Posts tagged Media

O, jestem też w Dziennik Polska The Times!

Tylko o mnie wspominają w zupełnie innym kontekście (artykuł o fenomenie Wykopu), więc ja też wspomnę tylko krótko. Na trzeciej podstronie jeden z użytkowników Wykopu wspomina, że dzięki niemu trafił na mój blog.

A zacytuję odpowiedni fragment, żebyście nie musieli grzebać:

– Oprócz tematów związanych z internetem, czego na Wykopie nie brakuje, interesuję się sportami ekstremalnymi i podróżami – opowiada Kacper. – Dzięki temu portalowi odkryłem m.in. świetnego bloga, pisanego przez polskiego wolontariusza pracującego w Rwandzie (https://konradjestwrwandzie.wordpress.com). Przed jego powstaniem nie korzystałem z amerykańskiego pierwowzoru Digg.com, więc było to dla mnie coś nowego.

12 komentarzy »

„W poprzednią sobotę” czyli idą wybory

Zacznę nie na temat od chwalenia się: dziś na GG Radek podesłał mi informację, że moje narzekania na zakładanie firm w Polsce i pamflety na ten sam temat odnośnie Rwandy trafiły jako osobny artykuł – streszczenie wpisu z bloga – na stronę główną Gazety. No proszę, artykuł napisałem trochę od niechcenia (planowałem od dłuższego czasu, ale nie planowałem, że napiszę go właśnie teraz) a tu taki splendor. Czy to prawda, że w Polsce sprzedają już koszulki z moją podobizną? 😉

Strona główna Gazety. Wystarczy, że komuś zadrży ręka z wrażenia, a zamiast na seksowną Kukulską może trafić na artykuł o mnie w Rwandzie!

Strona główna Gazety. Wystarczy, że komuś zadrży ręka z wrażenia, a zamiast na seksowną Kukulską może trafić na artykuł o mnie w Rwandzie!

Przy okazji skoro już czyta mnie redakcja Gazety Wyborczej, chciałem zgłosić, że ja ich ostatnio w ogóle nie czytam. Nie, że jakieś przekonania czy ideologie. Zwyczajnie w Rwandzie otworzenie strony Gazety trwa niemiłosiernie długo. Na zrobienie powyższego zrzutu ekranu czekałem ponad 10 minut, a jak widać nie wszystko się załadowało.

Ale nie musicie nic chyba zmieniać. Czytelników, choć najwyższej jakości, to mimo wszystko w Rwandzie macie wyjątkowo mało 😉

Dobra, wróćmy do soboty. Miałem ją zamiar opisać w miarę na bieżąco, ale szyki pokrzyżowało mi niespodziewane lądowanie na szpitalnej podłodze. A potem łóżku. Ale może i dobrze, bo sobota była preludium do zapoznawania się z tutejszą sytuacją polityczną; a jako, że wybory za 5 dni to postaram się obie sprawy połączyć.

Dyrektor jednego z tutejszych liceów, w którym pracuje Robert poprosił mnie abym zajrzał do nich i zobaczył czy da się coś zrobić z fatalnym stanem komputerów. Pomysł mi się spodobał, bo raz, że zobaczę jak wygląda liceum, a dwa wykażę się czymś ponadprogramowym. Zapytałem więc Roberta czy nie można by w sobotę rano, na co stanowczo odpowiedział, że nie. Trochę mnie to zdziwiło, bo jak do tej pory rzadko komu zdarzyło się choćby kręcić nosem jak proponowałem jakieś prace w sobotę, choć to kraj protestancki i sobota jest dniem nieco świątecznym („nieco” bo mimo wszystko i tak wszystko jest otwarte, choć krócej).

Ale Robert wyjaśnił, że każda ostatnia sobota miesiąca to dzień wyjątkowy, który w całej Rwandzie poświecony jest na kolektywne prace społeczne. Wszyscy, niezależnie od pozycji społecznej muszą udać się z samego rana do siedziby dystryktu gdzie lokalni liderzy powiedzą im co mają robić. I tak jedni pójdą karczować las, inni malować płoty, jeszcze inni czyścić rynsztoki… Od gospoś domowych po mera dystryktu. Natomiast lokalni liderzy będą spacerować ulicami i nagabywać wszystkich spotkanych dlaczego nic nie robią i zachęcać do wspólnej wytężonej pracy dla dobra ogółu.

