Posts tagged kongo

Rwandyjscy żołnierze po raz trzeci w Kongo

Świat emocjonuje się tym co się dzieje w Strefie Gazy i tradycyjnie już braknie w mediach miejsca na doniesienia z Afryki. Tymczasem rwandyjskie wojsko wkroczyło właśnie na terytorium Kongo.

Brzmi groźnie, zwłaszcze jeśli przypomnimy sobie, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat Rwanda już dwukrotnie dokonała inwazji Konga: w 1996 roku i drugi raz w 1999, rozpętując największą – jeśli by liczyć ilość ofiar – wojnę od czasów II Wojny Światowej.

Tym razem jednak nie jest to inwazja, a odpowiedź na prośbę o pomoc wystosowaną przez kongijski rząd. Kinszasa (stolica Konga) bowiem sama ma już dość wojennej sytuacji we wschodnich prowincjach swojego kraju, z którą od lat nie może sobie poradzić. Jeszcze we wrześniu była oskarżana o wspieranie ukrywających się tam ludzi Hutu, zbiegłych po dokonanym ludobójstwie z Rwandy. Teraz ma ramię w ramię z Rwandyjczykami walczyć z nimi. W grudniu doszło do porozumienia pomiędzy rządami Rwandy i Kongo w myśl którego Rwanda zobowiązała się wspierać Kinszasę logistycznie i wywiadowczo przy zaprowadzaniu porządku w Północnym i Południowym Kivu; teraz także wesprze ich oddziałami wojskowymi. Oficjalnym celem misji jest zmuszenie oddziałów Hutu do powrotu do Rwandy, gdzie mieliby zostać osądzeni i prawdopodobnie skazani za ludobójstwo na karę wiezienia (w Rwandzie nie obowiązuje kara śmierci). Jestem nieco sceptyczny co do tych zapewnień: do prowincji Kivu nie są dopuszczani ani żołnierze błękitnych hełmów, ani pracownicy organizacji pomocowych i dziennikarze. Nie będzie więc wiadomo co może tam się wydarzyć.

Ciekawy przewrót dokonał się także w obozie generała Nkundy (przypomnę, że Nkunda to człowiek Tutsi, od lat popierany przez Rwandę właśnie z uwagi na to, że cały czas walczył w Kongo z Hutu). Obóz rozpadł się na dwie frakcje. Część ludzi wspiera żołnierzy Kongo (i teraz także żołnierzy Rwandy) w walce z Hutu. Część pozostała przy generale Nkunda nie chce się podporządkować zwierzchnictwu rządu w Kinszasie i nadal zapowiada walkę partyzancką zarówno z Hutu jak i armią kongijską. Być może Laurent Nkunda obawia się więzienia, być może prawdą jest to co się mówi o jego prawdziwych intencjach – jakoby oficjalnie chodziło mu o walkę z Hutu i ochronę Tutsi, a nieoficjalnie jest trybikiem w układance mającej na celu dobranie się do kongijskich złóż metali.

3 Komentarze »

W Kongo jest już bardzo źle

Jestem pewien, że nie odrabiacie pracy domowej i nie śledzicie wraz ze mną co się dzieje w Afryce, więc napomknę przynajmniej o jednym: w Kongo jest już regularna wojna.

BBC. Kliknij by przeczytać artykuł

Źródło: BBC. Kliknij by przeczytać artykuł

Oddziały rebelianckiego generała Nkundy regularnie strzelają się już z wojskiem rządowym, z partyzantką Hutu, a nawet z Monuc (misja stabilizacyjna ONZ). Ci ostatni zapowiedzieli, że będą odpowiadać ogniem i faktycznie robią.

BBC. Kliknij by przeczytać kolejny artykuł

Źródło: BBC. Kliknij by przeczytać kolejny artykuł

Tutaj wszystkie media o tym głośno trąbią, do tego stopnia, że przyznam, że straciłem już rachubę co do szczegółów. Nawet słyszałem, że wojska rządowe walczą już Hutu – a przecież nasilenie konfliktu zaczęło się po tym, jak Nkunda oskarżył rząd Kongo o wspieranie Hutu.

