Archive for Edukacja rozwojowa

Zamów za darmo pakiety edukacyjne dotyczące Rwandy

UWAGA Nakład pakietów uległ wyczerpaniu, proszę nie zamawiać

Nierozerwalnym elementem rwandyjskiego projektu jest inicjatywa edukacyjna. Mój wyjazd do Rwandy miał nie tylko poprawić dostęp Rwandyjczyków do technologii komputerowych, ale poprawić także wiedzę Polaków o życiu w Afryce.

Mam nadzieję, że inicjatywa edukacyjna wyszła mi całkiem udanie. Blog jest elementem tej inicjatywy, zajrzeliście na niego już ponad sto tysięcy razy (whoa!).

W ramach inicjatywy odwiedziłem także jedno z białostockich liceów* gdzie opowiedziałem pokazując zdjęcia jak mi w tej Rwandzie było.

Centrum Współpracy Rozwojowej przy moim skromnym udziale przygotowało także pakiety edukacyjne przeznaczone dla szkół. Ja przesłałem tylko swoje zdjęcia, ale najwięcej pracy rpzy tym wykonała Krysia jako koordynator prac nad pakietami. Oddajmy zatem głos Krysi i niech sama napiszę czym owe pakiety są (a głos oddajemy cytując fragmenty maila, jaki rozsyła do nauczycieli):

Pakiet jest propozycją pomocy dydaktycznej dla nauczycieli szkół
średnich, którzy w ramach swoich przedmiotów – geografii, historii,
wiedzy o społeczeństwie, godziny wychowawczej lub innych zajęć chcieliby
w niekonwencjonalny sposób zaprosić swoich uczniów i podopiecznych do
refleksji nad współczesnymi problemami globalnego świata, na przykładzie
Rwandy.

Można je genaralnie wykorzystywać w pracy z młodzieżą.

Pakiety składają się z 20 plansz prezentujących zdjęcia z Rwandy.
Dodatkowo zawierają wskazówki do prowadzenia zajęć dotyczących sytuacji
krajów Globalnego Południa.

Plansze edukacyjne powstały w oparciu o doświadczenia wolontariusza
Centrum Współpracy Rozwojowej  Konrada Karpieszuka  w
ramach projektu „Poprawa dostępności do nowoczesnych technologii
informacyjnych na terenie Rwandy”. Projekt był współfinansowany dzięki
programowi polskiej pomocy zagranicznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych
RP w 2008 roku.

W zamówieniu proszę podać:

– dokładną liczbę zamawianych egzemplarzy,
– osobę kontaktową oraz dokładny adres do wysyłki.

Centrum Współpracy Rozwojowej udostępnia pakiety bezpłatnie. Centrum
zapewnia bezpłatne dostarczenie pakietów na terenie kraju.

Mam te pakiety w Poznaniu, dlatego myślę, że byłby też możliwy odbiór
osobisty.

Troszkę zautomatyzowaliśmy zamawianie pakietów. Jeśli ktoś jest nauczycielem, dyrektorem szkoły, sprzątaczką i chce zamówić taki pakiet, proszę o wypełnienienie poniższego formularza:

Kliknij by zobaczyć formularz zamówienia

(Proszę nie klikać, pakiety już się skończyły i zamówienia nie będą realizowane)

Jeśli ktoś jest iuczniem jakiejś szkoły, niech pokaże ten blog swojemu nauczycielowi/wychowawcy 🙂 Jeśli ktoś zna jakichś nauczycieli, a nie jest uczniem, też niech to zrobi 🙂

Jeszcze raz podkreślam, że zarówno pakiet jak i wysyłka są darmowe.

A tak wygląda okładka pakietu:

pakiety-edukacyjne-rwanda___

*) Jeśli czyta to jakiś nauczyciel z Białegostoku to informuję, że nadal – jeśli będę miał czas – jestem zapraszalny na spotkania z uczniami. Inni też mogą próbować (spotkania w domach kultury etc…), przy czym tu będę kapryśny i przy zaproszeniach z innych miast wymagam opłacenia przejazdu i ewentualnie noclegu 🙂

7 Komentarzy »

Quiz na koniec roku

Na blogu Świat Inaczej znalazłem bardzo fajny quiz dotyczący zagadnień międzynarodowych / pomocowych w 2008 roku. Niestety po angielsku, ale polecam, jeśli chcecie sprawdzić ile się w tej kwestii nauczyliście lub dowiedzieliście w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Jak Wam poszło? Mój wynik to 80%.

