Mix

Mix bo nie mam żadnego konkretnego tematu do opisania. Mam dwa w zanadrzu, ale zajmę się nimi, gdy zęby będą mniej boleć.

Poszukiwany, poszukiwana

Zaginęła mi koordynatorka Krysia. Ostatnio widziano ją w poprzedni piątek na gadu gadu, gdzie tłumaczyła Konradowi, że zapomniała w jego imieniu zadzwonić do MSZ i zrobi to w poniedziałek. Do tej pory nie dała znaku życia. Po wysłaniu wczoraj smsa odesłała na maila zaległą paczkę z ofertami pracy w organizacjach pożytkowych. Po wysłaniu dziś smsa, nie dała żadnego znaku życia.

Zaczynam się poważnie martwić.

Test porównawczy leków przeciwbólowych

W starciu paracetamol kontra polopiryna S, wygrywa jak na razie ta druga. Wzięta dwie godziny temu trzyma nadal (choć powoli odchodzi).

Przy braniu leków przeciwbólowych przez dłuższy czas pojawia się zobojętnienie ich działania. Wujek dobra rada radzi:

Bierz po jednej tabletce, a gdy poczujesz, że jedna to już za mało, weź… pół. Tyle, że włóż sobie pod język i poczekaj aż tam się rozpuści. Lek wchłonie się do naczyń krwionośnych pod językiem omijając wątrobę, która naturalnie stara się wyłapać wszelką chemię i nie przepuścić dalej.

Dziś w połowie szkolenia poszedłem do domu, bo nie miało to sensu. Ból nie pozwalał mi myśleć. Szczotkuję zęby nowiusieńką szczoteczką elektryczną i cudownym płynem zwanym także wodą utlenioną co godzinę. Nastawiam sobie budzik by być regularnym. Wyrżnę gady co do jednego.

A jak nie wyrżnę, jutro jadę do Kigali do szpitala i niech wiercą. Dłużej już nie wytrzymam.

Afryka dogoni Europę

Wczoraj zapowiedziałem, że dam coś antydefetycznego (Dorota mnie obstawia na GG za trudne wyrazy na blogu) w kwestii pracowitości Rwandyjczyków. Zęby bolą, co nie tworzy mi optymistycznego nastroju i ciężko napisać coś optymistycznego. Powiem więc tylko krótko, że po pierwsze mimo wszystko tu wszystko jako tako działa (z akcentem na jako tako). Problemy widzą muzungu, sami Rwandyjczycy raczej nie przejmują się specjalnie jak im prąd wysiada w całej miejscowości w czasie deszczu. W Europie zapewne zaraz wysłano by ekipę naprawczą, by znalazła w którym miejscu kabel leży w wodzie i powoduje zwarcie. A tutaj kabel sobie w tym samym miejscu latami leży. Gdy deszcz pada, pada oświetlenie w całym mieście. Nie ma telewizji, nie ma światła, nie ma internetu, nie ma zajęć w pracowni komputerowej. Wszyscy powoli się wysnuwają z sali, idą gdzieś, siadają w barze i melancholii czekają aż deszcz przestanie padać, woda opadnie i kabel znów będzie nad jej powierzchnią. Nikt nie rwie sobie włosów z głowy, nikt nie pyta kto jest za to odpowiedzialny, nikt nikogo nie rozlicza. Everything is OK.

Po drugie jak się na nich krzyknie, to biorą się do roboty. Nie lubię tego robić, nie jestem fanem zamordyzmu, ale w końcu w ubiegłym tygodniu nie wytrzymałem i wygarnąłem wszystko Paulowi z uwagą aby moje pretensje przekazał dalej. I póki co jest ok. Drzwi w pracowni skrzypiały tak, że nie dało się nic innego słyszeć, a co chwila ktoś wchodził i wychodził. Zapytałem wczoraj Paula czy możnaby je było naoliwić i naoliwiono je w trzy minuty! A skrzypiały tak pewnie od miesięcy, jeśli nie lat (widzicie teraz różnicę w podejściu do rozwiązywaniu problemów przez białego i Afrykańczyka?). Jak zamawiam coś w barze, barmanka nie kończy pilnikować paznokci przed przekazaniem zamówienia dalej, a idzie do kuchni od razu.

Po trzecie są i zupełnie pozytywni bohaterowie, przodownicy pracy i takim jest Innocent. Gdy zgłaszam mu jakiś problem, który Paul zazwyczaj kwituje słowami „Hmm, to jest problem” po czym sobie gdzieś idzie, Innocent w takiej sytuacji co najmniej stara się mi coś doradzić jeśli nie bierze się za jego rozwiązanie. Ostatnio mnie zaskoczył. Powiedziałem od niechcenia, że Internet nie działa (z czym się tu już pogodziłem nawet) on z miejsca zadzownił do MTN aby im to zgłosić (MTN oczywiście odpowiedział SOA#1: u nas działa, pewnie wina modemu). I tak już było nie raz. Przypadkiem mu wspomnę, że jestem głodny – chwyta, za telefon i dzwoni do Samuela zapytać kiedy będzie z kolacją. Jeśli miałbym robić w Rwandzie jakiś biznes, na pewno oparłbym go między innymi na Innocencie.

