Posts tagged praca

Zdjęcia dla Rwandy

Pamiętacie naszą zbiórkę? Ja – choć blog już powoli umiera (ale nie umarł, gdy umrze wyprawię mu oficjalny wirtualny pogrzeb, na który już czujcie się zaproszeni) – cały czas pamiętam. Z zebranych pieniędzy wciąż pozostało mi wysłać zdjęcia do Rwandy i rozliczyć się przed Wami (z tym ostatnim jednak czekam do wydania ostatniego grosza, a z tym ciężko).

Zdjęcia zostały właśnie wywołane i dotarły do mnie, o czym melduję. Teraz muszę je wysłać na miejsce.

Całkiem niezłą sterta, ponad 200 fotek

Całkiem niezłą sterta, ponad 200 fotek

A co u Rwandyjczyków? Niestety tak jak się obawiałem kontakt nie jest już ten sam. Ostatnio napisałem im jak zimną mam zimę (maila wysłałem do Paula, Roberta i Innocenta). Najbardziej odpisuje mi Robert. Zdziwił mnie, bo pytał czy nie ciąży nam problem z Rosją i gazem.

Schola co drugi dzień puszcza mi sygnał na komórkę. Oczywiście odpuszczam, a jeśli sama zapomni, to puszczam pierwszy. Mam nadzieję, że kiedyś ich jeszcze zobaczę. Nawet sobie wyobrażam, że jeśli będę miał okazję zjawić się w Rwandzie, nic im o tym nie powiem. Chciałbym zobaczyć ich zdziwione miny, gdy przyjdę zamówić jajecznicę na śniadanie 😉

Ciekawe czy do końca życia będę już to sobie tylko wyobrażał…

—-

Co u mnie? W miarę ok, choć co chwila przyciska mnie brak kasy. W piątek wypisałem się z elitarnego klubu bezrobotnych. (btw, albo przypadek, albo faktycznie zaczyna się kryzys, bo kolejka ludzi czekających do pokoju rejestracji bezrobotnych liczyła z 30 osób, gdy ja sie rejestrowałem, byłem sam). Postanowiłem sobie, że przeproszę się z moją opinią o webmasterach jako wyrobnikach ślęczących godzinami przed komputerem, odświeżę swoje umiejętności w tym względzie i poślęczę przed komputerem robiąc strony. I już siedzę nad dwiema. Niestety kasa będzie jak skończę. Poza tym staram się dorobić na czymkolwiek, sprzedać co mam… i tak ziarnko do ziarnka mam na jedzenie. btw. Jakby ktoś słyszał, że ktoś potrzebuje stronę www, to wiecie kogo polecić 😉

Bardzo mnie ucieszyło Allegro. Mam bloga o aukcjach internetowych (uznałem go już za trupa, ale w powodu o którym niżej chyba wrócę do pisania go), a tam w prawym panelu link do programu partnerskiego Allegro. Jeśli ktoś założy konto przez ten link, dostaję 10 zł. A potem jeszcze przez rok 30% wpłat tej osoby dla Allegro za wystawianie przedmiotów. Wydawać by się mogło, że to niewiele, ale przez czas jak siedziałem w Rwandzie (i nic nie pisałem) w programie uzbierało się… 1700 złotych! Na kase jeszcze czekam (temu lekko głoduję), ale i tak pozytywna niespodzianka. Także do pisania go wrócę. A jeśli ktoś z Was nie ma jeszcze konta na Allegro to wiecie na jaki blog trzeba wejść i co kliknąć 😉

Komentarze wyłączone

Co słychać w Rwandzie? Co słychać u mnie?

Niestety z Rwandą nie mam dobrego teraz kontaktu. Dostałem email od Roberta, dostałem kilka emaili od Innocenta. U Roberta nic nowego, Innocent mieszka w Kigali i czeka kiedy Agathe się do niego przeprowadzi po ślubie Paula z Pacifique (już jest po slubie, więc zapewne już się przeprowadziła). Schola puszcza mi sygnały i czasem dzwoni. Ale nie mówi nic konkretnego (bardzo słabo zna angielski). Tylko cześć, jak się masz, dziękuję za telefon.

Wciąż śledzę newsy z Rwandy. Ministrowie spraw zagranicznych Kongo i Rwandy spotkali się i ustalili, że będą w końcu ze sobą współpracować w rozwiązaniu kryzysu. Mam nadzieję, że się tym razem uda, bo niestety takich porozumień w historii było już kilka i nic nigdy z nich nie wyszło.