Nawet Paul mi dziś napomknął o tym, że sytuacja jest już bardzo poważna. Ewa napisała mi maila z pytaniem czy ze mną wszystko w porządku, bo słyszała w BBC, że w Kigali doszło do zamieszek. Byłem dziś w Kigali i to dość długo (postanowiłem w końcu na luzie pozwiedzać sobie to miasto) i nic nie widziałem.

Czy w Polsce coś się o tym mówi? Nie wiem jak było w Gruzji, ale wydaje mi się, że to co się dzieje w Kongo (tak przy okazji niemal na granicy z Rwandą) jest większe. Jak znam życie, konflikty afrykańskie nadal nie zajmują głównych stron gazet, nawet jeśli ilość ich ofiar sięgnęłaby czterech milionów, tak jak to miało miejsce w czasie drugiej wojny kongijskiej. Dajcie znać.

10 Komentarzy »

Zamieszki na granicy Polsko – Chińskiej

Póki co jeszcze nie tytułowej granicy (ale w sumie chciałoby się może trochę by i ta część znanego dowcipu się spełniła, wszak pierwsza o komunizmie w USA już powoli się spełnia – kto by pomyślał kilka lat temu), ale na granicy Rwandyjsko – Kongijskiej.

MSZ obiecało, że jak coś będzie się działo, to wyślą po mnie helikopter. Więc się trochę nawet cieszę, bo nigdy helikopterem nie leciałem 😉 Ale jednak wolałbym zostać tu nieco dłużej, nawet kosztem ominięcia mnie frajdy podróży Sokołem czy innym.

O czym ja brędzę?

O problemach Rwandyjsko – Kongijskich informowałem Was już nie raz. Tymczasem w ostatnim tygodniu chyba dość mocna nasilił się konfilkt. Czytam na bieżąco BBC i newsy z AllAfrica i nie ma dnia by nie było jakichś nowych informacji na ten temat. Najpierw zaczęło się „niewinnie” od informacji o zabitych Rwandyjczykach, którzy poszli z kongijskiej Gomy na drugą stronę granicy na wybory. Potem były informacje, że generał Nkunda – kongijski rebeliant po cichu wspierany przez Rwandę, bo między innymi zobowiązał się do ochrony mieszkających w Kongo Rwandyjczyków przed ukrywającymi się tam Hutu – zaatakował kongijską bazę wojskową i ją przejął.

Zrobiło się jeszcze bardziej gorąco, bo Kongo oświadczyło, że wojska rwandyjskie wtargnęły na ich terytorium i nawet poskarżyło się do ONZ. Rwanda zaprzeczyła, ale Innocent mówi, że różnie z tym może być. Walki przy Rwandyjskiej granicy po stronie Kongo nasilają się i każdego dnia czytam o Nkundzie, dziś nawet doniesiono o pojawieniu się nowych partyzantek w dżungli (wczoraj Nkunda zaapelował o powstawanie takich właśnie). W każdym bądź razie ludzie tam giną i być może Rwanda ma z tym coś wspólnego.

To są mniej więcej okolice obozu uchodźców, z którego mnie wyrzucono podejrzewając mnie o bycie szpiegiem, tyle, że po drugiej stronie granicy.

* * *

Informacje powiązane lub nie:

W poprzednią niedzielę przez Nyamata w kierunku Burundi przejechało około 30-40 ciężarówek pełnych żołnierzy (kurcze, a może ja faktycznie jestem szpiegiem?). Ciężarówki były w większości białe, oznaczone UN i UNAMID. Te ostatnie to międzynarodowa misja wojskowa w Darfurze, składająca się miedzy innymi z oddziałów rwandyjskich. Może chłopaki wracali z Darfuru do jakiejś bazy wojskowej tutaj ot tak sobie, a może dlatego, że jest mobilizacja?