Tradycyjnie fotka nie na temat

Głównie na życzenie Pawła. Telecentrum odwiedzają właśnie panowie z indyjskiej sieci telecentrów (i to nie byle jakiej, bo mają 4200 placówek) Drishtee. Chcą swój model telecentrowy przenieść także do Afryki i Paul wraz z jego siateczką (w porównaniu z Drishtee) RTN ma im pomóc.

Advertisements

komentarzy 11 so far

  1. 1

    Dorota Ha. said,

    Nie za trudne wyrazy. Tylko za to, że niektórych nie używasz poprawnie :p

  2. 2

    flamenco108 said,

    Tego właśnie byłem najbardziej ciekaw. Docierały do mnie od znajomych, którzy spędzili parę lat w Afryce (ale przed 2000 rokiem), że jest to obszar przez Europejczyków biznesowo faktycznie porzucony. Na ich miejsce wchodzą Hindusi i Chińczycy. Znajomi głównie mówili o Chińczykach.

    Kiedyś Europa i Ameryka się obudzą, że gdzieś zgubili miliard klientów…

  3. 3

    kkarpieszuk said,

    tak, chinczycy trzymaja sie mocno 🙂 jest tu ich calkiem sporo, ale nie wiem co dokladnie robia.

    hindusi natomiast trzymaja handel. wiele sklepikow w kigali nalezy do nich

  4. 4

    Czytelnick said,

    Trzy pytania do tego wpisu:
    1) Co Ci jest z zębami, masz robaki w dziąsłach(?) że napisałeś by wybić te gady wodą utlenioną
    2) Na zdjęciu widać Hindusa, czy on jest Muzungu czy nie? 😛
    3) Jakiego modemu używasz do połączenia z internetem, DSL czy zwykły Dial-up?

  5. 5

    Czytelnick said,

    flamenco108, mam niestety smutne wrażenie, że Afrykanie jako klienci nie są wcałe porzuceni przez Europę i Amerykę. Niestety chodzi mi o handel bronią, bo skądś ją przecież biorą na te ciągłe wojny 😦

  6. 6

    Robert said,

    Konrad mam pytanko troche nie temat. Twoj pobyt w Rwandzie zbliża sie ku końcowi jak dobrze pamiętam. Jechałes tam z misją aby nauczyc obsługi komputera jak dobrze pamietam mieli to byc nauczyciele. Teraz z perspektywy czasu mozesz stwierdzic czy Ci sie to udało? Wiem ze miałes dobre checi, miałes wizje tej pomocy ale czy miejscowi czegokolwiek sie nauczyli i Twoj pobyt tam przysiósł jakis skutek? Czy rzeczywiscie nauczyciele nauczyli sie obsługi komputera i bedą przekazywac wiedze innym ?(bo po to chyba sie szkolili) Czasami czytając to co piszesz miałem wrazenie ze mimo Twoich chęci bo wierze ze tak było miejscowi niekoniecznie ułatwiali Ci prace ( brak netu, brak prądu – ogólnie mówiąc brak zaangazowania) Krótko mówiąc czy Twoj wyjazd odniosł skutek i miał sens taki jaki sobie założyłes przed wyjazdem , czy sie udało go zrealizowac?

  7. 7

    Kasia said,

    Myślę, że afrykańczycy nauczyli więcej Konrada, niż on ich…:D

  8. 8

    kkarpieszuk said,

    czytelnick:
    1. bakterie ponoc
    2. tak, hindusi, chinczycy i inni nie czarni to tez muzungu
    3. modem gprs podlaczany na kabel usb (korzystam z sieci komorkowej MTN)

    robert/kasia: na podsumowanie jeszcze bedzie czas 🙂 jeszcze nadal szkole

  9. 9

    Cojestzdodawaniemkomentarzy? said,

    Konrad, nie wiem czy o tym wiesz, ale możesz zainstalować Operę mini na swoim laptopie, co ułatwi Ci korzystanie z netu w afrykańskich warunkach. Po co Opera komórkowa skoro można mieć zwykłą? Opera mini dostosowuje strony do słabszego łącza, co pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze.
    http://digg.com/software/Opera_Mini_on_your_PC

    PS. Dowiedz się więcej o tych bakteriach, jesteś w końcu biologiem. Kolejne zagrożenie afrykańskie, znów z powodu jedzenia?
    PS2. Ten Hindus jest przecież prawie czarny 😉
    a Wikipedia podaje że muzungu oznacza białego
    http://en.wikipedia.org/wiki/Muzungu

  10. 10

    kkarpieszuk said,

    o rzesz! ale to jest szybki 🙂 komentarz pisze wlasnie z opery mini. dzieki wielkie!

  11. 11

    wojteks said,

    medycyna już poradziła sobie z tym żeby lek ominął wątrobę – czopki 🙂


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: