Posts tagged finanse

Czarny białego zawsze oszuka

A wcale, że nie prawda. Muszę zaprzeczyć temu stereotypowi.

Pierwsze dwie noce spałem w tak zwanym hostelu. Tak zwanym, bo nie ma on za wiele wspólnego z hostelami znanymi mi z Europy. Jest afrykańskim tanim hotelem, na dziedzińcu jak wspominałem rosną dwie palmy, nad łóżkiem wisi moskitiera. Standard urządzenia wnętrz raczej bardzo niski (w nocy bałem się włączać światło, bo przełącznik wisiał na gołych kablach), ale nie narzekam; wiele się nie spodziewałem.

Jako, że nie miałem jeszcze rwandyjskiej waluty, Paul powiedział, że nic nie szkodzi; zapłacę po drugiej nocy jak już będziemy po wizycie w bankomacie. I rzeczywiście drugiego ranka zapukała we framugę (drzwi miałem otwarte z powodu ciepłoty) kobieta i na migi pokazała, że chodzi o pieniądze. Upewniwszy się, że jest kimś z obsługi, a nie miejscowym naciągaczem, zapytałem ile muszę zapłacić, a ona w powietrzu nakreśliła liczbę dwa tysiące. Nie mówiła po angielsku, a ja nie mówiłem po francusku. Dałem więc dwa tysiące franków – odpowiednik około siedmiu złotych, więc cena bardziej niż śmieszna jak za dwie noce, nawet mimo warunków – i powiedziałem, że będę potrzebował fakturę (po francusku le facture, więc zrozumieliśmy się).

Zawołała mnie do czegoś w rodzaju recepcji, gdzie inna kobieta wypisała mi papier nie na dwa, a cztery tysiące. Acha. Zrozumiałem więc, że kobieta wzięła ode mnie dziś pieniądze za jedną noc, nie wie, że za poprzednią jeszcze nie płaciłem, a fakturę dostaję jakbym płacił za obie. Dorzuciłem więc jeszcze jeden banknot i wytłumaczyłem po angielsku, dlaczego to robię, choć wiedziałem, że mnie nie zrozumieją. Kobieta ze zdziwieniem na twarzy odpycha banknot, a ja podsuwam z powrotem i próbuję trochę na migi, trochę pojedynczymi francuskimi słowami  wytłumaczyć o co mi chodzi. Kobiety nie dają za wygraną, ja też; a że trochę to trwało ostatecznie wcisnąłem im ten banknot, powiedziałem merci i z uśmiechem odszedłem się pakować. Zaraz miał Paul przyjechać po mnie i mieliśmy zacząć przeprowadzkę do nowego domu.

Pakuję się, a z podwórka towarzyszą mi naturalne tu poranne krzyki i bieganina. Drzwi wychodzą bezpośrednio na podwórko, a że są otwarte to coraz słyszę jak ktoś pod nimi przechodzi. Nie widzę, bo w progu wisi materiałowa zasłonka.

Orientuję się jednak po chwili, że pod drzwiami robi mi się jakieś małe zbiegowisko i gdy ktoś w końcu puka widzę, że przed znanymi mi już kobietami stoi wąsaty, ubrany w garnitur jegomość. Trzyma w ręku moje nadprogramowe dwa tysiące franków i mówi po angielsku, że nie muszę płacić, bo ktoś już zapłacił za pierwszą noc wczoraj.

Potem Paul potwierdza, że faktycznie płacił.

A jakby było u nas? Przekonywałem kobiety dobre dziesięć minut do zatrzymania tych pieniędzy, będąc pewnym, że im się należą. W Polsce zapewne jakby jakiś obcojęzyczny turysta wciskał przez tyle czasu komuś pieniądze, to… ofiarobiorca skorzystałby z okazji nie pytając co i jak.

Tak wyglądał mój pierwszy pokój w Rwandzie. Biały duch to moskitiera nad dłużkiem.

Tak wyglądał mój pierwszy pokój w Rwandzie. Biały duch to moskitiera nad dłużkiem.

2 Komentarze »

Z kartą czy bez?

W ciągu kilku ostatnich dni pojawił się problem finansowy: jak do Rwandy przetransportować ze sobą pieniądze? Od początku zakładaliśmy, że pieniądze będę trzymał na polskim koncie, a na miejscu wypłacał za pośrednictwem jednego z rwandyjskich banków.

Szukając informacji jaką kartę lepiej wziąć ze sobą – Visa czy MasterCard – niespodziewanie okazało się, że… w Rwandzie nie ma bankomatów 🙂 Ponoć rok temu ktoś jakiś widział w Kigali, ale nie działał (działa nie).

