Archive for O blogu

Czytasz mnie – wygrywasz

Wortal Afryka.org zorganizował nowy konkurs, w którym do wygrania są książki. Jako, że wygrałem już u nich dwie (a może trzy? Nie pamiętam, dowiem się jak wrócę, bo wysyłają mi je do domu mojej mamy), tym razem już nie biorę udziału, a podzielę się informacjami z Wami 🙂 Czytaj resztę wpisu »

3 Komentarze »

Skończyłem

Artykuł, który już wiele razy zapowiadałem. Prawda jest taka, że jeszcze wiele chce dodać i wiele poprawić, ale powiedziałem sobie dość. Będzie taki jak jest. Mogłby być lepszy, ale pocieszam się, że ani pisarzem, ani dziennikarzem nie jestem, więc mam prawo do fuszerowania.

Artykuł online się ukaże w ciągu kilku dni. Muszę popatrzeć na błędy ortograficzne, złożyć go, dodać zdjęcia. Jakby nie było, zajmie to trochę czasu – artykuł ma 11 stron A4 – a nie chcę tego teraz robić w nocy byle jak.

Także kto jeszcze tego nie zrobił, dodajcie mnie do czytnika RSS lub w prawym panelu na samym dole kliknijcie i zapiszcie się aby dostawać moje artykuły na maila.

I jak to czasem bywa, zdjęcie nie na temat.

2 Komentarze »

Sto wpisów więc zróbmy podsumowanie

Planowałem zrobić jakiś specjalny wpis gdy dobiję do stu, a tymczasem, choć obserwowałem co chwila licznik, to przegapiłem 🙂 Ten wpis jest już wpisem sto pierwszym.

Może to i trochę dobrze. Bo dzięki temu mogę zrobić podsumowanie osiągnięć nie tylko dla 99 wpisów, ale właśnie okrągłej setki 🙂

No więc do tej pory, powtórzę nie potrzebnie kolejny raz, na moim blogu opublikowałem 100 wpisów. Nie wiem ile to stron druku, ale szacuję, że zapełniłbym drukiem co najmniej 250 kartek formatu A4. Dużo, sam się nigdy nie spodziewałbym, że mógłbym napisać coś tak pojemnego.

Do tej pory skomentowaliście moje wpisy 477 razy. Bardzo za to dziękuję, popularność bloga się ponoć mierzy ilością komentarzy.

Spamerzy próbowali w komentarzach wrzucić swoje reklamy 324 razy 🙂

Blog zanotował 52939 odsłon. Tego się właśnie najmniej spodziewałem. Początkowo miało być to miejsce, w którym będę realnych znajomych i rodzinę informował jak mi się wiedzie, gdy mnie w Polsce nie ma. Tymczasem chyba bardzo polubiliście Rwandę, bo dzięki blogowi poznałem wiele nowych osób. Z biegiem pisania postanowiłem zatem także realizować tutaj jeden z celów MSZ-owskiego wolontariatu, jakim jest edukacja rozwojowa (informowanie Polaków o sytuacji w biednych krajach i uświadamianie o współodpowiedzialności za ten ten stan rzeczy i konieczności naprawy tego).

Co się zdarzyło w czasie tych stu wpisów? O głównych etapach mojego pobytu możecie się dowiedzieć z podstrony „W poprzednich odcinkach” więc powtarzać nie będę.

Może tylko krótkie podsumowanie głównych punktów planu.

1. Założyłem w projekcie, że przeszkolę około 20 przyszłych trenerów komputerowych. Na miejscu się okazało, że szkolił będę nauczycieli szkół podstawowych, a po treningu szkoły dostaną swój pierwszy komputer (tzn kupią za 50$ od telecentrum prawdę mówiąc, ale moja część czyli szkolenia jest nieodpłatna) i tam będą szkolić dalszych nauczycieli i oczywiście dzieci. Normalnie łał! 🙂 Rozmach większy niż się spodziewałem.