Dziś byłem w Kigali Memorial Site i na wejściu strażnik mnie zaskoczył przeczesując mnie całego wykrywaczem metali i dokładnie przetrząsając plecak. Wizytę w Memrial Site – jak dożyję – opiszę przy innej okazji, bo jest o czym pisać. Niestety bez zdjęć, bo fotografowanie tam jest zabronione (ale o tym wiedziałem od dawna) i wolałem to uszanować.

Comments (1) »

10 rzeczy których (nie)wiesz o Afryce

Może nie uwierzycie, ale ostatnio bardzo dużo czytam o Afryce, głównie o aktualnych wydarzeniach na tym kontynencie. Przeważnie przeglądam zagraniczne strony takie jak allafrica.com, oglądam dostępne tutaj kanały telewizyjne. I zastanawiam się na ile więcej wiem od Polaków na temat afrykańskich newsów. Niektóre z nich są tak bardzo głośne i licznie komentowane, że aż zastanawiam się czy do Polski także dochodzą jakieś echa na ich temat.

Proponuję więc małą zabawę, która ma na celu poinformowanie nie tylko Was co tu się dzieje, ale także mnie. Liczę na zwrotną informację o tym, czy to co poniżej opiszę dociera do polskich mediów (TVN24, Wiadomości…). Przeczytajcie i napiszcie w komentarzu o czym sami wiedzieliście, bo na przykład też się interesujecie Afryką oraz o czym z poniższych rzeczy zapewne wie przeciętny Polak z uwagi na obecność w krajowych mediach. Zgoda? No to zaczynamy.

U wybrzeży Somalii porwano ukraiński statek transportujący 33 czołgi

http://news.bbc.co.uk/2/hi/africa/7640496.stm

Historia z jednej strony śmieszna, a z drugiej straszna. Straszna bo wraz ze statkiem porwano 20 osób załogi. Straszna bo wyszło na jaw, ze choć czołgi oficjalnie Ukraina transportowała do Kenii, tak naprawdę chyba płynęły one do Sudanu; tego samego w którym cały pozostały świat „zachodni” stara się ocalić Darfur (swoją drogą kilka lat temu wyszło na jaw, że Ukraina zaopatrywała wbrew embargo Irak; i oni chcą do NATO?). Statek jest już okrążony przez wojskowe jednostki Rosji i USA (ci ostatni boją się żeby czołgi nie trafiły do terrorystów).

Śmieszna bo jednostki wojskowe nic specjalnie robić nie muszą i spokojnie czekają aż porywacze powystrzelają się nawzajem. Ponoć już kilku nie żyje w wyniku sporów na pokładzie na temat tego, co powinni robić dalej.

Rwanda jest jedynym na świecie krajem, w którym ponad połowa parlamentarzystów to kobiety

http://afryka.org//index.php?showNewsPlus=3171

Tak, po ostatnich wyborach sprzed 3 tygodni w rwandyjskim parlamencie zasiada ponad 50% kobiet. Ale faktem jest, że kobiety mają tu nieco uprzywilejowaną pozycję już w samym systemie wyborczym. Wybory składają się z trzech dni. Pierwszego dnia wybierani są wszyscy (kobiety i mężczyźni), drugiego tylko kobiety na ileś tam zarezerwowanych dla nich miejsc, trzeciego po jednym (czy kilku, niestety teraz nie pamiętam) przedstawicielu młodzieży i niepełnosprawnych.

Mój komentarz jest taki, że może to i dobrze? Jak pisałem w tym kraju prawo naprawdę szybko się tworzy, a nie skupia na pobocznych tematach kto komu nie płaci alimentów (tak, podglądam też co się dzieje w Polsce i uwierzcie, że z dystansu 6 tysięcy kilometrów wygląda to naprawdę katastrofalnie).

