Archive for Ludobójstwo

Incydent z granatem

Dziś w nocy w Gisozi Genocide Memorial Centre (google podpowiada, że to to samo co Kigali Memorial Centre, o którym już tu kilka razy pisałem) wybuchł granat, został ranny przypadkowy przechodzień.

Rok temu w podobnym ataku zginął policjant. Nie dziwię się więc, że gdy wchodziłem do tego miejsca byłem bardzo dokładnie kontrolowany, łącznie z przeszukaniem plecaka.

Doczytałem, że znajdowano tam także podrzucone anonimowe listy z pogróżkami wobec Tutsi. „Tutsi, przyjdzie czas, gdy dokończymy, co zaczęliśmy w 1994 roku”, „Przygotujcie swoje szyje” – to cytaty z tych listów.

Nie jest więc jednak bezpiecznie w Rwandzie tak do końca.

Comments (1) »

6 kwietnia 1994

Dziś mija dokładnie 15 lat od rozpoczęcia ludobójstwa w Rwandzie. Wieczorem 6 kwietnia 1994 roku zestrzelono samolot z rwandyjskim dyktatorem. Wszystkie osoby, które chcą poznać więcej informacji na ten temat, zachęcam do przeczytania (przynajmniej) dwóch moich wpisów na blogu n ten temat.

Długa historia Rwandy w krótkim artykule

Księża w czasach ludobójstwa

Polecam także naprawdę świetny artykuł Wojciech Tochmana w dzisiejszym Dużym Formacie (dodatek do Gazety Wyborczej). Redaktor wspomina co działo się w czasie ludobójstwa w parafii Gikondo. Ja już tą historię znam, bo odwiedziłem i parafię i pracującego tam polskiego misjonarza, ale i tak czytam to naprawdę z wielkim trudem.

Comments (1) »

Rwandyjscy żołnierze po raz trzeci w Kongo

Świat emocjonuje się tym co się dzieje w Strefie Gazy i tradycyjnie już braknie w mediach miejsca na doniesienia z Afryki. Tymczasem rwandyjskie wojsko wkroczyło właśnie na terytorium Kongo.

Brzmi groźnie, zwłaszcze jeśli przypomnimy sobie, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat Rwanda już dwukrotnie dokonała inwazji Konga: w 1996 roku i drugi raz w 1999, rozpętując największą – jeśli by liczyć ilość ofiar – wojnę od czasów II Wojny Światowej.

Tym razem jednak nie jest to inwazja, a odpowiedź na prośbę o pomoc wystosowaną przez kongijski rząd. Kinszasa (stolica Konga) bowiem sama ma już dość wojennej sytuacji we wschodnich prowincjach swojego kraju, z którą od lat nie może sobie poradzić. Jeszcze we wrześniu była oskarżana o wspieranie ukrywających się tam ludzi Hutu, zbiegłych po dokonanym ludobójstwie z Rwandy. Teraz ma ramię w ramię z Rwandyjczykami walczyć z nimi. W grudniu doszło do porozumienia pomiędzy rządami Rwandy i Kongo w myśl którego Rwanda zobowiązała się wspierać Kinszasę logistycznie i wywiadowczo przy zaprowadzaniu porządku w Północnym i Południowym Kivu; teraz także wesprze ich oddziałami wojskowymi. Oficjalnym celem misji jest zmuszenie oddziałów Hutu do powrotu do Rwandy, gdzie mieliby zostać osądzeni i prawdopodobnie skazani za ludobójstwo na karę wiezienia (w Rwandzie nie obowiązuje kara śmierci). Jestem nieco sceptyczny co do tych zapewnień: do prowincji Kivu nie są dopuszczani ani żołnierze błękitnych hełmów, ani pracownicy organizacji pomocowych i dziennikarze. Nie będzie więc wiadomo co może tam się wydarzyć.

Ciekawy przewrót dokonał się także w obozie generała Nkundy (przypomnę, że Nkunda to człowiek Tutsi, od lat popierany przez Rwandę właśnie z uwagi na to, że cały czas walczył w Kongo z Hutu). Obóz rozpadł się na dwie frakcje. Część ludzi wspiera żołnierzy Kongo (i teraz także żołnierzy Rwandy) w walce z Hutu. Część pozostała przy generale Nkunda nie chce się podporządkować zwierzchnictwu rządu w Kinszasie i nadal zapowiada walkę partyzancką zarówno z Hutu jak i armią kongijską. Być może Laurent Nkunda obawia się więzienia, być może prawdą jest to co się mówi o jego prawdziwych intencjach – jakoby oficjalnie chodziło mu o walkę z Hutu i ochronę Tutsi, a nieoficjalnie jest trybikiem w układance mającej na celu dobranie się do kongijskich złóż metali.