A u mnie? Akurat ze sobą mam kontakt lepszy niż z ludźmi w Nyamata, więc mogę napisać nieco więcej 😉

W poprzednim tygodniu wziąłem się za siebie, stwierdziłem, że z leżenia brzuchem do góry nic nie wyjdzie i zacząłem kombinować gdzie tu i jak zarobić jakiś grosz. Wychodzi to lepiej lub gorzej, ale wychodzi.

Znalazłem współlokatora do mieszkania. Wciąż mam jeszcze jeden wolny pokój do wynajęcia i daję ogłoszenia (gdyby ktoś szukał w Białymstoku pokoju do wynajęcia, to dajcie takiej osobie na mnie namiary). Współlokator póki co wygląda bardzo ok. Nie pali (zapomniałem zaznaczyć ten wymóg w ogłoszeniu i gryzłem się jak to potem obejść, ale jak widać nie będzie trzeba), przyniósł całkiem spore głośniki i sprzęt HI-FI. Pierwsze co przy mnie puścił to Nirvana, więc bardzo dobrze 🙂

Kumpel ze studiów zaczepił mnie na piwie czy nie zrobię mu małego portaliku opartego na CMS. Robieniem stron już się znudziłem i najpierw powiedziałem, że nie, ale przypomniałem sobie o swojej sytuacji finansowej i zmieniłem zdanie. Wszystko już obgadaliśmy i teoretycznie od dziś powinienem siedzieć już i dłubać.
(Gdyby ktoś też potrzebował takiego wykonawcy to chyba się już zgłaszam 😉 )

Z tym samym kumplem zaczęliśmy kombinować czy nie założyć wspólnie jakiejś firmy. Od dawna chciałem otworzyć hostel, okazało się, że kumpel też. Nie było więc co myśleć i postanowiliśmy napisać do tego biznes plan.

Niestety po wstępnych wyliczeniach wyszło nam, że hostel w Białymstoku nie będzie się opłacał. Kombinowaliśmy obliczenia na wiele sposobów i ledwo udawało nam się wyjść tysiąc, dwa nad kreskę. A jeśli już na początku trzeba kombinować, to znak, że taki biznes lepiej sobie odpuścić. Pomysł hostelu więc zostawiliśmy, ale nie pomysł wspólnych biznesów. Nadal kombinujemy co by tu zrobić i już jest wstępny kolejny pomysł. Ale na razie cicho sza.

Szukam też etatowej pracy. Rozwój międzynarodowy powoli sobie odpuszczam. Większość ogłoszeń o poszukiwaniu koordyntora do akcji za granicą zawiera wymogi, których nie przeskoczę (język francuski, 5 lat doświadczenia w pracy za granicą…). No niestety. Co więcej jak na złość na CharityJob.co.uk pojawia się teraz do pięciu ogłoszeń w tej kategorii na tydzień. Jak na złość, bo jak byłem w Rwandzie, widziałem takich ogłoszeń 15-30.

Byłem na pierwszej rozmowie o pracę, która okazała się totalnym niewypałem. Pojechałem na rozmowę specjalnie do Warszawy, a na miejscu okazało się, że chociaż byliśmy umówieni, szefa nie było. Co więcej choć praca jest typu „14 godzin na dobę, cały czas pod telefonem, odpowiedzialność za niemal 300 pracowników podległych pode mną” usłyszałem proponowaną pensje 800 złotych. Brutto, na umowę zlecenie 🙂 Oczywiście taka propozycja zawiera między wierszami informację „nie chcemy ciebie tutaj, idź sobie”, ale że też ludzie nie potrafią tego powiedzieć wprost. Proponowanie 500 złotych na rękę za pracę na 1,5 etatu to jak pięścią w nos.

Ale nic. To pierwsze podejście i szukać trzeba dalej. Kupuję w poniedziałki wyborczą i zakreślam ogłoszenia o pracę, przeglądam Internet. Póki co na tym się kończy, bo zawsze blokuje mnie coś w wymaganiach w ogłoszeniu. W poniedziałek jednak kumpel przysłał mi znalezioną samemu ofertę pracy na szkoleniowca, jakby uszytą pod moje doświadczenie: uprawnienia pedagogiczne (mam), doświadczenie w prowadzeniu szkoleń dla nauczycieli (no ba), doświadczenie w prowadzeniu szkoleń z obsługi systemu Windows (tak jest!), gotowość do częstych wyjazdów (im dalej dla mnie, tym lepiej; zresztą było się przecież prawie dwa lata przedstawicielem medycznym ciągle za kółkiem). Zastanawiam się, czy nie wysłać im swojego CV…

Jasne, że żartuję 😉 Ogłoszenie było sprzed dwóch tygodni, więc bałem się, że już nieaktualne. Zadzwoniłem i dowiedziałem się, że mogę jeszcze wysłać swoje CV, co od razu uczyniłem. Jak nie dostanę tej pracy to już sam nie wiem 🙂

* * *


Dostaję też od Was na email pomysły i propozycje co do różnych zatrudnień. Najciekawsza była propozycja pracy w wydawnictwie jako redaktor. Ale czekam też na wszelkie inne pomysły. Czyta Was w końcu niezły tłum ludzi, część z Was na pewno ma swoje firmy, ma znajomych z firmami, widzi gdzieniegdzie ogłoszenia o pracę. Pomyślcie czasem czy nic z tych rzeczy nie pasowałoby do moich umiejętności i doświadczenia i skrobnijcie maila 🙂 Blog piszę, jak już wiele razy wspominałem zupełnie charytatywnie, nie zgodziłem się na przyjmowanie nawet dobrowolnych opłat od Was, co kilka razy sugerowaliście. Ale może dzięki blogowi dostanę jakąś super hiper pracę? 😉


2 komentarze »

Jeszcze tylko miesiąc

Niestety. Nie wiem kiedy byłem bardziej zestresowany: miesiąc przed przyjazdem do Rwandy czy teraz, gdy mam tylko miesiąc do powrotu do Polski. Wtedy się bałem (ale chciałem jechać), bo wiedziałem, że jadę w nieznane, do kraju, w którym było ludobójstwo i jadę zupełnie sam – czy uda mi się zintegrować z Afrykańczykami?

Teraz stres wynika ze świadomości, że wyjazd do Polski będzie definitywny. Gdy wyjeżdżałem z Polski, wiedziałem, że do niej wrócę. Teraz jadę z tego kraju na dobre. I od tych ludzi.

Zawsze w takiej jest mi smutno. Nie mogę odpędzić od siebie myśli, że umieramy dla siebie nawzajem. Nigdy już nie zobaczę Paula jako żonatego faceta, nie zobaczę jego dzieci. Innocent, Agathe i cała reszta nigdy się dla mnie nie zestarzeją. Nawet gdy sam już będę siwy, oni nadal w moich wspomnieniach będę mieć po dwadzieścia kilka lat. Niedobrze.

* * *

Nie jest też tak, że w ogóle nie chcę wracać. Tęsknię do rodziny, znajomych, przyjaciół i – co tu ukrywać – wykąpałbym się w końcu w ciepłej wodzie, w wannie, a nie misce i zjadł kawał porządnej kiełbasy. Matko, nawet nie mogę myśleć o kiełbasie, tak mi się jej chce.

* * *

Jest i kolejny stres: co dalej? Gdzie pójdę do pracy? Obiecałem sobie przed wyjazdem, że po powrocie w końcu się ustabilizuje zawodowo, ale wiem, że chyba obietnicy nie dotrzymam. Nie chcę. Złapałem wiatr w żagle. Za nic w świecie nie chce mi się teraz siedzieć w jakiejś nudnej, nawet dobrze płatnej robocie. Chce mi się wielkiego świata.

Moja teraz wymarzona praca to latać po świecie, najlepiej w ramach pomocy innym krajom i raz na pół roku zaglądać do rodzinnego miasta na kilka dni lub tydzień. Nie musi być cały świat, nie musi być koniecznie pomoc. Ważne aby nie siedzieć w miejscu.

Przeglądam ogłoszenia. Sam już napisałem do Horyzonty.pl czy nie chcieliby zorganizować wypadu do Rwandy, bo jakby chcieli, to ja chętnie poprzewodniczę w takiej wyprawie (Co Wy o tym myślicie? Chcielibyście wybrać się na qusi-zorganizowaną wycieczkę do tego kraju? Dajcie znać w komentarzu.) Napisałem wczoraj, więc jasne, że jeszcze czekam na odpowiedź. Jestem w Afryce i oduczyłem się niecierpliwie czekać.

Znalazłem pracę marzenie. Organizacja szuka kogoś, kto by latał po całej Afryce, po lokalnych organizacjach i pytał czego potrzebują. Bajka, ale wymagają znajomości języka francuskiego. Nie dziwię im się.