W Kongo wciąż trwa wojna, nazywana czasem III Wojną Światową

http://en.wikipedia.org/wiki/Second_Congo_War

Oficjalnie już zakończona, ale nadal nieoficjalnie trwa. W dniu rwandyjskich wyborów zginęło kilka osób, które odważyły się wziąć w nich udział i przez to zdradzić, że są Rwandyjczykami. Co chwila media donoszą o kolejnych ofiarach ukrywających się w dżungli oddziałów partyzanckich.

Choć i w samej części oficjalnej wzięło udział tak wiele państw (oficjalnie ponad dziewięć) i zginęło tak wielu ludzi (prawie cztery miliony, bardziej krwawa była tylko druga wojna światowa), że nazywa się ją Trzecią Wojną Światową.

Mugabe zgodził się na współwładzę z opozycją

http://allafrica.com/stories/200809151361.html

Dyktator Zimbabwe znany w Europie głównie z powodu uzyskania inflacji na poziomie kilkuset procent dziennie, w końcu zgodził się dopuścić do władzy opozycję. Zgodę pomiędzy partią opozycyjną i jej premierem, a ludźmi prezydenta podpisano w dniu wyborów w Rwandzie, co sprawiło, że naprawdę sporo osób zasiadło tu przed telewizorami (z tego co zauważyłem relację na żywo nadawała tylko Al Jazeera, bardzo dobry kanał informacyjny wbrew temu co próbują o nim mówić zachodnie więc i polskie media).

Mugabe się dzieli, a Al Jazeera transmituje to na żywo

Mugabe się dzieli, a Al Jazeera transmituje to na żywo

Inna sprawa, że podział władzy do dnia dzisiejszego pozostaje tylko na papierze.

W RPA zabijani są biali ludzie za kolor skóry

Linka nie podam, bo to informacja usłyszana od Roberta. Nie jest to regularna rewolucja na tle rasowym, ale raz na jakiś czas rdzenni mieszkańcy Republiki Południowej Afryki powodowani frustracją,  napadają na domy białych i zabijają ich mieszkańców. Biali nadal w RPA dostają lepiej płatną pracę na stanowiskach kierowniczych.

Mieszkańcy Suazi protestują przeciw monarchii

http://news.bbc.co.uk/2/hi/africa/7624634.stm

Suazi to taki mały kraj wewnątrz RPA, ponoć ostatnia na świecie monarchia absolutna. Tak absolutna, że król wystawił do wyborów tylko jedną swoją partię nie dopuszczając do nich żadnej innej i jeszcze rozkazał by wszyscy w tych wyborach oddali swój głos na swojego faworyta. Lud więc okazuje swój głos, ale na ulicach.

W RPA obalono prezydenta

http://afryka.org//index.php?showNewsPlus=3189

A obalił go były wiceprezydent. Więcej w artykule, który jest po polsku.

W Egipcie porwano europejskich turystów

http://news.bbc.co.uk/2/hi/in_depth/7640837.stm

Niemców, Rumunów i kilku innych. Turyści zostali uprowadzeni do Sudanu, a porywacze w połowie zostali wybici przez oddziały specjalne Egiptu, któremu bardzo zależy na tym, by Egipt nie stracił opinii bezpiecznego kraju turystycznego. Porywaczami okazali się, według opinii porwanych, znudzeni kilkunastoletni chłopcy liczący na szybki zysk. Tak to już jest, jak państwa czasem się godzą na zapłacenie okupu za porwanych, to potem zawsze znajdą się kolejni chętni na zarobek.

Ten artykuł nie zawiera dziesięciu rzeczy o Afryce

Tylko osiem. A nawet jak wliczyć i ten akapit, to nadal nie jest dziesięć, a jedynie dziewięć. Ot i rzetelność dziennikarska.