Do dnia dzisiejszego przeszkoliłem już 20 takich nauczycieli, plan minimum więc jest wykonany. Ponadto zacząłem właśnie kolejną grupę 10 nauczycieli, a na początku gdy start szkoleń sie opóźniał przeszkoliłem także „na poczekaniu” 7 nauczycieli ze szkół średnich w Nyamata.

W ubiegłym tygodniu pierwsi nauczyciele odebrali pierwsze komputery. Więc to działa.

)

Komputery jadą do szkół. Tak, na rowerach 🙂

2. Drugim punktem planu było pomaganie przy prowadzeniu obecnych tu szkoleń. Innocent ma też swoje grupy nauczycieli, też już przeszkolił 20 z nich, a ja asystuje mu przy tym. Choć muszę przyznać, że i bez tej asysty by sobie zapewne poradził. No ale jak plan, to plan 🙂

3. Miałem także dbać o serwisowanie komputerów, co robię i tu także rozszerzyłem swój zakres obowiązków. Poza naprawą komputerów w pracowni, jak wiecie odwirusowywuję komputery w jednej ze szkół średnich w Nyamata.

Niestety tu nie widzę susteinability, czyli nie wierzę, aby efekty tego działania pozostały po mnie w Rwandzie na dłużej. To raczej reanimowanie trupa, jak wyjadę wszystko znów zacznie się walić, a kable i przedłużacze jak się rozsypywały, nadal będą się rozsypywać. Moje klejenie ich taśmą klejącą to oczywiście czysta prowizorka. W pracowni nadal będzie ciemno i będzie brakować rzutnika. Niestety MSZ nie daje w programie wolontariatu pieniędzy na zakup sprzętu, więc tu jest całkiem spora porażka, bo bez nowego sprzętu nie da się nic zrobić. Próbowałem ubiegać się o pieniądze z funduszu Małych Grantów, ale spóźniłem się; ostatni termin grantowy w MSZ wypada w połowie sierpnia, gdy dopiero zjawiłem się w Rwandzie.

4. Promocja telecentrów poprze stworzenie im strony WWW. Na miejscu wymyśliłem, że więcej zrobię jak zamiast stworzyć im stronę samemu, zrobię kurs HTML i zrobimy ją wspólnie. Kurs się zaczął ale idzie z potwornymi oporami. Paul, Innocent i Robert mówią, że bardzo, bardzo mocno chcą się nauczyć robić strony. Tymczasem Paul nie zjawił się na żadnej lekcji, Innocent na kilku, z których musiał w połowie wyjść, a jedynie Robert się uczy, ale z oporami. W efekcie zapewne założymy dla NTC bloga. Też dobrze, a może nawet lepiej.

A teraz zła wiadomość. Do mojego powrotu do Polski został tylko miesiąc i 10 dni. Rwandy mam już czasem dosyć, ale ze świadomością uciekającego czasu jest mi bardzo, bardzo źle.

Po pierwsze koniec pobytu w Rwandzie to powrót do Polski. Boję się, że złapię doła jak kolejny raz trafię nna te wszystkie nasze polskie absurdy. Rwanda też ma absurdy, ale z nimi żyję dopiero dwa miesiące.

Po drugie jest mi smutno, że choć będę zapewne w Polsce jednym z lepiej znających Rwandę ludzi, z racji długości pobytu, wyjadę z tego kraju nie zobaczywszy jego atrakcji turystycznych: pełnego słoni, lwów i antylop Parku Akagera oraz słynnego na całym świecie, ale drogiego jak diabli (500$ za wejście to chyba szczyt rekordów, tysiąć złotych za bilet wstępu…) rezerwatu goryli górskich. W MSZowskim budżecie projektu nie ma oczywiście pieniędzy na wycieczki, a ja jako wolontariusz jestem finansowo bezrobotny, więc pieniędzy też nie mam. Goryli specjalnie zobaczyć nie chcę, bo przy takiej cenie uważam to za rozrywkę dla snobów, ale antylop i lwów nie mogę przeboleć. Są o wiele tańsze (można się zmieścić z przejazadami w stu złotych), ale i tego nie mam.