5 Komentarzy »

Genialny film

Nie, to o nie o tym filmie z Nelly w roli głównej 😉

TVP1 wyemitowała dziś dwadzieścia minut po północy film Manderlay. Choć nie wiedziałem o czym będzie, to od razu byłem pewien, że muszę go zobaczyć. Po pierwsze reżyser – Lars Von Trier. Jak dotąd nie zdarzyło mi się abym rozczarował się jakąś jego produkcją (dla nie kojarzących człowieka, podpowiem, że zrobił on dość popularny film „Tańcząc w ciemnościach” z Bjork w roli ślepnącej kobiety). Po drugie Manderlay to kontynuacja filmu Dogville, który oczywiście widziałem i byłem zachwycony. Akurat Manderlay ciężko jest znaleźć na sieci (albo ja nie potrafię dobrze szukać), więc niecierpliwie czekałem pokazu w telewizji. I się doczekałem.

Bardzo mnie zaskoczył. Nic o nim nie czytałem wcześniej i nie wiedziałem, że głównymi bohaterami będą Murzyni, a tematem ich relacje z białymi. Główna bohaterka wracając z ojcem z Dogville trafia do miasteczka Manderlay (bez paniki, nie zdradze zakończenia i najważniejszych zaskakujących rzeczy, więc możecie śmiało czytać), w którym odkrywa, że wciąż panuje niewolnictwo, mimo,  że oficjalnie zostało zniesione 70 lat wcześniej. Akurat umiera zarządczyni farmy i bohaterka postanawia wyswobodzić wszystkich czarnoskórych. Przekonana, że im pomaga zmusza ich panów do zaprzestania wyzysku i przyznania im praw obywatelskich.

Tak się zaczyna film, a potem Lars zmusza nas wszystkich do zastanowienia się czym tak naprawdę jest pomoc dla czarnoskórych. To dość kontrowersyjne, zwłaszcza dla ludzi takich jak ja, ale naprawdę bardzo polecam obejrzenie każdemu, kto wybiera się na wolontariat do Afryki, czy też ma pomysł na inny rodzaj pomocy.

Rozbroiła mnie dosadność tego filmu, ale i rozbroiło przedstawienie czarnoskórych. Ktoś, kto pisał scenariusz musiał być w tej kwestii świetnym obserwatorem. W filmie mamy wszystko, z czym spotkałem się osobiście w Afryce (a Wy spotkaliście się na tym blogu): lenistwo i podejście do czasu (jedną z pierwszy zmian w Manderlay po zapanowaniu demokracji było zatrzymanie się zegara, którego już nikt nie odczuwał potrzeby aby nakręcać), umiejętność rozwiązywania problemów i planowania projektów, kwestie manipulowania białymi przez czarnych. Po prostu genialne!

Polecam. I jeszcze raz polecam. My wolontariusze mieliśmy to na treningu w MSZ, teraz i Wy możecie zobaczyć jak wygląda pomoc i przede wszystkim film zmusi Was do zastanowienia komu tak naprawdę pomoc pomaga. Czy to wszystko co robimy, jest de facto dlatego, że chcemy aby Murzynom się lepiej żyło, czy robimy to po to, aby nam się wydawało, że pomagamy i leczymy swoje sumienia?

9 Komentarzy »

Sportowa niedziela

To była chyba najdłuższa przerwa w pisaniu na bloga 🙂 Biorę się za tematy zaległe. Ktoś kiedyś pytał w komentarzach o sport w Rwandzie, więc voila. Oto co wiem na jego temat.

* * *

Pierwsze, co rzuca mi się w oczy to przede wszystkim piłka nożna, może dlatego, że każdego dnia idąc z domu do telecentrum musiałem przejść w poprzek boisko w Nyamata. Wy także kilka razy je widzieliście – pamiętacie poranną mgłę gdy jechałem na wyprawę do Kibuye? Wiec wyborczy? Boisko nie służy bowiem tylko do grania, ale także jako coś w rodzaju miejskiego placu.

Na boisku każdego dnia i niemal w każdej chwili ktoś gra w piłkę nożną. Albo dzieci, albo młodzież. Czasem rozgrywanych jest kilka meczy na raz, każdy do innej bramki, a jak bramek nie ma – gdzieś w kącie na kawałku obitej, glinianej powierzchni. Przy ważniejszych meczach z trocin usypywane są linie. Bardzo pomysłowo.