Inną pracę marzenie znalazłem wczoraj. Ogłoszenie napisane po francusku, ale o dziwo zrozumiałem tak z 80% treści. W tym między innymi, że szukają koordynatora działań w Rwandzie (!) w organizacji poprawiającej sytuację systemu penitencjarnego (też super, w końcu poznam także Hutu) i płacą na polskie złotówki 10 tysięcy miesięcznie. Blink, blink! Ale wymagają wyższego wykształcenia prawniczego.

Tydzień temu znalazłem dobrze płatną ofertę pracy w Sudanie. Wysłałem maila z pytaniem kiedy się kontrakt zaczyna. Przed wysłaniem zobaczyłem, że popełniłem błąd gramatyczny, ale specjalnie zostawiłem; zobaczymy czy odpowiedzą, wiedząc, że nie jestem native speaker w kwestii angielskiego. I dziś odpisali, że robota jest od grudnia na roczny kontrakt. Po skończeniu pisania wpisu mam zamiar zasiąść do CV.

* * *

Z innych beczek.

Rwanda nie będzie już frankofoniczna. W ostatni piątek parlament postanowił, że od nowego roku język francuski wypada z listy języków urzędowych. Oznacza to, że urzędowe dokumenty będą publikowane już tylko w języku angielskim i nauczanie w szkołach wyższych też będzie tylko w tym języku (teraz jest tak, że połowa zajęć jest po francusku, a połowa po angielsku).

Bardzo odważny krok, zwłaszcza, że tu niemal wszyscy mówią po francusku, a z angielskim różnie bywa. Agathe jest przerażona 🙂

Podejrzewałem, że decyzja parlamentu wynika z ich obrażenia na Francję, z którą nie chcą mieć teraz nic wspólnego, ale wytłumaczono mi – i wierzę w tą wersję – że powodem głównym jest ukierunkowanie się na bardziej przyszłościowy język angielski. Po angielsku mówi cały świat, a po francusku tylko Afryka i to nie cała. Ponadto językiem roboczym w Unii Wschodnioafrykańskiej jest właśnie angielski i Rwanda się do tego dostosowuje (ech, te unijne dyrektywy).

*

Mam już dość kinyarwanda. Pobyt mój dobiega końca, a ja nie wyszedłem poza podstawowe zwroty. Gramatyki za nic nie opanuję, bo nie ma w niej kompletnie żadnej logiki. Przypomina też w tym względzie nieco język polski, ta sama deklinacja. Tu wystarczy zmienić osobę czy czas w zdaniu, a automatycznie zmianie ulega odmiana 90% słów w nim. Nie będę podawał przykładów, bo skapitulowałem i nawet nie zapamiętuję. Po prostu tragedia. Gdy chcemy ze zdania twierdzącego zrobić przeczące, dodajemy słowo zaprzeczające (różne w różnych osobach: gdy jest to pierwsza osoba jest to si, gdy jest to druga osoba, jest to już coś w rodzaju mihgwe), zmieniamy podmiot, zmieniamy orzeczenie. Czasem trzeba coś dokleić do wyrazu od przodu, czasem od tyłu.

*

Wspominałem, że lata tu mnóstwo czarnych wielki błonkówek, przypominających osy, tyle, że długie na bez mała 4-5 centymetrów. Widać je z daleka, ale jedna zaskoczyła mnie wpadając na mnie zza rogu budynku. Lekko uderzyła w rękę i poleciała dalej.

Jak to cholerstwo boli! W tym samym momencie co uderzenie owada poczułem gigantyczny ból w tym miejscu i ułamek sekundy po tym jakby prąd mi raził całą rękę. Zawołałem Paula by zapytać czy tak to ma wyglądać i czy nie grozi mi nic i powiedziałem, że wszystko jest w normie. Że owszem ból jest potężny, ale mam poczekać kilka minut i przejdzie.

I przeszło. Potem jeszcze przez jakieś dwie godziny czułem delikatnie wszystkie naczynia krwionośne w swojej ręce, ale dało się już żyć.

Jak widać na zdjęciu, bąbel jest tak duży jak połowa mojej stopy

Jak widać na zdjęciu, bąbel jest tak duży jak połowa mojej stopy

Któraś z nich jest za to odpowiedzialna. Namierzyłem ich kwaterę główną.

Któraś z nich jest za to odpowiedzialna. Namierzyłem ich kwaterę główną.

14 komentarzy »