Po trzecie trzeba będzie szukać pracy. Mam już z tego powodu horrory. Kilka dni temu przyśniło mi się, że jakaś wielka firma zatrudniła mnie, a tam musiałem siedzieć przed komputerem 8 godzin dziennie, był zakaz rozmawiania i co więcej jedzenia i picia kawy. Zupełnie tego nie rozumiem, bo na przykład człowiek na stanowisku komputerowym za mną przez cały czas bawił się z krokodylem, a mi nawet kawy nie wolno wypić. 😉

I po czwarte: chyba koniec bloga (po powrocie do Polski) 🙂 Jak pisałem blog miał być w założeniu blogiem tymczasowym dla znajomych i po powrocie miałem zamiar przestać pisać, a tymczasem okazało się, że nieskromnie mówiąc jestem popularny. I co teraz? Pisać dalej? Ale o czym? I tytuł „Konrad jest w Rwandzie” nie będzie na miejscu.

Na koniec prezent dla Was w postaci ankiety. I jeszcze raz podziękowania za towarzystwo! Mam nadzieję, że nadal będzie Was przybywać. 🙂

15 Komentarzy »

Patrzcie co narobiliście

Pochwalę się, a właściwie pochwalę Was 🙂

Statystyki odwiedzalności dzień po dniu

Statystyki odwiedzalności dzień po dniu

Wczoraj znów trafiłem na stronę główną Wykopu (powiem szczerze, że naprawde bym się nie spodziewał bo wpis jak to wpis, na pewno napisze jeszcze wiele fajniejszych rzeczy, tylko czasu nie ma) i tak to wyglądało 🙂 Dziękuję wszystkim wykopującym i za wrzucenie mnie tam 🙂

Elementem projektu jest edukacja rozwojowa, czyli zwrotne informowanie Polaków o tym co robie w Rwandzie i jak tutaj jest. Pierwotnie planowałem, że odwiedze kilka szkół i wygłoszę pogadanki dla dzieciaków. Informacja by pewnie dotarła do kilkuset osób. Blog jednak powstał sponatnicznie i widzę, że skuteczność mam o niebo większą 🙂 Odwiedziliście już bloga prawie pięćdziesiąt tysięcy razy, ile to jest klas szkolnych?

Acha, polecam czytać mnie regularnie, polecam dodanie mojego kanału RSS do jakiegoś czytnika (sam używam Google Readera). Stali czytelnicy wiedzą, że co chwila mi się coś przydarza. Dziś na przykład pokopał mnie prąd. Opisze to jednak innym razem.

5 Komentarzy »

Tajemnice rwandyjskich gór

Kliknij i wykop

Podoba Ci się ten artykuł? Kliknij i wykop

Od kilku tygodni Beata na swoim blogu z Zambii naprawdę nieźle opisuje swoje doświadczenia z wolontariatu, naprawdę polecam. Tyle, że jak na razie zauważyłem koncentruje się na tych gorszych stronach innej kultury. No może przesadzam, ale brakuje mi w tym jej pisaniu zachwytu.

I ja widzę inność kultury Rwandy, ale bałem się trochę o tym pisać. O drobiazgach owszem – mógłbym i nic by się nie stało, ale boję się, że po tym co opiszę poniżej zaraz zleci się tu kupa rasistów (analizuję ruch na blogu i widzę, że po moim artykule o proszeniu o pieniądze, zlinkowano mnie w kilku rasistowskich serwisach) i palcem będzie pokazywać jaki ten afrykański lud ciemny. Tymczasem im dłużej tu siedzę, tym bardziej uświadamiam sobie, że rasizm to efekt właśnie ciemnoty, tyle, że po stronie rasistów. Siedząc z dala od Afryki i trafiając sporadycznie na tylko niektóre elementy jej kultury, łatwo jest sobie wyrobić negatywne stereotypy. Jednak jak się umiejscowi te drobne elementy w całej złożoności społeczeństwa, przestaje to już tak dziwić.

