Posts tagged wolontariat

Wolontariat w Afryce. Sudan, ktoś chętny?

Poprzez tajemną sieć kontaktów z ludźmi związanymi z pracą w projektach pomocowych dotarła do mnie oferta wolontariatu w Sudanie. Treść jej była następująca:

Firma Tricomp (http://www.tricomp.com.pl), która obecnie prowadzi projekt infrastrukturalny w Sudanie, poszukuje wolontariusza do pracy w terenie – miejscowość Juba.

Praca wolontariusza będzie polegała na:

– sporządzaniu dokumentacji fotograficznej oraz sprawowaniu opieki nad stroną internetową projektu;
– przygotowywaniu raportów z postępu budowy;
– tworzeniu materiałów o charakterze PR dla klientów firmy.

Oprócz obowiązków redaktorskich, przyda się także ogólna pomoc w utrzymaniu ładu w biurze – czyli zdolności organizatorskie mile widziane. Mogą zdarzyć się także inne ciekawe wyzwania.

Poszukiwana jest osoba o zamiłowaniu dziennikarskim z umiejętnością wykonywania artystycznych fotografii.

Jeżeli jesteście zainteresowani, lub znacie kogoś kto chciałby w takim charakterze pracować – proszę o kontakt z Magdaleną Kowalską:

mkowalska małpa tricomp.com.pl

W między czasie z Panią Kowalską ustaliłem kilka rzeczy, którymi też mogę się chyba z Wami podzielić:

  • Firma zapewnia przeloty, zakwaterowanie, wyżywienie i ubezpieczenie
  • Data rozpoczęcia współpracy : praktycznie od zaraz
  • Data zakończenia 31.08.2009  do negocjacji z możliwością przedłużenia
  • Tygodniowe kieszonkowe: 30 SDG /15 USD
  • Tygodniowy limit na rozmowy telefoniczne 10SDG/5 USD

Dlaczego dzielę się z Wami tymi tajnymi informacjami? Powodów jest wiele: bo Was lubię 😉 , bo ja niestety nie mogę podjąć się tego zadania w tej chwili, bo Pani Magda zgodziła się na umieszczenie tego na moim blogu, bo oboje mamy nadzieję, że ktoś z Was może się zdecyduje.

Pytaliście mnie wiele razy jak zostać wolontariuszem w Afryce, ja Wam już napisałem, że nie jest to takie łatwe. I teraz się nadarza okazja. Jeśli ktoś jest naprawdę zdeterminowany, to pisać na wyżej podany adres email. Kto wie, może powstanie czyjś kolejny blog pt „Julia/Marcin/Zosia jest w Sudanie”? 😉

Ja jak wspomniałem podjąć się nie mogę. Przyznam, że cały dzień się z tym gryzłem i z nieco ciężkim sercem zrezygnowałem. Obecnie zajmuję się małymi rzeczami, ale jednak czymś tam się zajmuję. Co więcej wyjazd jest od zaraz, a ja musiałbym najpierw nieco podreperować zdrowie (uwierzycie, że wciąż nie zająłem się bolącymi zębami jeszcze z czasów Rwandy? (Teraz bolą już mniej, ale jednak) Otóż okazało się, że to nie zęby, a sprawa neurologiczna, dokładnie neuralgia, a do neurologa jeszcze się nie wybrałem. Musiałbym to jednak przed wyjazdem zrobić).

Tak więc informację przesyłam dalej, a sam ewentualnie czekam na kolejne oferty, tylko już płatnej pracy.

Comments (18) »

Jeszcze tylko miesiąc

Niestety. Nie wiem kiedy byłem bardziej zestresowany: miesiąc przed przyjazdem do Rwandy czy teraz, gdy mam tylko miesiąc do powrotu do Polski. Wtedy się bałem (ale chciałem jechać), bo wiedziałem, że jadę w nieznane, do kraju, w którym było ludobójstwo i jadę zupełnie sam – czy uda mi się zintegrować z Afrykańczykami?

Teraz stres wynika ze świadomości, że wyjazd do Polski będzie definitywny. Gdy wyjeżdżałem z Polski, wiedziałem, że do niej wrócę. Teraz jadę z tego kraju na dobre. I od tych ludzi.

Zawsze w takiej jest mi smutno. Nie mogę odpędzić od siebie myśli, że umieramy dla siebie nawzajem. Nigdy już nie zobaczę Paula jako żonatego faceta, nie zobaczę jego dzieci. Innocent, Agathe i cała reszta nigdy się dla mnie nie zestarzeją. Nawet gdy sam już będę siwy, oni nadal w moich wspomnieniach będę mieć po dwadzieścia kilka lat. Niedobrze.

* * *

Nie jest też tak, że w ogóle nie chcę wracać. Tęsknię do rodziny, znajomych, przyjaciół i – co tu ukrywać – wykąpałbym się w końcu w ciepłej wodzie, w wannie, a nie misce i zjadł kawał porządnej kiełbasy. Matko, nawet nie mogę myśleć o kiełbasie, tak mi się jej chce.