16 Komentarzy »

Autocenzura i krótka historia najnowsza Rwandy

Jak niektórzy zauważyli na początku tygodnia pojawił się mój drugi wpis opisujący moją i Maombiego wyprawę do Kibuye, a dokładnie jej etap spędzony w obozie dla uchodźców i związane z tym przygody. Było ciekawie, ale artykuł po kilku godzinach zniknął. Właśnie go przywróciłem w niezmienionej postaci, ale jestem winien wyjaśnienia tych dziwnych kroków.

Spojler: wskazane jest jeśli ktoś nie przeczytał do tej pory drugiej części opisu wyprawy, aby zrobił to teraz, zanim przeczyta dalszą część tego tekstu. Kliknij, a otworzy się w nowym oknie.

Maombi miał z obozu wrócić we środę, tymczasem zamiast wrócić zadzwonił do mnie późnym wieczorem. Zapytał co u mnie słychać, odpowiedziałem, że wszystko w porządku i co u niego. A on roztrzęsionym głosem odparł, że jest w więzieniu.

Maombi słabo mówi po angielsku, do tego doszły zakłócenia na łączu i mało rozumiałem, ale od razu wyczułem, że chodzi o moją wizytę w obozie na jego zaproszenie. Powiedziałem, że zaraz zadzwonię do Paula i on zadzwoni do niego by wypytać co się dzieje.

Okazało się, że Paul już wie i że potwierdza, że chodzi o mój pobyt w obozie. Był akurat w telecentrum, więc poszedłem do niego by wspólnie obradować co z tym zrobić. Właściwie to pobiegłem.

Afrykańczycy to luzaki. Paul mówi, że faktycznie Maombi jest w więzieniu, nie wie gdzie, nie wie co i jak, ale nie ma czasu się tym zajmować teraz, bo musi gdzieś jechać. Widząc moją wystraszoną minę on i Innocent zaczęli się śmiać. Przez moment myślałem, że to wszystko żart, ale jednak nie. Uzyskaliśmy od Maombiego numer telefonu do jakiegoś naczelnika więzienia, ten niestety jednak na przemian nie odbierał albo był poza zasięgiem (tu w Rwandzie jestem już przyzwyczajony, że jak do kogoś dzwonię, muszę próbować co najmniej 3 do 5 razy, bo albo sieć akurat jest niedostępna, albo ja jestem poza zasięgiem, albo odbiorca).

Po godzinie w końcu udało się dodzwonić do samego Maombiego, co mnie uspokoiło, bo powiedział, że właśnie go wypuścili. Ma jednak pozostać w obozie i czekać na kogoś z biura Wysokiego Komisarza d/s Uchodźców w ONZ (UNHCR), przed którym będzie się na następny dzień tłumaczył dlaczego przyprowadził białego człowieka do obozu.

Dziś po tygodniu czasu w końcu Maombi jest z powrotem. Opowiedział, że od razu po opuszczeniu przeze mnie obozu zabrano go na przesłuchanie, po którym trafił do obozowego więzienia gdzie siedział trzy dni.

Okazuje się, że wizyta  w obozie to nie taka prosta wycieczka, jak mniej więcej to zrozumiałem, gdy pisała Krysia. Obóz uchodźców w Rwandzie i obóz w Ghanie to nie to samo. Paul mi wszystko opowiedział przypominając, że odradzał mi wizytę w tym miejscu. Teraz inaczej wszystko wygląda, gdy już wiem to co wiem. Dziwiłem się czemu Rwandyjczycy są tacy skonfundowani gdy mówiłem im gdzie się wybieram, a Innocent mówił, że sam by się bał spać w takim miejscu.

Prezydent obozu od razu uznał, że przybywam do obozu z powodów politycznych i myślał, że jestem szpiegiem. Stąd delikatne ale nieodwracalne wyproszenie mnie z obozu oraz przesłuchiwanie i więzienie Maombiego. Brzmi absurdalnie, ale teraz się nie dziwię. Mieszkam sobie w Rwandzie od jakiegoś czasu, wszystko wygląda pięknie, ale okazuje się, że pod tą dekoracją siedzi chyba dość złożony aparat ochrony państwa bazujący na lęku przed powrotem do ludobójstwa. Bo wszystko jak się do tego należycie zbliżyć jest jednak nadal delikatne.