Macie te same skojarzenia co ja? 😉 Powiedziałem od razu dla Roberta czemu jak mi o tym opowiada, śmieję się z tego, ale nie zrozumiał od razu. Musiałem wyjaśnić jakie takie działanie ma u nas konotacje związane z niedawną historią, ale z czasów, które sam słabo pamiętam. Przypominam sobie jak zaraz po przyznaniu nam prawa do organizacji Euro 2012 podniósł się rwetes po tym jak rząd zaproponował aby każdy społecznie odpracował miesięcznie ileśtam godzin czy dni przy budowie stadionów i autostrad 🙂 A oni tu jak jeden mąż idą i pracują dla dobra kraju. Zwolnione są z tego tylko dzieci i kobiety w ciąży. Kobiety bez ciąży pracują.

Dodatkową ciekawostką jest że w czasie tych prac nikt poza karetkami na sygnale nie ma prawa jeździć samochodem. Cały happening kończy się jednak o południu. Taki jest więc powód dlaczego nie wstawiam tu żadnego zdjęcia z czynu społecznego – zabawę zwyczajnie przespałem. Może to i dobrze, bo niektórzy mówili mi, że muzungu nie są z tych prac zwolnieni 😉

To nie koniec nawiązań do minionej epoki błędów i wypaczeń. Wieczorem usiadłem z Robertem i wypytywałem o sprawy podatkowe, przygotowując się do pisania już sławnego wpisu o firmach. W pewnym momencie Robert powiedział, że jest coś, co można nazwać pewnego rodzaju podatkiem. Otóż bowiem (niemal) każdy Rwandyjczyk jest członkiem rządzącej partii RPF i płaci „dobrowolną” składkę z tego tytułu. Do partii można oczywiście nie należeć, ale jak to ujął Robert bezpieczniej jest w niej być. Znów powiało znajomym chłodem sprzed lat? 😉

Pierwsze skojarzenia z czasami komunizmu i z PZPR może i są nieco słuszne. Krajem rządzi jedna partia RPF (w jeśli dobrze pamiętam sześćdziesięcioosobowym parlamencie – swoją drogą polecam rozważenie także i w naszym „tanim państwie” – opozycja posiada około 10 mandatów i do tego jest podzielona), prezydent kraju Paul Kagame to były (nie wiem czy i nie obecny) szef tej partii, wszyscy do niej należą i lepiej jest w niej być, żeby nie mieć problemów. Do tego jakiś czas temu odbyło się referendum z pytaniem czy obywatele chcą wydłużyć kadencję prezydenta z pięciu lat do siedmiu i obywatele odpowiedzieli, że tak. W wyborach głosuje ponad 90% uprawnionych (Innocent mówi, że 98) choć już teraz wszyscy mówią, że za 5 dni wygra znów FPR – Rwandan Patriotic Front, partia której symbolem jest zaciśnięta pięść od razu kojarząca mi się z ruchem Czarnych Panter z lat ’70 w USA. Wypisz wymaluj PRL. Otóż wszyscy mnie przekonują, że nie i coraz bardziej im wierzę.

Po pierwsze FPR to ugrupowanie, które powstrzymało rzeź w 1994 roku i za to cały czas ludzie ich kochają. Tak, kochają. Wszyscy chodzą w czapeczkach i koszulkach z ich logotypem lub kolorami, samochody, rowery są oblepione tym samym, w witrynach niemal wszystkich sklepów wiszą ich plakaty wyborcze.

Po drugie długoletnie jednowładztwo w tym kraju o dziwo się świetnie sprawdza. Brak sporów koalicyjnych, brak problemów z uzyskaniem większości głosów pozwala szybko publikować nowe ustawy. Jak już pisałem tworzone jest tu dobre prawo jakiego potrzebują ludzie, a nie grzebanie sobie po teczkach. Oczywiście powstają i dziwne pokractwa jak opisywane już przeze mnie rozporządzenie nakazujące burzenie domów przy głównych drogach i budowanie ich od nowa, ale co mnie strasznie dziwi, nikt tu się przeciw temu nie buntuje, a wszyscy biorą się do pracy.

Kolektywne prace nie mają tu żadnych złych historycznych skojarzeń. Tutaj jest Afryka w naturze ludzi jest współpraca, a nie konkurencja. Wspólne działanie to motto tych ludzi. Wiecie ile kosztuje butelka wody mineralnej w Nyamata? Trzysta franków. Wiecie ile ona kosztuje w każdym innym sklepie w całym kraju? Co do franka tyle samo. I tak jest tu z wszystkim: papier toaletowy to 200 FRW za rolkę gdziekolwiek bym go nie kupił. W Polsce byśmy to nazwali zmową cenową, tutaj natomiast konkurowanie ze sobą nie jest w dobrym tonie. Gdy konkurujesz, odłączasz się od innych.