Cóż, lepiej późno niż po przyjeździe. Doczytałem, że inną formą transportu dużej ilości pieniędzy (poza gotówką, wolę nie trząść się co chwila ze strachu czy nadal mam pieniądze, czy ktoś je ukradł) są czeki podróżnicze. Wygląda to bardzo wygodnie: polski bank wydaje ci czeki w dowolnych nominałach w dolarach (można i w innych „międzynarodowych” walutach). Przy zakupie ich podpisujesz je w jednym rogu. Na miejscu idziesz do lokalnego banku, prosisz o wymianę na walutę lokalną i podpisujesz w drugim rogu. Jeśli podpisy się zgadzają, jesteś autoryzowany i dostajesz pieniądze. W przypadku kradzieży czeków dzwonisz do wystawcy (najprawdopodobniej American Express) i po krótkim czasie otrzymujesz duplikaty (poza czekami w Polsce dostajesz kartę z ich spisem wraz z numerami, należy ją trzymać z dala od czeków).

Niestety i tu są problemy; nie na miejscu a właśnie w Polsce. Bardzo trudno je w dzisiejszych czasach dostać. Dzwoniłem do biura AmEx-u, gdzie dowiedziałem się, że o czeki należy pytać w bankach PEKAO. Z hrup dyskusyjnych wiem, że często banki mają tylko teoretyczną ofertę czeków, a przy próbie zakupu dowiadujemy się, że nie mają ich na stanie. Zadzwoniłem więc do lokalnego I oddziału PEKAO w Białymstoku.

Czeki na szczęście mają. Tyle, że aby je kupić, należy założyć tam rachunek. No nic.

Zacząłem się jednak trochę zastanawiać. Dziś akurat ukazały się dwa ciekawe artykuły odnośnie Rwandy. W jednym przeczytamy, że gotowa jest już ustawa wprowadzająca w Rwandzie elektroniczne prawa jazdy, w drugim, że na dniach mieszkańcy Kigali otrzymają elektroniczne dowody osobiste. Jak w kraju elektronicznych dokumentów może nie być bankomatów? 🙂

Wysłałem maila z pytaniem o to do Paula, szefa mojej organizacji przyjmującej, ale jak przystało na typowego Afrykańczyka, Paul ma zwyczaj odpowiadać na maile z tygodniowymi opóźnieniami lub nie odpowiadać w ogóle. 🙂

A może ktoś z Was wie coś więcej na ten temat?

==

Z innej beczki.

*

Krysia obudziła mnie dziś telefonem z informacją, że kupiła już mi bilet lotniczy. Wylatuję około 6 rano 31 lipca z Berlina, przesiadam się na kolejny samolot w Brukseli i jestem na miejscu w Kigali o 18.45 tego samego dnia. Wracam tą samą trasą w połowie listopada.

**

Pretensji za obudzenie nie mam, naprawdę. W końcu skąd ktoś może wiedzieć, że w południe jeszcze śpię? 😉

***

Powiedziałem mamie ile kosztuje bilet lotniczy do Rwandy i wyjaśniła się zagadka dlaczego tak wiele osób chce do mnie przylecieć w odwiedziny, a ja jestem zdziwiony, że im się naprawdę chce tyle wydawać. Ciocia nawet powiedziała mamie, że zafunduje jej bilet lotniczy i przylecą we dwie.

Otóż ludzie w dobie tanich linii lotniczych nie zdają sobie sprawy ile kosztuje taki bilet 🙂 Zatem oznajmiam: jako, że przez 3,5 miesiąca zapewne nie będzie mi dane spotkać żadnego Polaka i przez to będę tesknił za pogadaniem z kimkolwiek po polsku, z wielką chęcią ugoszczę każdą osobę, która mnie odwiedzi. Przy czym musicie wiedzieć, że bilet w dwie strony kosztuje ponad pięć tysięcy złotych. Mama po tej informacji zrezygnowała z odwiedzin 😉 Ale naprawdę wszystkich zapraszam!

****

Jako, że wylatuję z Berlina wcześnie rano, zapewne Białystok opuszczę conajmniej dzień wcześniej. Może uda się wszystko tak zgrać, że od razu załatwię sobie wizę w ambasadzie Rwandy w Berlinie (póki co plan jest taki, że uzyskam ją na granicy rwandyjskiej na lotnisku). Będę musiał też poszukać jakiegoś noclegu; może w końcu pierwszy raz zagoszczę u kogoś z HospitalityClub? Dotąd to u mnie ludzie nocowali (nawet na dziś mam zapowiedzianych gości z Estonii wracających z Open’era), czas wziąć odwet!

A może jest tu ktoś z Berlina kto mnie przetrzyma kawałek nocy u siebie?

5 Komentarzy »