urzędowe dokumenty będą publikowane już tylko w języku angielskim i nauczanie w szkołach wyższych też będzie tylko w tym języku (teraz jest tak, że połowa zajęć jest po francusku, a połowa po angielsku).

Bardzo odważny krok, zwłaszcza, że tu niemal wszyscy mówią po francusku, a z angielskim różnie bywa. Agathe jest przerażona 🙂

Podejrzewałem, że decyzja parlamentu wynika z ich obrażenia na Francję, z którą nie chcą mieć teraz nic wspólnego, ale wytłumaczono mi – i wierzę w tą wersję – że powodem głównym jest ukierunkowanie się na bardziej przyszłościowy język angielski. Po angielsku mówi cały świat, a po francusku tylko Afryka i to nie cała. Ponadto językiem roboczym w Unii Wschodnioafrykańskiej jest właśnie angielski i Rwanda się do tego dostosowuje (ech, te unijne dyrektywy).

*

Mam już dość kinyarwanda. Pobyt mój dobiega końca, a ja nie wyszedłem poza podstawowe zwroty. Gramatyki za nic nie opanuję, bo nie ma w niej kompletnie żadnej logiki. Przypomina też w tym względzie nieco język polski, ta sama deklinacja. Tu wystarczy zmienić osobę czy czas w zdaniu, a automatycznie zmianie ulega odmiana 90% słów w nim. Nie będę podawał przykładów, bo skapitulowałem i nawet nie zapamiętuję. Po prostu tragedia. Gdy chcemy ze zdania twierdzącego zrobić przeczące, dodajemy słowo zaprzeczające (różne w różnych osobach: gdy jest to pierwsza osoba jest to si, gdy jest to druga osoba, jest to już coś w rodzaju mihgwe), zmieniamy podmiot, zmieniamy orzeczenie. Czasem trzeba coś dokleić do wyrazu od przodu, czasem od tyłu.

*

Wspominałem, że lata tu mnóstwo czarnych wielki błonkówek, przypominających osy, tyle, że długie na bez mała 4-5 centymetrów. Widać je z daleka, ale jedna zaskoczyła mnie wpadając na mnie zza rogu budynku. Lekko uderzyła w rękę i poleciała dalej.

Jak to cholerstwo boli! W tym samym momencie co uderzenie owada poczułem gigantyczny ból w tym miejscu i ułamek sekundy po tym jakby prąd mi raził całą rękę. Zawołałem Paula by zapytać czy tak to ma wyglądać i czy nie grozi mi nic i powiedziałem, że wszystko jest w normie. Że owszem ból jest potężny, ale mam poczekać kilka minut i przejdzie.

I przeszło. Potem jeszcze przez jakieś dwie godziny czułem delikatnie wszystkie naczynia krwionośne w swojej ręce, ale dało się już żyć.

Jak widać na zdjęciu, bąbel jest tak duży jak połowa mojej stopy

Jak widać na zdjęciu, bąbel jest tak duży jak połowa mojej stopy

Któraś z nich jest za to odpowiedzialna. Namierzyłem ich kwaterę główną.

Któraś z nich jest za to odpowiedzialna. Namierzyłem ich kwaterę główną.

14 komentarzy »