Skąd więc wielka mobilizacja przed wyborami? Słowo daję pierwszy raz widzę Paula naprawdę zabieganego (a właściwie go nie widzę, bo ciągle jest gdzieś indziej). Dlaczego ludzie pójdą do wyborów i zagłosują na FPR, choć wszyscy wiedzą, że ta partia i bez ich głosu wygra? Dlaczego wszyscy do partii należą i łożą na jej utrzymanie? Delikatny strach.

Niemal wszyscy mieszkańcy Nyamata idą w tym samym kierunku. To marsz na wiec wyborczy FPR.

Niemal wszyscy mieszkańcy Nyamata idą w tym samym kierunku. To marsz na wiec wyborczy FPR.

Strach, ale nie przed gniewem partii czy jej represjami, a przed powrotem dawnych czasów. Problemy o których mówił Robert, jeśli nie jesteś w partii, to to, że ludziom od razu nasunie się podejrzenie, że jesteś z „nimi”. Jeśli nie głosujesz, to też popierasz „ich”. „Oni” to Hutu, ale w tym kraju nie można używać ani słowa Hutu ani Tutsi w tym kontekście, więc ludzie mówią po prostu „oni”. Nie popierasz obecnego rządu, który powstrzymał rzeź, więc jesteś po tej drugiej stronie. Strach też tu ma znaczenie, ale jest jednak jakby z tyłu. Przede wszystkim jest to radość z bycia razem. Niezależnie czy „razem” oznacza partię, czy roboty społeczne. Tutaj nikt już nie wierzy, że powtórzy się rok 1994, ale na wszelki wypadek dmucha się na zimne, zwłaszcza, że daje to wiele korzyści.

* * *

Nie wiem czy udało mi się to dobrze wyjaśnić, obawiam się, że nie 🙂 Ja sam gdy zacząłem się przyglądać tutejszej polityce i relacjom społecznym, patrzyłem na to z niedowierzaniem. Ale zapewniam, że z dnia na dzień mam coraz mniej wątpliwości i coraz słabiej podejrzewam, że to wszystko to tylko fasada, za którą kryje się reżim. Zresztą za kilka dni sami się być może przekonacie: do Rwandy dotarli już obserwatorzy Unii Europejskiej i zapewne po 15 września wydadzą opinię na temat uczciwości wyborów.


5 komentarzy »

Jestem w Radio Białystok

A właściwie byłem. 30 lipca rano pojawił się wywiad ze mną. Kto nie słuchał (w tym i ja), może sobie posłuchać jeszcze raz na stronie radia.

Buziaki Anecie za podesłanie mi informacji.

Puściłem już nagranie moim rwandyjskim współlokatorom i zrobiło na nich wrażenie, choć nic z niego nie rozumieli.

Komentarze wyłączone

W Teraz Białystok też jestem

Paris Hotel może się schować 😉

Dostałem dziś do rąk najnowszy numer Teraz Białystok. Okazuje się, że tam także jest artykuł o moim wyjeździe do Rwandy; jest to chyba nieco skrócona wersja artykułu, jaki ukazał się w Kurierze Porannym.

Radio Białystok, Kurier Poranny, Teraz Białystok… 🙂 Na jesieni będę u Kuby Wojewódzkiego i u Szymona Majewskiego 😉 Będą mięc specjalne wydanie z terenu.

Komentarze wyłączone

A dziś jestem w Kurierze Porannym

No i się zaczęło. Blaski flashy, prośby o autograf, piski fanek. Telefony, maile, smsy, zaczepki na GG. Dzwoniła jakaś Paris Hotel, czy jakoś tak, z pytaniem czy zgodzę się z nią pokazać na czerwonym dywanie na rozdaniu czegoś tam. Obudziła mnie telefonem, a ja bardzo nie lubię jak mnie ktoś budzi, więc powiedziałem jej, że nie.

Zczłapałem się w końcu z łóżka, naciągnałem spodnie i poszedłem do kiosku zobaczyć o co chodzi. Wróciłem do domu, przypomniałem sobie o reszcie ubrania, więc naciągnąłem też jakąś koszulę. I faktycznie: jestem dziś w Kurierze Porannym. Zaskoczenie jest podwójne. Po pierwsze spodziewałem się, że będę w Teraz Białystok; Poranny to bardziej znana i lubiana gazeta na Podlasiu. Po drugie wcześniej widziałem ten artykuł i wydawał mi się krótki. Tymczasem nie przesadzę jeśli napiszę, że dziś w Porannym mam praktycznie swoją stronę 🙂

Tak to wygląda w wersji drukowanej.