* * *

Jest i kolejny stres: co dalej? Gdzie pójdę do pracy? Obiecałem sobie przed wyjazdem, że po powrocie w końcu się ustabilizuje zawodowo, ale wiem, że chyba obietnicy nie dotrzymam. Nie chcę. Złapałem wiatr w żagle. Za nic w świecie nie chce mi się teraz siedzieć w jakiejś nudnej, nawet dobrze płatnej robocie. Chce mi się wielkiego świata.

Moja teraz wymarzona praca to latać po świecie, najlepiej w ramach pomocy innym krajom i raz na pół roku zaglądać do rodzinnego miasta na kilka dni lub tydzień. Nie musi być cały świat, nie musi być koniecznie pomoc. Ważne aby nie siedzieć w miejscu.

Przeglądam ogłoszenia. Sam już napisałem do Horyzonty.pl czy nie chcieliby zorganizować wypadu do Rwandy, bo jakby chcieli, to ja chętnie poprzewodniczę w takiej wyprawie (Co Wy o tym myślicie? Chcielibyście wybrać się na qusi-zorganizowaną wycieczkę do tego kraju? Dajcie znać w komentarzu.) Napisałem wczoraj, więc jasne, że jeszcze czekam na odpowiedź. Jestem w Afryce i oduczyłem się niecierpliwie czekać.

Znalazłem pracę marzenie. Organizacja szuka kogoś, kto by latał po całej Afryce, po lokalnych organizacjach i pytał czego potrzebują. Bajka, ale wymagają znajomości języka francuskiego. Nie dziwię im się.

Inną pracę marzenie znalazłem wczoraj. Ogłoszenie napisane po francusku, ale o dziwo zrozumiałem tak z 80% treści. W tym między innymi, że szukają koordynatora działań w Rwandzie (!) w organizacji poprawiającej sytuację systemu penitencjarnego (też super, w końcu poznam także Hutu) i płacą na polskie złotówki 10 tysięcy miesięcznie. Blink, blink! Ale wymagają wyższego wykształcenia prawniczego.

Tydzień temu znalazłem dobrze płatną ofertę pracy w Sudanie. Wysłałem maila z pytaniem kiedy się kontrakt zaczyna. Przed wysłaniem zobaczyłem, że popełniłem błąd gramatyczny, ale specjalnie zostawiłem; zobaczymy czy odpowiedzą, wiedząc, że nie jestem native speaker w kwestii angielskiego. I dziś odpisali, że robota jest od grudnia na roczny kontrakt. Po skończeniu pisania wpisu mam zamiar zasiąść do CV.

* * *

Z innych beczek.

Rwanda nie będzie już frankofoniczna. W ostatni piątek parlament postanowił, że od nowego roku język francuski wypada z listy języków urzędowych. Oznacza to, że urzędowe dokumenty będą publikowane już tylko w języku angielskim i nauczanie w szkołach wyższych też będzie tylko w tym języku (teraz jest tak, że połowa zajęć jest po francusku, a połowa po angielsku).

Bardzo odważny krok, zwłaszcza, że tu niemal wszyscy mówią po francusku, a z angielskim różnie bywa. Agathe jest przerażona 🙂

Podejrzewałem, że decyzja parlamentu wynika z ich obrażenia na Francję, z którą nie chcą mieć teraz nic wspólnego, ale wytłumaczono mi – i wierzę w tą wersję – że powodem głównym jest ukierunkowanie się na bardziej przyszłościowy język angielski. Po angielsku mówi cały świat, a po francusku tylko Afryka i to nie cała. Ponadto językiem roboczym w Unii Wschodnioafrykańskiej jest właśnie angielski i Rwanda się do tego dostosowuje (ech, te unijne dyrektywy).

*

Mam już dość kinyarwanda. Pobyt mój dobiega końca, a ja nie wyszedłem poza podstawowe zwroty. Gramatyki za nic nie opanuję, bo nie ma w niej kompletnie żadnej logiki. Przypomina też w tym względzie nieco język polski, ta sama deklinacja. Tu wystarczy zmienić osobę czy czas w zdaniu, a automatycznie zmianie ulega odmiana 90% słów w nim. Nie będę podawał przykładów, bo skapitulowałem i nawet nie zapamiętuję. Po prostu tragedia. Gdy chcemy ze zdania twierdzącego zrobić przeczące, dodajemy słowo zaprzeczające (różne w różnych osobach: gdy jest to pierwsza osoba jest to si, gdy jest to druga osoba, jest to już coś w rodzaju mihgwe), zmieniamy podmiot, zmieniamy orzeczenie. Czasem trzeba coś dokleić do wyrazu od przodu, czasem od tyłu.