Z opowieści Paula wiem, że obóz dla uchodźców jest miejscem bardzo zamkniętym, a jego niedostępne położenie to nie przypadek. Przebywają w nim uciekinierzy z terenu Konga. Sytuacja jest złożona i nie wszystko rozumiem, ale postaram się opisać ostatnie lata w Rwandzie po ludobójstwie.

Paul mówi, że po zwycięstwie FPR w 1994 roku większość mordujących Hutu (ale i także tych, którzy nie zabijali, jednak bali się odwetu jedynie z uwagi na swoją przynależność) uciekła za granicę, w tym bardzo duża część do Konga. Wywiad rwandyjski wiedział, że przy wsparciu kongijskiego rządu ze stojącym na jego czele dyktatorem Mobutu Sese Seko, Hutu organizują się zbrojnie by wrócić do Rwandy i dokończyć to, co im się nie udało. Dlatego Rwanda prewencyjnie zaatakowała wschodnie tereny Konga, wojna trwała wiele lat i jednym z jej efektów była kolejna fala uchodźctwa; sytuacja była tak skomplikowana, walczył tam niemal każdy z każdym, że nawet niektórzy Hutu uciekli z Konga z powrotem do Rwandy.

Do dziś sytuacja między Kongiem i Rwandą wygląda fatalnie, tam nadal trwa wojna domowa. Z jednej strony zabijani są tam mieszkający od lat Rwandyjczycy, z drugiej strony rwandyjskie bojówki atakują Kongijczyków żądając niepodległości wschodnich terenów tego kraju. Oczko do geniusza Cejrowskiego: to pokłosie ukochanych jego czasów kolonialnych gdy przyleźli tu Europejczycy i nie patrząc na odwieczne granice wytyczyli swoje własne. Tak to Rwanda została podzielona na co najmniej trzy części: wschodnią Rwandę faktyczną, południowe Burundi, a położone na zachód od jeziora Kiwu tereny dostało Kongo.

Dodać muszę też stosunki Rwandy z Francją. Z jednej strony Rwanda dysponuje dowodami na udział rządu francuskiego z czasów Françoisa Mitterranda w przygotowaniu ludobójstwa. Ale wróćmy do jeszcze wcześniejszych czasów.

Po dojściu do władzy Hutu, Tutsi obawiając się skrajnych ruchów dyktatora J. Habyarimany uciekli do sąsiednich krajów; planowali jednak wrócić do ojczyzny i powoli to robili. Pod koniec lat osiemdziesiątych sformowany został FPR, który z terenów Ugandy wkroczył do Rwandy i zaczęła się wojna domowa, dość szybko powstrzymana. Tutsi z FPR już mieli obalić dyktatora, gdy jednak ten poprosił Francję o pomoc, a ta – co jest uważane przez dużą ilość ludzi nie tylko z Afryki – popełniła fatalną pomyłkę i wsparła reżim wysyłając swoje wojsko.

Rozpoczęła się misja stabilizacyjna ONZ, która jednak ze strony Francji nie była do końca stabilizacyjną. Rząd Rwandy kierowany przez Hutu od lat przygotowywał się do eksterminacji Tutsi, francuskie władze dobrze o tym wiedziały, a francuscy żołnierze z dużym udziałem Legii Cudzoziemskiej ochoczo w tym pomagali szkoląc militarnie bojówki i dozbrajając je. Te same bojówki które w 1994 roku pod pretekstem odwetu za zestrzelenie samolotu z lecącym w nim rwandyjskim dyktatorem, w trzy miesiące zabiły 800 tys ludzi ludności cywilnej. I jak tam panie Cejrowski z pana poglądem, że biali w Afryce czarnych trzymają na smyczy by się nie pozabijali? Gdy zaczęła się rzeź pierwszym ruchem białych, była ucieczka.