Pudełeczka obok, to nie był gratis do gazety. Postanowiłem na jednym zdjęciu uwiecznić jeszcze jedną sprawę.

To Malarone, lek na malarię. Dziś przyszła do mnie także paczka od Krysi z lekami na cały czas pobytu (10 opakowań po 12 tabletek; będę musiał codziennie brać po jednej tabletce), biletem na samolot, ubezpieczeniem, umową i książką w prezencie 🙂 Dzięki, Krysia! Na pewno się… Ugh. Chciałem napisać, że na pewno się przyda, ale jako, że jest to książka o chorobach tropikalnych, mam nadzieję, że będzie leżeć i się kurzyć 🙂 Mam nadzieję, że rozumiesz 😉

13 komentarzy »

Nowy pomysł na walkę z malarią

OkładkaW pierwszy tydzień istnienia tego bloga, zostałem wirtualnie odwiedzony ponad dwa tysiące razy. Nie spodziewałem się takiego zainteresowania, ale przyznać muszę, że analizując wyniki wyszukiwania po jakich trafiają do mnie odwiedzający, spora część osób szuka informacji o Mateuszu.

Wczoraj udzielałem wywiadu dla prasy 🙂 Niestety jeszcze nie wiem w jakiej konkretnie gazecie artykuł się ukaże. Albo będzie to Teraz Białystok, albo Kurier Poranny, albo Gazeta Współczesna (wymieniam w kolejności prawdopodobieństwa). Jak będę wiedział coś więcej, napiszę. Jeszcze na jutro jestem umówiony na sesję zdjęciową, bo w aparacie Pani Redaktor (zresztą byłej wolontariuszki SPEK, więc się znamy nie od dziś / zauważyłem, że jest bardzo podobna do Gosi Łokaj, która wyjeżdża do Ugandy) padły baterie.

Dziś o 12.00 w Wiadomościach TVP usłyszałem, że brytyjscy naukowcy wynaleźli nową metodę walki z malarią. Planują stworzyć genetycznie zmodyfikowaną wersję komara widliszka, w której zarodziec malarii nie będzie w stanie się namnażać. Komar ma wyprzeć ze środowiska „starszą” wersję i problem malarii się rozwiąże z powodu wyeliminowania wektora. Laboratoryjnie już im się to udało.

Szukałem coś na ten temat w sieci, żeby Wam podlinkować, ale znajduję tylko informację sprzed ponad roku. Czyżby Wiadomości odgrzewały starocia? Nieważne. Ważne,  że coś się z tym robi i o tym mówi.

Na malarię co roku umierają 3 miliony ludzi, głównie dzieci z Afryki. Ale umrzeć może każdy, nawet Ty czytelniku. Roznosi ją komar widliszek, obecny także w Polsce. U nas nie jest on skutecznym wektorem z powodu chłodnych zim, co uniemożliwia zarodźcowi malarii przejście pełnego cyklu rozwojowego. Nie oznacza to jednak, że taki stan rzeczy będzie trwał zawsze. Malaria naturalnie w Polsce występowała do 1964 roku, potem przyszło ochłodzenie. Jednak jeśli wierzyć, że klimat się ociepla, powrót tej choroby to tylko kwestia czasu.

Ponadto, choć biura podróży nie piszą tego w ulotkach reklamujących wycieczki, wyjeżdżając do ciepłych krajów jak najbardziej jesteście zagrożeni malarią. Także np. na południu Włoch, nie mówiąc już o popularnych wycieczkach do Tunezji czy Egiptu. Paweł opowiadał, że jak był wolontariuszem na Sri Lance, niemal wszyscy przechorowali malarię (malaria to choroba śmiertelna, ale na szczęście nie zabija zawsze).

Na malarię nie można się zaszczepić. Można tylko dzień w dzień brać leki antymalaryczne, ale one zmniejszają jedynie ryzyko zachorowania. Ponadto trzeba spać pod moskitierą, ubierać się na biało (komary lecą do ciemnych ubrań), unikać wychodzenia z domu o zmierzchu, stosować silne repelenty przeciw owadom. A i tak nie oznacza to 100% gwarancji bezpieczeństwa. Wyobrażacie sobie żebyście musieli dzień w dzień stosować się do tych zasad?