Jak napisałem boisko służy także jako droga. Dokładnie po jego przekątnej przechadzają się piesi, jadą rowerzyści, motocykliści i raz na jakiś czas samochód, aby skrócić sobie dystans od centrum do swojego domu. Ciekawe w tym jest to, że w takim skracaniu drogi wcale nie musi przeszkadzać rozgrywany właśnie mecz. Tak: pomiędzy grającymi z wielkim zapałem piłkarzami sunie sznur pieszych i rowerów. I oczywiście nikt na nikogo nie krzyczy, ale to wcale nie powinno was i mnie chyba dziwić, biorąc pod uwagę gościnność i życzliwość tutejszych ludzi. Pieszego zawsze można przecież wyminąć biegnąc z piłką.

Jest jeden wyjątek kiedy na boisko wejść nie wypada. Jeśli zawodnicy mają sportowe ubranie (koszulki w dwóch różnych kolorach oznaczających drużyny), a wzdłuż linii autu ustawieni są widzowie. Oznacza to, że właśnie rozgrywa się jakiś mniej lub bardziej ważny mecz i w takim wypadku lepiej nie przeszkadzać, a boisko zwyczajnie obejść.

Niestety dla mnie ważne mecze zaczynają się najczęściej około godziny 16:00 i kończą wraz z zachodem słońca (kolejny raz napiszę, że o 18:00). Jest to więc moment, w którym wracam z telecentrum do domu. Raz jednak postanowiłem się zatrzymać i porobić kilka zdjęć.

Żółci przeciwko zielonym

Żółci przeciwko zielonym

Gra pełna zaangażowania

Gra pełna zaangażowania

web_dscn4536

Niezły wykop

Niezły wykop

I gol! Aż jeden z widzów nie mógł wytrzymać za linią.

I gol! Aż jeden z widzów nie mógł wytrzymać za linią.

Zwróćcie uwagę na ustawienie widzów. Nie gdzieś daleko na trybunach, ale najczęściej stoją ustawieni dokładnie na brzegu boiska.

* * *


Piłka nożna interesuje Rwandyjczyków także biernie. Podobnie jak w Polsce ludzie zbierają się tutaj by wspólnie oglądać w telewizji relacje z meczów ligi brytyjskiej (angielskiej? Wybaczcie, ale nie jestem miłośnikiem tego sportu, więc się nie znam) o czym w dniu meczu zawiadamia szkolna tablica wystawiona na ulicy z napisaną kredą informacją, że dziś w takim a takim barze będzie można zobaczyć mecz Mancheser Unite (pisownia taka, jak na tablicy) czy innej drużyny. Mecze te relacjonowane są na satelitarnym kanale G Sport, którego nikt w domu nie (jeśli w ogóle ma telewizor); dlatego też wszyscy udają się do barów.

Przerwa w meczu - jeśli dobrze pamiętam - Chelsea London vs Manchester United

Przerwa w meczu - jeśli dobrze pamiętam - Chelsea London vs Manchester United

* * *


Rwanda ma też lokalną ligę, a także naturalnie uczestniczy w rozgrywkach międzynarodowych. Wiem jednak, że już odpadła z eliminacji do mistrzostw świata w RPA w 2010 roku. Czasem jednak w Kigali odbywa się jakiś ważniejszy mecz, co od razu widać. Podobnie jak w Polsce ulice są pełne ubranych w piłkarskie koszulki chłopaków dujących co sił w płucach w trąbki.

* * *


Drugim zaobserwowanym sportem – ale zdecydowanie rzadszym – jest gra w małe szklane kulki. Grają w nią jedynie dzieci. Niestety nie znam zasad tej gry, więc nic Wam więcej o niej nie napiszę. Kto był we Francji z pewnością wie o czym mówię, bo to zapewne ten sam sport, przywieziony tutaj przez belgijskich kolonizatorów.

* * *


Trzeci sport to koszykówka. Na początku zdziwił mnie jej brak. Cała NBA wypełniona jest czarnoskórymi zawodnikami, tymczasem przez prawie trzy miesiące nie widziałem ani żadnego mniej lub bardziej profesjonalnego boiska do koszykówki, ani nikogo przynajmniej niosącego taką piłkę. Dziwne, bo Rwandyjczycy są przecież bardzo wysocy.

Dopiero pod koniec pobytu zauważyłem, że na południowym obrzeżu miasta jest takie boisko, jednak nigdy nie widziałem by ktoś na nim grał. Nie oznacza to, że faktycznie nikt tam nie gra; po prostu byłem tam bardzo rzadko. Raz jeden z pracowników telecentrum powiedział mi, że chodzi tam pograć codziennie z kolegami po pracy i nawet mnie zapraszał, jednak nigdy nie udało mi się tam dotrzeć (głównie z mojej winy, bo zawsze coś mi wypadało).