3 Komentarze »

Skazano architekta ludobójstwa w Rwandzie

Nawet nie wiecie ile razy ostatnimi dni dostałem na GG, na maila, czy dziś w komentarzu link do informacji, że przywódca ludobójstwa w Rwandzie został skazany na dożywocie. Fajnie, że zaczęliście się interesować Rwandą.

Pisać nic o tym sam nie będę, tylko dam linka do jednego z artykułów na ten temat. Wybór padł akurat na ten, bo w nim jest zdjęcie z Nyamata, które chyba też już dobrze znacie.

2 Komentarze »

Księża w czasach ludobójstwa. Jeszcze raz.

Pod moim dość głośnym artykułem „Księża w czasach ludobójstwa” pojawił się dziś w nocy bardzo dobry komentarz. Przyznam, że czekałem na coś takiego, bo jak sam napisałem w treści wpisu, opisałem tylko jedną stronę – to jak sprawa kościoła i jego udziału w ludobójstwie wygląda z punktu widzenia przeciętnego Rwandyjczyka. Chciałem dowiedzieć się co o tym mówi Kościół, jak naprawdę wyglądała pielgrzymka Jana Pawła II do Rwandy, ale niestety nie znalazłem na ten temat nic. Próbowałem przeszukać strony Watykańskie, ale wolne łącze internetowe nie dało mi na to szansy. Dlatego opisałem całość stronniczo, jednak ie ukrywając tego, że opisuję tylko pewien wycinek prawdy.

Autor komentarza, Retus zgodził się abym zamieścił go jako osobny artykuł co z przyjemnością czynię. Poniżej gwiazdek jest już tylko treść owego komentarza, bez żadnej mojej ingerencji w niego.

* * *

Artykuł jest poruszający i dobrze, że piszesz o takich sprawach. Nikt nie powinien zapominać o takich potwornościach i wypierać ze świadomości tego rodzaju kart z historii Afryki.

Kościół nie jest bez winy, ale… Nie jestem katolikiem, nie wierzę w Boga, może dlatego łatwiej mi spojrzeć z dystansu. Nie ma sensu obwiniać Jana Pawła II o to, że zrobił za mało albo nie zrobił nic. I szczegóły faktograficzne nie są bez znaczenia, tym bardziej że są do wychwycenia i weryfikacji bez trudności. W 1990 r. biskup Rzymu był rzeczywiście w Rwandzie i Burundi, natomiast w 1993 r. najbliżej dotarł do Ugandy. Wiele miejsca poświęcił wtedy w wystąpieniach zabliźnianiu ran w Ugandzie i unifikacji społeczeństwa. O państwach sąsiednich (Rwanda to przecież nie jedyny, który był rozdzierany kolosalnymi problemami, w tym etnicznymi) siłą rzeczy nie mówił. Bezpośrednio o polityce w homiliach głowy kościołów nie mogą mówić, stąd bardziej ogólne uwagi. Ale powiedział np.: Among the essential components of a sound civic life are such things as the recognition of the dignity of every human person, respect for the rights which are
rooted in that dignity – especially the right to life and the right to religious liberty – and an effective commitment to secure the well–being of the poor, the weak and the defenceless (w Kampali, 7 II 1993).

W 1990 r. Jan Paweł II przemawiał w Rwandzie kilkakrotnie – pełne teksty wiszą na stronie Watykanu; można je przeczytać po włosku lub francusku. Znamienne, że ani razu nie użył w homiliach określeń Tutsi i Hutu. O społeczeństwie mówił jako o całości, podkreślając, że przechodzi trudności, z których jednak może wyjść. Wielokrotnie podkreślał też pojęcie solidarności, wzajemnego zrozumienia – czy mógł przewidzieć, z jaką dzikością ludzie rzucą się na siebie za cztery lata? Moim zdaniem nie do końca. Czy mógł odnosić się do konfliktu Hutu i Tutsi, stając po stronie rebeliantów albo reżimu Habyarimany? Z zasady też nie. Z drugiej strony prawda, ogólne nawoływanie do dobra człowieka mogło nie wystarczyć. Ale papież to głowa przede wszystkim kościoła, a nie polityk – głowa państwa. Zresztą ani jedna ani druga rola nie uprawniały w 1990 r. do bezpośrednich ingerencji, które byłyby odebrane tym alergiczniej, że przecież to znowu byłaby wypowiedź białego Europejczyka, a i władze i ludzie w Rwandzie pamiętali, jak wiele biali misjonarze (nie tylko katoliccy) i biali urzędnicy kolonialni zrobili, by podsycać istniejące antagonizmy.