Doszło do tego jeszcze niedawne oskarżenie przez Francję obecnego prezydenta Paula Kagame, że to właśnie on kierował zamachem na dyktatora i wszystko się posypało. Rwanda kazała Francuzom kompletnie się wynieść z kraju i nie utrzymuje z Francją żadnych stosunków dyplomatycznych.

I tu pojawiam się ja – mała polska wolontariacka pchełka 🙂 To są tylko domysły moje i Paula, ale jak Paul mówi dość słuszne. Gdy potencjalnie w obozie z uchodźcami z Konga zjawia się biały człowiek, od razu pojawia się podejrzenie, że nie jest on zwykłym turystą, a zwyczajnym szpiegiem. Jako, że jest biały i jest z Unii Europejskiej, jest wielce podejrzane, że może szpiegować dla Francji. Jako, że Francja była odpowiedzialna (według Rwandyjczyjów) za przygotowanie ludobójstwa, od razu pojawia się pytanie, czy Francja nie przygotowuje tego lub czegoś podobnego ponownie. Nie mogę o to pytać, ale zastanawiam się czy obóz dla uchodźców nie pełni też funkcji izolacyjnej. Przypominam, że dużo Hutu odpowiedzialnych za ludobójstwo uciekło do Konga, a potem wróciło do Rwandy w czasach, gdy powrót taki oznaczałby dla nich śmierć. Kiedyś Paula o to zapytam, ale podejrzewam, że ów obóz to także Hutu. (W tej sytuacji nie dziwię się, że wszyscy mówili, że wizyta w nim może być niebezpieczna, a prezydent obozu mówił, że muszą mnie tu teraz chronić, by nie zaatakował mnie jakiś szaleniec). Jeśli to wszystko byłaby prawda, a ja byłbym szpiegiem, sam bym się podejrzewał o to, że przysłała mnie tu Francja by pomóc Hutu w organizowaniu kolejnego ludobójstwa.

Maombi mówi, że wszystko już wyjaśnione, UNHCR i rząd Rwandy wierzy, że szpiegiem nie jestem i możemy znów się wybrać tam ponownie, tylko, że teraz najpierw muszę uzyskać zgodę od MINALOC. Chyba jednak jak na razie mam dość wrażeń. 🙂

Będę co miał opowiadać. Przyjechałem do kraju, w którym stosunkowo niedawno było ludobójstwo, trafiłem do szpitala, uczestniczyłem w kolizji drogowej, koło mnie dachował samochód, odwiedziłem obóz uchodźców, gdzie zostałem wzięty za szpiega, a osoba, która mnie tam przyprowadziła, trafiła za to do więzienia. Z rzeczy których nie opowiadałem jeszcze, bo są banałami przy powyższym jestem w dobrych stosunkach z tutejszą policją, a burmistrz pożycza ode mnie modem, widziałem się z Ministrem Obrony i szefem Państwowej Komisji Wyborczej, obiady jadam z bratem pani Minister Sprawiedliwości. A to dopiero połowa pobytu. Czasami jest naprawdę strasznie, ale bardzo, bardzo mi się to podoba 🙂

szpiedzy tacy jak my

Maombi i Konrad: szpiedzy tacy jak my

P.S. Teraz zauważyłem, że intencją artykułu miało być wyjaśnienie, dlaczego artykuł zniknął. W jednym zdaniu: gdy usłyszałem, że Maombi siedzi w więzieniu, bo zostałem wzięty za szpiega, pomyślałem, że lepiej jednak taki opis ukryć. Po co dostarczać coś, co może być wzięte za dowody na to, że faktycznie szpieguję? Teraz już jest wszystko ok, więc artykuł wrócił.

81996f36e53cef4f2400e857d8e3d51b

8 Komentarzy »