* * *

I na koniec jeszcze o jednym, nie piłkarskim zastosowaniu boiska od którego zacząłem. Boisko owe służy także jako placyk treningowy i egzaminacyjny w nauce jazdy samochodami i motocyklami. Ciekawostką jest, że w Rwandzie egzamin na prawo jazdy odbywa się w każdym dystrykcie trzy, cztery razy do roku. Chętnych jest naprawdę dużo, więc boisko jest zajęte od świtu do nocy przez tłumy ludzi, masy samochodów i motorów. Co ciekawe egzamin odbywa się od razu dla wszystkich kategorii. Tak więc obok osobówek, na boisku można zobaczyć minibusy, a nawet potężne ciężarówki.

web_dscn4457web_dscn4461

7 Komentarzy »

Z okazji pierwszego grudnia

Pierwszy dzień grudnia to światowy dzień walki z AIDS. Może zatem to dobra okazja dla mnie, aby co nieco napisać o tym, czego się na temat tej choroby dowiedziałem będąc w Rwandzie.

Dla Europejczyków Afryka bardzo często się automatycznie kojarzy z wirusem HIV. Nie bezpodstawnie: Afrykę kojarzy się z pierwszym miejscem pojawienia się tego wirusa, a dziś w wielu krajach jest to olbrzymi problem. Kraje południowej Afryki – RPA, Zimbabwe, Botswana – to miejsca, w których nawet co trzecia osoba jest nosicielem tego wirusa. Potraficie to sobie wyobrazić?

W Rwandzie odsetek ten jest mniejszy, co nie znaczy, że problem jest znikomy. Oficjalnie w dystrykcie Bugesera, w którym znajduje się zamieszkiwana przez mnie przez jakiś czas Nyamata, 5,6% procenta mieszkańców jest nosicielami. Statystycznie co dwudziesta osoba. (Dla porównania w Polsce wirusem HIV zarażona jest jedna osoba na 10000). Jeśli by liczyć odsetek zarażonych tylko wśród kobiet, to już co dziesiąta mieszkanka Nyamata jest nosicielką. Nieoficjalnie słyszałem, że w Kigali odsetek sięga trzydziestu.

Czy widziałem tam osoby zarażone HIV i chore na AIDS? Biorąc pod uwagę liczby powyżej, z pewnością. Jeden raz w sali konferencyjnej organizowane było spotkanie osób chorych, o czym poinformował mnie Paul ściszonym głosem. Zerknąłem okiem – ludzie jak każdy inni.

HIV i AIDS to w Rwandzie temat wstydliwy i nie wstydliwy. Owszem, swobodnie rozmawiałem o nim z ludźmi, a na ulicach dosłownie co kilometr stoi billboard uprzedzający o tym problemie. Nikt jednak nie przyzna się, że jest nosicielem. Na szczęście nikogo jednak o to wprost nie pytałem.

Głównym oficjalnym powodem szerzenia się AIDS jest oczywiście seks. Zdrady małżeńskie w Rwandzie są częste, co więcej jest wewnątrz małżeństw pewne na to przyzwolenie. Jeżeli mężczyzna przebywa długo poza domem rodzinnym, w pewnym sensie ma prawo korzystać z usług prostytutek, czy mieć kochankę. W ten sposób się zaraża, potem zaraża swoją i żonę i dalej zarażają się dzieci (podczas porodu).

Drugi powód nosicielstwa utajonego to gwałty na małych dziewczynkach w okresie ludobójstwa. Nie były to zdarzenia incydentalne, w Afryce (patrz komentarze do wpisu) gwałt jest jedną z form walki, tak więc jeżeli jakaś kobieta czy dziecko nie zostali zabici w czasie zagłady, jest bardzo prawdopodobne, że uratowało je przed tym „pozwolenie” na gwałt. Teraz się o tym nie mówi, ale – jak powiedział mi Robert – wiele dziewczyn w naszym wieku spotkało to w przeszłości. Wstyd jednak powstrzymuje je przed zbadaniem się; oficjalnie zresztą cały czas uważają się za dziewice.