* * *

Największą różnicę kulturową dostrzegłem już w pierwszym dniu gdy Paul i Agathe zabrali mnie do Kigali. Opisywałem już jakie tłumy zastaję tam każdego dnia w mieście, ale nie wspominałem, że owe pierwsze odwiedziny stolicy w tłumie wypatrzyłem dwóch chłopaków idących i trzymających się za ręce.

W Polsce wzbudziło by to co najmniej kontrowersje, żeby nie powiedzieć, że towarzyszyła by im salwa gwizdów i rzucanych kamieni. Tu jednak nikt na to nie zwracał zupełnie żadnej uwagi. Tolerancyjne społeczeństwo, pomyślałem sobie.

Po chwili zobaczyłem kolejną taką parę, ale przy trzeciej zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie jest tu organizowane dziś jakieś love parade. Trzecia para to byli idący ręka w rękę dwaj policjanci. Nie udało mi się dłużej powstrzymywać ciekawości i zapytałem Agathe o co tu chodzi.

Z kolei ona nie zrozumiała o co chodzi mi gdy pytam dlaczego dwóch mężczyzn trzyma się za ręce. Powiedziała, że to tutaj naturalne. Opowiedziałem jej, że w Europie jeśli dwóch facetów zachowuje się w ten sposób, z pewnością są homoseksualistami. Z ręce trzymają się co najwyżej pary lub dziewczyny, ale nigdy żaden facet tego nie zrobi z innym facetem. Tu z kolei ją trochę zdziwiło, że dziewczyny są sobie takie bliski. Powiedziała, że owszem nic by się nie stało, ale to rzadki widok tu, choć spotykany. Natomiast w splataniu dłoni przez mężczyzn nie ma nic homoseksualnego.

Przyznam, że nie mogłem jej uwierzyć. To znaczy skoro mówi, że nie są homo, to pewnie tak jest, ale doszukiwałem się czy przypadkiem nie ma gdzieś w ich podświadomości czegoś zniewieściałego. No bo przecież facet musi być twardy, musi być macho, co nie?
Ale jestem tu już drugi miesiąc i zaczynam wierzyć, że to naprawdę po prostu inna kultura i tutaj tak jest. Bo przypadek z Kigali to nie jedyny tego typu. Facetów trzymających się za ręce widzę codziennie, więc przywykam powoli do tego widoku (choć nadal nie mogę nie spojrzeć w ich kierunku). Ba, żeby było tego mało, naturalne jest to, że stoją całkowicie objęci ze sobą, jeden obejmuje drugiego w pasie, drugi zarzuca mu ręce na szyję. Leżą sobie objęci w cieniu gdzieś na jakimś murku…

Nie jestem w stanie Wam w kilku akapitach udowodnić, że to jest zupełnie tu naturalne, nie ma żadnych podtekstów seksualnych (choć pamiętając Freuda, trzeba i pamiętać, że wszystko ma takie podteksty, nawet bułka z masłem), a wynika jedynie z różnicy kulturowej. Nie będę więc nawet próbował, bo wysiłek byłby marny. Przyjedźcie, pobądźcie, a zobaczycie i sami zrozumiecie.

Na szkoleniu nam tłumaczono, że jednym z aspektów kultury afrykańskiej jest bliskość. Dobrze to ilustruje przykład ławeczki w parku. W Polsce jedna ławka jest dla jednej osoby. Jeśli ktoś siedzi sam na trzymetrowej ławce, małe są szanse by ktoś do niego się dosiadł. Sam w takim wypadku idę szukać kolejnej.

W Afryce trzymetrowa ławka może być zapchana niemal kompletnie ludźmi, a na pewno znajdzie się ktoś, kto podejdzie, przysiądzie skrawkiem tyłka na brzegu i wszyscy inni postarają się podsunąć by zrobić mu miejsce.

Tutaj nie ma pojęcia strefy intymności, więc gdy jeden facet obejmuje drugiego, ten nawet nie wie, czemu miałby się oburzać. Bliskość oznacza jedynie, że tego kogoś lubimy. Trzymanie się za rękę, to naturalna tu rzecz, a nie jakieś „tajemnice  Rwandan Mountain” 😉

Chłopaki stoją i zastanawiają się co tu dzisiaj robić

Chłopaki stoją i zastanawiają się co tu dzisiaj robić

Są i inne aspekty bliskości, ale nie będę rozbijał się na tysiąc wątków i zostańmy przy opisie tylko powyższego.