Warto do tego dodać, że papież był jednym z najpierwszych uczestników światowej sceny politycznej, którzy użyli na to, co się działo w Rwandzie, określenia ‚ludobójstwo’. O sprawie rwandyjskiej mówił wtedy dużo. Po koniec 1994 r. amerykański (więc zasadniczo niekatolicki) „Time” ogłosił go człowiekiem roku, przypominając m.in. właśnie postawę wobec konfliktu w Rwandzie.

Teraz sprawa księży… Kilkudziesięciu bezdyskusyjnie dołączyło do oprawców, brali udział w odrażających mordach. Ale przecież nie można papieża obciążać za ich działalność (to jak z Josefem Tiso w czasie wojny). Sprawa jest tu głębsza i sięga okresu po Soborze Watykańskim II, kiedy postawiono na kapłanów autochtonów, jako lepiej rozumiejących wiernych. Tyle że nie zawsze można było zweryfikować ich przygotowanie, humanizm, szacunek dla życia itp. Ten sam problem przeżywają dzisiaj np. kościoły anglikańskie, ze zgrozą patrząc na nienawistny stosunek swoich afrykańskich kongregacji i duchownych np. do sprawy gejów. Mordercy w sutannach wprawili w osłupienie nie tylko kościół, ale też duże grupy posoborowych intelektualistów; niektórzy z nich zwątpili w sensowność reform.

Tylko że morderstwa i zbrodnie księży to nie to samo, co określone tak w artykule powyżej „zbrodnie kościoła katolickiego”. Bo żeby mówić o takich, trzeba by pokazać, że episkopaty, w porozumieniu z Rzymem, na podstawie prawa kanonicznego nawołują do mordowania, do nienawiści, do zlikwidowania wszystkich Tutsi. Tak oczywiście nie było. Analogicznie, incydentalne akty przemocy ze strony pojedynczych żołnierzy AK nigdy nie staną się „zbrodniami Armii Krajowej”. Warto o tym pamiętać.

I jeszcze katolicy w Rwandzie. To oczywiście naiwność myśleć, że już ich nie ma. Mordowano w 1994 głównie Tutsich, a katolikami byli nie tylko oni, ale i znaczna większość Hutu. Zresztą na całe szczęście część Tutsich przetrwała. W 2001 r. rzymscy katolicy stanowili 56% populacji.

Dodatek prawny – kościół jest po wpadkach powojennych niezwykle ostrożny w ochronie jakichkolwiek zbrodniarzy. Tuszował sprawy księży-pedofilów, to prawda, oburzająca prawda. Ale zbrodniarze z Rwandy nie są kryci przez kościół, to pewne. Jeśli stosunek kleru do kwestii seksualnych jest nadal często bigoteryjny i ambiwalentny, to ze zbrodniami typu rwandyjskiego trudno wiązać skrycie aprobujące albo ochraniające działania Rzymu. I kropka. Dobrze uzupełnia to wpis Jacka, o ile jest wiarygodny co do danych. Kler był w 1994 i wśród oprawców, i wśród ofiar.

Jana Pawła II można krytykować; nie jestem zwolennikiem apriorycznego, bezrefleksyjnego uznawania jego wielkości. To niewątpliwie postać wyjątkowo wybitna, ale jak każda osoba działająca publicznie, nie działał zawsze bezbłędnie. Trudno mu natomiast przypisywać wszystkie winy na planecie. To i tak jeden z najaktywniej działających papieży, gdy idzie o tak egzotyczne dla kościoła jeszcze 100 lat temu kwestie, jak prawa człowieka, solidarność międzyetniczna i międzywyznaniowa itp.

Tak czy inaczej interesujący artykuł.

8 Komentarzy »