Podejrzewam jednak, że jest jeszcze wiele dróg, którymi ludzie zarażają się tam HIV i o tym nie wiedzą. Za każdym razem gdy goliłem się, przyglądał się mi Samuel, Innocent czy ktoś inny. Któregoś dnia Paul zapytał mnie czy w Polsce wszyscy sami się golą i powiedziałem, że tak. Odparł, że on nigdy sam się nie golił, że tu ludzie chodzą w tym celu do fryzjera. Odrzekłem, że to nieco dziwne, bo w Polsce od kilku lat nie można już ogolić się w zakładzie fryzjerskim, właśnie z uwagi na ryzyko zarażenia się HIV. Byli zdziwieni i nie wierzyli mi, że tą drogą można także się zarazić.

Wszyscy doskonale sobie zdają sprawę z ryzyka jakie niesie seks, ale mało kto (a właściwie nikt spośród ludzi, z którymi o tym rozmawiałem) nie zna żadnych innych dróg. Któregoś dnia, gdy Schola zobaczyła, że mam skaleczone i nieco krwawiące przedramię, podeszła i zaczęła je wycierać swoją ręką. Innego razu Robert był bardzo zdziwiony, że obawiam się zarażenia przez sprzęt dentystyczny.

* * *


I jeszcze nieco ciekawostek politycznych odnośnie AIDS. Mało bowiem, kto wie, że problem tej choroby to także element strategii gospodarczych państw afrykańskich.

Zbyt duży procent osób zarażonych to według władz niektórych państw mniejsze przychody z turystyki. Dlatego ponoć zdarzają się kraje, które specjalnie liczbę tą zaniżają. O tym zjawisku słyszałem w odniesieniu do Kenii.

Z drugiej jednak strony duży wskaźnik nosicielstwa to dużo pieniędzy z WHO i innych organizacji na badania nad HIV, leczenie i profilaktykę. Jednym z głównych celów pomocy dla państw afrykańskich jest bowiem wspieranie wszelkich działań skierowanych przeciw tej chorobie. Dlatego ponoć zdarza się, że niektóre państwa widząc jak bardzo USA i Europa stara się wspomóc finansowo kraje wyniszczane przez AIDS, same zawyżają swoje oficjalne statystyki. O tym zjawisku słyszałem w odniesieniu do Ugandy, gdzie ponoć „dzięki” dużej liczbie chorych niedawno powstał za pieniądze amerykańskiej pomocy rozwojowej jeden z największych ośrodków badawczych d/s HIV/AIDS.

Czy to prawda: nie wiem. Powyżej opisane wiem z rozmów z ludźmi, ale też artykułów z lokalnej prasie, gdzie dziennikarze wiele razy zastanawiają się jak to możliwe, że na przykład w RPA co trzecia osoba jest zarażona – w takim wypadku liczba infekcji powinna już bardzo szybko doprowadzić do zarażenia niemal całego społeczeństwa.

* * *


Sam jeszcze przed wyjazdem do Rwandy postanowiłem sobie, że co by się tam nie wydarzyło, po powrocie pójdę się zbadać. W Rwandzie pobierano mi krew, krwawiłem u dentysty, więc mam jeszcze większą motywację.

Byłem już u lekarza, jednak badań nie zrobiłem. Pierwsze stwierdzenie wirusa w krwi może nastąpić najwcześniej po 6 tygodniach od infekcji, więc sobie spokojnie poczekam. Spokojnie, bo lekarka rozwiała większość moich obaw, mówiąc, że ryzyko, że zostałem zarażony jest naprawdę małe. Sprzęt medyczny jest jednym ze źródeł zarażeń, ale raczej rzadkim. I to prędzej ja zaraziłem lekarzy, a nie oni i ich sprzęt mnie. To moja krew była świeża, natomiast wirus HIV w zaschniętej krwi, która mogłaby być na sprzęcie bardzo szybko obumiera. 

 

wikimedia

Oficjalny procent nosicielstwa wirusa HIV w Afryce. Źródło: wikimedia

Eugen odpowiada w dystrykcie za koordynację wszystkich działań odnośnie HIV/AIDS. To od niego dowiedziałem się większość informacji. Na zdjęciu za swoim skromnym biurkiem.

Eugen odpowiada w dystrykcie za koordynację wszystkich działań odnośnie HIV/AIDS. To od niego dowiedziałem się większość informacji. Na zdjęciu za swoim skromnym biurkiem.

Na różowo i niebiesko. Plansze informujące, że wszędzie dookoła czycha AIDS znajdują się na każdym kroku.

Na różowo i niebiesko. Plansze informujące, że wszędzie dookoła czycha AIDS znajdują się na każdym kroku.

10 Komentarzy »