A afrykańczycy po prostu tak żyją. I mimo to umierają. Problemem jest świadomość (np. nie wszyscy mieszkańcy globalnego południa kojarzą malarię z komarem, więc nie chronią się przed nim) i jak zwykle pieniądze. W czasie mojego około studniowego pobytu w Rwandzie na leki malaryczne wydam ponad 1600zł. Mi za leki zapłaci MSZ, ale jeśli ktoś w Afryce zarabia dolara dziennie, oznacza to, że na przeżycie całego roku ma 365 dolarów = 800 PLN. Dwa razy mniej niż MSZ wyda na moje tylko sto dni profilaktyki antymalarycznej.

Genetyczne uniemożliwienie widliszkowi roznoszenia malarii zatem brzmi tutaj jak zbawienie i wszyscy powinni chyba temu pomysłowi przyklasnąć. Komar przeżyje, malaria zniknie, a przede wszystkim przestaną umierać ludzie. Super?

Nie według ekoterrorystów. Już pojawiają się ich głosy protestu, że człowiek nie powinien genetycznie ingerować w naturę, bo nie wiadomo, czy nie wyrządzi to więcej szkód niż pożytku. I trzy miliony ocalonych ludzi rocznie nie ma tu znaczenia…

2 komentarze »

Trochę jakby w telewizji

Wybaczycie mi, że wczoraj nic nie pisałem? Jak wspomniałem w piątek, sobota to był mój dzień urodzin. Wizyta prezydenta, premiera, telefon od królowej brytyjskiej i paczka kubańskich cygar przesłana FedEx-em od samego Fidela Castro; tylko Bush tym razem zapomniał o mnie (You forgot Poland, Mr Bush!). To na tyle dużo wrażeń, że nie miałem już czasu zająć się niczym innym.
(Tak naprawdę cały dzień przesiedziałem zasmarkany w pościeli, a wieczorem przed telewizorem nafaszerowany gripeksami i sokiem z cytryny, ale prawda, że powyższe brzmi lepiej?)

Mateusz! Judyta! Dlaczego nie uprzedziliście, że będziecie dziś w Wiadomościach TVP?! 🙂

Mateusz w Wiadomościach
Kadr z dzisiejszych Wiadomości: Mateusz przygotowuje się do wyjazdu

Oglądam sobie z nudów dzisiejsze Wiadomości o 19.30 i w 14 minucie (mniej więcej) widzę reportaż o Wolontariacie Polska Pomoc 2008! W kilku dość zwięzłych scenach opowiedziano na czym on polega, co będziemy robić za granicami i co nas tam czeka. Między innymi pokazano Judytę i Mateusza, których poznałem na szkoleniu, jak przygotowują się do wyjazdu. Trzymam kciuki! Jadą chyba jako pierwsi z nas wszystkich, bo już 27 czerwca, jeśli nie mylę dat. Ich cel wyjazdu to Armenia.

Zresztą całość można już obejrzeć na stronie iTVP. U mnie niestety filmy na iTVP się fatalnie tną i nie da się ich oglądać (Linux openSuSE, Firefox 2.x, wtyczka video VLC), zatem mam pytanie czy ktoś potrafiłby to ściągnąć i przerobić na jakieś .avi czy .mpeg?

Tak przy okazji to jeszcze nie koniec „ocierania się” całej akcji o media. Jesienią do wolontariuszy przyjedzie radiowa Trójka i będzie nadawać całodzienne relacje w ramach dobrze Wam zapewne znanego cyklu „Trójka przekracza granice”; koleżanka z suwalskiego Radia 5 powiedziała, że być może zagoszczę jakoś na ich antenie. Jak będę wiedział coś więcej, będę informować za wczasu (nie tak jak Mateusz i Judyta ;> )

Co jeszcze u mnie? Niestety żadnych postępów. Rozmawiałem dziś przed chwilą na GG z Krysią – moją koordynatorką od strony polskiej – na temat braków sprzętowych (muszę na wyjazd mieć laptop i aparat cyfrowy, a na razie nie wiem skąd to wziąć) i może coś wymyśliliśmy. Ale o tym wkrótce. Chyba, że już teraz ktoś z czytających jest w stanie zasponsorować taki zakup lub wypożyczyć na czas mojego pobytu w Rwandzie, to bardzo proszę o kontakt. W komentarzach lub pisząc do mnie maila na kkarpieszuk – małpa – gmail.com.

p.s. Udało mi się nagrać telefonem komórkowym odpowiedni fragment powtórki Wiadomości na TV Polonia o 1:30 w nocy (znów wraca moja bezsenność):

6 komentarzy »