* * *

Chcę także poinformować, że skrupulatnie czytam wszystkie znane mi blogi innych wolontariuszy, którzy podobnie jak ja wyjechali właśnie do różnych krajów Afryki. Tyle, że jakby się zmówili i wszyscy blogują na googlowskim Bloggerze, który działa dla mnie diabelnie wolno, a umieszczenie tam komentarza jest po prostu niemożliwe. Tak więc tą właśnie drogą, mając nadzieję, że i oni czytają mnie, informuję: czytam przez RSS i niecierpliwie czekam na kolejne wpisy!

20 Komentarzy »

Kogo google przywiodło?

Na innych blogach widuję czasem śmieszne wpisy, w których autorzy pokazują i komentują frazy jakie ludzie wpisali w wyszukiwarki, po których trafili na danego bloga. Akurat u mnie WordPress też ma funkcję śledzenia takich rzeczy i od jakiegoś czasu wynotowywałem sobie co śmieszniejsze dziwactwa. Myślę, że to dobra pora by pokazać co już wynotowałem.

ciekawe wykonczenie scian w korytarzu

Polecam plamy z zaschłych karaluchów, tutaj to prawdziwy hit.

jak sie nazywa kozie mieso

Niby głupie zapytanie, ale w sumie dobre pytanie 🙂 Ktoś wie? Kozina? Jem prawie codziennie, a sam nie wiem co.

codziennie je jajecznice

Zgadza się 😦 Już mam jej serdecznie dość.

wize bielizna

Nie wiem jak skomentować

przemówienia na poczatek wesela

Powiedz cokolwiek. Że lubisz pluszowe króliczki, opowiedz nudną historię z czasów młodości. Nie ma to żadnego znaczenia. I tak wiadomo, że z wesel pamięta się jedynie – jeśli w ogóle się pamięta – bijatyki i kto zaliczył zgona. 

jak zrobic zdjecie laptopem

Banał. 1. Wystawiasz i sprzedajesz laptopa na Allegro. 2. Kupujesz na Świstaku (bo tam z reguły jest taniej) aparat. 3. Robisz zdjęcie. 

co tam u ciebie po niemiecku

Sehr gut.

toaleta z drewna zrobic

Wpis niby jak każdy inny, ale pojawia się u mnie w róznych odmianach („toaleta z drewna”, „toaleta konstrukcja”…) raz na jakiś czas. Oj, kogoś naprawdę ciśnie. 

kiedy zaczyna sie 3 godzina lekcyjna

Co za czasy… Jak ktoś nie wie na którą ma do szkoły, wpisuje w Google. Jak ja byłem młody po prostu się szło tak, żeby na pewno się spóźnić. Teraz już widać tak się nie da. Jak uczeń tłumaczy, że nie wiedział na którą, nauczyciel pewnie go strofuje, czemu nie sprawdził w Google.

poranny bialystok matrymonialne

Fotke prześlij, a nie googlujesz. 

białe wypryski na odbycie

Na moje oko ktoś się najadł muchomorów i teraz ma za karę. Ale się nie znam, proktolog dwa blogi w lewo. 

ma cztery ściany i cztery strony

I z tą zagadką pozostawiam czytelników na noc. Ktoś wie? Proszę wpisywać pomysły w komentarzach.

* * *

A dla wzrokowców wrzucam jedno ze zdjęć, bo dawno chyba nic nie dodawałem. Takie oto żyjątka także występują dość licznie w naszym domu, wyłażą po zmroku i przyznam, że peirwszy raz jak zobaczyłem takiego (centralnie nad drzwiami do mojego pokoju) nieźle mnie zmroziło. Ale Innocent nauczył mnie, że nie ma się co ich bać. Teraz obaj je ganiamy, naprawde świetnie i szybko biegają po ścianach! Żeby go dogonić muszę podbiegać nieco. 

4 Komentarze »