*

Wspominałem, że lata tu mnóstwo czarnych wielki błonkówek, przypominających osy, tyle, że długie na bez mała 4-5 centymetrów. Widać je z daleka, ale jedna zaskoczyła mnie wpadając na mnie zza rogu budynku. Lekko uderzyła w rękę i poleciała dalej.

Jak to cholerstwo boli! W tym samym momencie co uderzenie owada poczułem gigantyczny ból w tym miejscu i ułamek sekundy po tym jakby prąd mi raził całą rękę. Zawołałem Paula by zapytać czy tak to ma wyglądać i czy nie grozi mi nic i powiedziałem, że wszystko jest w normie. Że owszem ból jest potężny, ale mam poczekać kilka minut i przejdzie.

I przeszło. Potem jeszcze przez jakieś dwie godziny czułem delikatnie wszystkie naczynia krwionośne w swojej ręce, ale dało się już żyć.

Jak widać na zdjęciu, bąbel jest tak duży jak połowa mojej stopy

Jak widać na zdjęciu, bąbel jest tak duży jak połowa mojej stopy

Któraś z nich jest za to odpowiedzialna. Namierzyłem ich kwaterę główną.

Któraś z nich jest za to odpowiedzialna. Namierzyłem ich kwaterę główną.

Comments (14) »

Wpadniesz w sobotę do Warszawy?

A może tam mieszkasz? Super.

Więc nie siedź w domu,  a wybierz się na organizowane przez MSZ Forum Polskiej Pomocy Rozwojowej. Jak chcesz się dowiedzieć w jaki sposób Polska pomaga krajom rozwijającym się, jak to się dzieje, że tacy wolontariusze jak ja jadą pomagać do Rwandy i innych krajów i mają super przygody, poznać organizacje do których możesz dołączyć i też gdzieś być może wyjechać lub pomagać w inny sposób, to będzie to chyba niepowtarzalna okazja.

Forum jeśli dobrze rozumiem jest pod gołym niebem na Krakowskim Przedmieściu, zaczyna się o godzinie 11:00, a pozostałe szczegóły znajdziesz na specjalnej stronie.

W programie tańce, darmowa afrykańska wyżerka, koncerty (w tym mój nieco ulubiony NRM) i wiele innych atrakcji. Być może wystawiająca się tam moja organizacja – Centrum Współpracy Rozwojowej – będzie próbowała na żywo się łączyć ze mną. Jeśli oczywiście będę miał prąd i Internet 😉

Comments (4) »

Blogi innych wolontariuszy

Heh, jutro mam urodziny, więc powinienem teraz siedzieć i planować jaką niespodziankę w tym roku zrobić znajomym i gdzie tym razem się schować przed nimi. Tymczasem siedzę w domu i choruję. Prawdopodobnie angina. Tak wynika z autodiagnozy, niestety nie mam ubezpieczenia w NFZ więc do lekarza nie poszedłem 🙂

Z punktu widzenia moich znajomych i rodziny jestem o tyle wyjątkowy, że wyjątkowo nie biorę się do pracy, a jadę sobie do Afryki harować w upale bez wynagrodzenia. Jest nas jednak więcej. Jak możecie przeczytać w prawym górnym rogu tego bloga jadę w ramach większego programu organizowanego przez MSZ, nazwanego „Wolontariat Polska Pomoc 2008”. Różni ludzie z różnych organizacji przy wsparciu MSZ jadą w różne zakątki świata – głównie do Afryki – by pomagać w różnym czasie w różnych organizacjach na miejscu (to zdanie sponsorowało słówko „różny”). Połowę z nich poznałem na początku maja na szkoleniu przedwyjazdowym (połowę, bo jest nas tak dużo, że podzielono nas na dwie grupy i przeprowadzono szkolenie dwa razy) i naprawdę nieźle się zaprzyjaźniliśmy. Cały czas jesteśmy w kontakcie mailowo-„gadugadowym”.

Szkolenie przed wyjazdem na wolontariat
Na szkoleniu przedwyjazdowym zoragniazowanym przez MSZ, maj 2008

Okazało się, że niezależnie od mojego pomysłu na blog pojawił się też pomysł aby wszyscy wolontariusze jadący z w/w programu mieli jeden wspólny blog, gdzie opowiadaliby co się u nich dzieje. Poproszono mnie abym się tym zajął i z chęcią to zrobię. Akurat WordPress.com pozwala prowadzić jednego bloga przez wiele osób, więc powinno pójść szybko.

Zastanawiamy się tylko jaki tytuł nadać dla tego bloga. Ma ktoś jakieś pomysły? Bo karolinajestwtogoaagnieszkajestwmalawi(…).wordpress.com to chyba niefortunne rozwiązanie 🙂 Bardzo proszę wszystkich czytających o sugestie! Mi do głowy przychodzi tylko proste, nieromantyczne wolontariuszepolskiejpomocy.wordpress.com. Albo wolontariat2008…

Comments (1) »