Posts tagged elektrogaz

Weekend bez prądu

W sobotę około południa padł prąd. Jest już poniedziałek i nadal go nie ma. Wina ponoć dostawcy, ale przez weekend serwisanci nie pracują. Być może dziś ktoś przyjdzie zobaczyć co i jak.

Dwie noce przy świeczkach. W Polsce przy świeczkach się czeka co najwyżej na naprawę, maksium kilka godzin. Co robić jednak dwie noce bez prądu? Komputera nie ruszę, telewizora i tak nie mamy, książki nie poczytam bo szkoda oczu. Ot, leżenie godzinami i wpatrywanie się w sufit.

Ludzie tu są wyraźnie do tego przyzwyczajeni. Jedynie ja byłem zestresowany. Jak padł prąd to nikt nawet nie sprawdził co i jak. Dopiero jak zrobiło się ciemno zaczęto się rozglądać, czy zapłacone, czy da się coś zrobić… W niedzielę sam przycisnąłem Paula by chociaż gdzieś zadzwonił. Wszyscy sobie spokojni czekali, że może samo się. Ale nie samo się, kolejna noc bez światła.

I tradycyjnie fotka z ostatnich kilku dni 😉

2 Komentarze »

Sterczy w ścianie mały pstryczek

…mały pstryczek, elektryczek. Czyj to jest wiersz? Brzechwy? Kiedy to piszę, nie mam Internetu, więc nie sprawdzę.

Tu nie jest tak łatwo jak w tym wierszu, że robimy pstryk i jest widno, robimy drugi pstryk i jest ciemno. Ciemno, widno, ciemno jasno… Kurcze, dlaczego ja tyle lat pamiętam ten wiersz?

Tu jak się robi pstryk to czasem nic się nie dzieje, czasem samo się robi pstryk i jest ciemno, czasem jest ciemno bez pstryk. Jak dotąd jednak nie zauważyłem by samo z siebie zrobiło się jasno (w elektryczny sposób, bez obaw, słońce cały czas wschodzi). Przedwczoraj w domu usłyszałem za oknem głośne pstryk i zrobiło się ciemno. Ciemność potrwała ponad godzinę, więc była okazja by siedząc przy latarce (o dziwo świeczek nikt tu nie używa) omówić jak działa elektryczność w Rwandzie.

Przede wszystkim infrastruktura końcowa. Prąd nie dociera tu jeszcze do wszystkich domów, a to jak to działa w domu, woła czasem o pomstę do nieba. Któregoś dnia zniknął w domu prąd. Włączanie bezpiecznika z powrotem dawało światło na jakieś 2 sekundy i prąd się znowu wyłączał. Za prąd było zapłacone więc Paul już wsiadał w samochód by jechać po pomoc. Ja tymczasem zacząłem się bawić różnymi włącznikami światła włączając je i wyłączając, także tymi, które prowadziły do przepalonych żarówek lub pustych wkrętów na żarówki (a takich tu w domu najwięcej) i włączałem na powrót bezpieczniki i za którymś razem nie wybiło ich. Wybiegłem więc z radością na drogę pokazując dla Paula palcem na dom. Jak to zrobiłeś? – zapytał. Udałem, że się znam ale że to zbyt skomplikowane by wytłumaczyć moim niepełnym angielskim 😉 Tak naprawdę nie wiem jak to zrobiłem. Ot przypadek.

W pracowni komputerowej wystarczy mocniej stuknąć krzesłem (faktycznie był taki przypadek) by prąd zniknął. Winna jest listwa zasilająca, do której wszystkie komputery są podłączone. Poklejona taśmą, z gniazdami tak rozchybotanymi, że włożone wtyczki nie trzeba wyciągać, a można z niej wytrząsnąć. Przypadkowe kopnięcie w nią nogą na bank wyłączy wszystki sprzęt. Nie wiem kto tu dba o porządek w tych sprawach, ale wczoraj w innym koncie sali znalazłem inną listwę, całkiem dobrą. Wymieniłem i dziś już chyba będziemy pracować bez stresu.

Teraz gdy to piszę laptop podłączony jest do gniazdka elektrycznego, które już dawno wypadło ze swojej puszki. Nie jest ono tu wyjątkiem.

Najczęstszy jednak przypadek braku prądu (tak też było dwa dni temu) to automatyczne wyłączenie się go z powodu skończenia się pieniędzy na koncie. Tu prąd bowiem dostarczany jest w opcji pre-paid. Trzeba najpierw zapłacić za daną ilość kilowatów i gdy wyczerpiemy je prąd jest automatycznie, bez żadnego ostrzeżenia odłączany.

Gdy zniknie prąd, należy pójść do punktu opłat za prąd i zapłacić. Podajemy numer naszego licznika i dostaniemy kod, który osoba w punkcie opłat za prąd otrzyma smsem od firmy dostarczającej energię (Elektrogaz).

Teraz trzeba wrócić do domu, przed którym na ścianie wisi urządzenie podobne do licznika zużycia prądu (zresztą taką funkcję też ma) z małą klawiaturką i wyświetlaczem. Klawiaturką wprowadzamy kod jaki otrzymaliśmy, przesuwamy wajchę i prąd znów jest. Proste, nie?

Szkoda, że to urządzenie nie ma choćby piszczałki, która by nas informowała, że zaraz będzie koniec prądu. Byłby czas na wyłączenie komputerów czy nawet pójście po nowy kod. A tymczasem koniec pieniędzy i łup. Koniec prądu. Choćby była północ. Wtedy to już czekaj po ciemku do rana.

Szczęściem w nieszczęściu (ale tylko dla mieszkańców naszego domu) jest fakt, że jedyny punkt opłat za prąd w Nyamata mieści się w telecentrum Paula. To jedno biurko w rogu sali komputerowej, za którym siedzi Juliet lub Pacicifique i przyjmują pieniądze i wysyłają smsy do elektrogazu. Tak więc Paul czy inni po prostu dzwonią, że skończył im się prąd i po chwili dostają kod smsem.

Juliet siedzi i kosi kasę za prąd

Juliet siedzi i kosi kasę za prąd

Tyle, że przedwczoraj, jak często ma tu to miejsce, nie działała też sieć GSM. Musieliśmy więc czekać aż chrzaniony MTN (którego mam już serdecznie dość – przypominam, że to oni mi (nie)dostarczają Internet) znów ruszy i uda się skontaktować z dostawcą energii.

Opowiedziałem Innocentowi jak to działa w Polsce. Że płacimy miesięczne rachunki i jak ktoś poważnie zalega z płatnościami, to odcinają prąd. Powiedział, że tu też tak było, ale Elektrogaz odchodzi od tego, na rzecz pre-paid. Bo tak jest im wygodniej. Ludzie czasem nie płacili, to trzeba było im wysyłać ponaglenia, poza tym wszystkim trzeba wysyłać rachunki. Teraz jak nie płacą to samo się wyłącza i po problemie (dla Elektrogazu).

6 Komentarzy »