Posts tagged logistyka

Kolejny raz o śniadaniu

Wczoraj, w niedzielę poszedłem jak co dzień na śniadanie do telecentrum. Rytuał odpytywania co bym sobie życzył, o którym już pisałem tym razem chciałem pominąć, bo byłem bardzo głodny. Kto nie zna rytuału przypomnę.

Codziennie rano przychodzę, witam się i mówię, że chcę śniadanie. Kelner bądź kelnerka mnie pyta co sobie życzę. Mówię, że nie wiem, a co mają? W tym momencie jest głębokie zamyślenie kelnera, jakby starał sobie przypomnieć trzydziestostronicową listę menu, po czym odpowiada znów pytaniem co bym chciał. Można by się tak długo przekomarzać, jednak zawsze w końcu wychodzi na to, że jest tylko jajecznica (raz poprosiłem by zrobili mi jajko na twardo). Do jajecznicy jest coś do picia i pieczywo. Czasem owoce jak poproszę.

Tym razem szybko powiedziałem Maombiemu, że chcę jajecznicę z kawą. Czasem już tak robię. Wiedząc, że na jedzenie i tak będziecie czekać pół godziny, warto przynajmniej grę wstępną skrócić do minimum.

Maombi poszedł do kuchni, powiedział co zamówiłem i wrócił na salę składać serwetki, bo zbliżała się pora obiadowa i trzeba przygotować je dla gości.

Całkiem szybko po piętnastu minutach przyniesiono mi jajecznicę (Maombi przyniósł) i postawiono kawę. Zapytałem gdzie pieczywo i Maombi, jak często to już robił, odpowiedział:

I am going to buy it. (Idę/zamierzam je kupić)

No rzesz kurcze. Ten numer już znam, bo o nie pierwszy raz. Mniej więcej jedno śniadanie na cztery – pięć tak wygląda. Przynoszą mi jajecznicę i mówią, że zaraz pójdą do sklepu kupić pieczywo. Wiem, że z pieczywem zjawią się z powrotem po mniej więcej dwudziestu minutach.

Mam teraz dwie opcje: czekać na pieczywo i zjeść razem z nim zimną jajecznicę, albo zjeść jajecznicę, a zatem zjeść niepełne śniadanie (bułki to niezły zapychacz żołądka, co mi po omlecie z trzech jajek?). Za pierwszym razem można powiedzieć „nic się nie stało, zjem samą jajecznicę”, za drugim też. Ale to już z dwudziesty raz.

Pytam Maombiego dlaczego nie potrafi przewidzieć i kupić pieczywa w czasie kiedy kuchnia robi jajecznicę, a tymczasem często robi coś innego lub najzwyczajniej siedzi sobie i ogląda telewizję. Maombi jednak tylko się uśmiecha i mówi, że już idzie po pieczywo.

Nie czekałem więc i zjadłem sobie jajecznicę, trochę się pokręciłem po telecentrum i zebrałem się do domu. Mniej więcej w połowie drogi spotkałem wracającego z bułkami Maombiego. Był nieco zdziwiony, że nie zaczekałem.

Jakieś dwa tygodnie temu jak miałem poważną rozmowę z Paulem, ustaliliśmy, że gdy tylko coś będzie się dziać, coś uznam, że jest nie tak, mam mu powiedzieć i Paul się tym zajmie. Akurat był w domu, siedział i oglądał na komputerze zdjęcia z wręczania nagrody, więc delikatnie, bez zdradzania kto mnie dziś obsługiwał (I’m going to buy it to popularne sformułowanie wśród wszystkich pracowników restauracji) powiedziałem co i jak. I że to nie pierwszy raz, i że w ogóle to nie tylko mój problem, ale widzę, że logistyka jest do bani też przy obsłudze innych gości. Zapytałem dlaczego nie mogliby zrobić odpowiednie zakupy w momencie przygotowywania jedzenia, a jeszcze lepiej przed posiłkiem; zawsze przecież co najmniej jeden kelner czy kelnerka nie robi dosłownie nic. Dziewczyny rozkładają się na trawniku przed barem i leżą.

* * *

Traf chciał, że dwa dni temu poszedłem sobie na kozie szaszłyki. Też byłem glodny, a wiedziałem, że Paul jest na miejscu, więc zadzwoniłem by mi zamówił. Czas czekania przynajmniej skrócę o te kilka minut.

Doszedłem na miejsce i Paul mówi, że nie zamówił, bo skończyło się kozie mięso, ale zaraz kupią i mi zrobią. Akurat wiem jak wygląda „zaraz” w takim wypadku, bo już widziałem to w akcji.

Kończy się kozie mięso i nikt nic nie robi. Wszyscy siedzą, czekają, oglądają telewizję. Dopiero jak zjawia się klient i zamawia, słyszy, że musi być cierpliwy, bo właśnie się skończył zapas i zaraz kupią.

I tu się zaczyna zabawa. Paul ma jednego pracownika, który nie ma żadnych innych zadań niż dostarczanie kóz. Pracownik niespiesznie wstaje (nie musi się spieszyć, bo kilka minut opóźnienia to w skali całej akcji pryszcz) i idzie. Ja wiem, że idzie na targ kóz kilka kilometrów za Nyamata. Dociera tam w pół godziny i kupuje kozę.

Potem idzie do rzeźnika, który kozę zabija i wykraja mięso. Wraca z mięsem i teraz dopiero kuchnia zabiera się za pieczenie szaszłyków. Cała operacja zajmuje do dwóch godzin. Nie uwierzycie, ale ludzie czekają. Tyle, że przynajmniej muzungu drugi raz  już nie wraca do NTC na obiad.

Moim marzeniem jest zabranie ich wszystkich do Mc Donalda i pokazanie jak posiłek wydaje się w 10 sekund. Tutaj nawet jak w sklepie ciastka kupuję, to zajmuje to kilka minut.

* * *

Wróćmy do domu i zakończmy dyskusję o jajecznicy i pieczywie. Dyskusja skończyła się szybko: Paul hmmmknął, powiedział, że zajmie się tym i nadal kontynuował oglądanie zdjęć. Prawdę mówiąc byłem pewien, że w sekundę po moim odejściu już nie pamiętał o czym mówiłem.

I z takim nastawieniem poszedłem na śniadanie też i dzisiaj. Zamówiłem szybko śniadanie tym razem mówiąc, że z pieczywem i kładąc na to słowo akcent. Dziś znów obsługiwał mnie Maombi.

I nie uwierzycie. Po jakichś dwudziestu minutach zjawił się Maombi, przyniósł jajecznicę i kawę, a gdy zapytałem gdzie pieczywo… zniknął w kuchni i przyniósł. Zapytałem czy Paul z nimi rozmawiał i z uśmiechem powiedział, że tak.

– No to super, to jeszcze przynieś masło – wszyscy tu bułki przekrajają na pół smarują masłem i wkładają do środka jajecznicę.

– O nie. Masło się skończyło. I am going to buy it.

Walnąłem głową w stół w akcie rezygnacji. Maombi chyba nie zakumał i poszedł po masło.

22 Komentarze »