Na zdrowie

– Nazywam się Konrad i nie piję już ponad półtorej miesiąca.

– Wspieramy cię, Konrad.

Kiedy MSZ na spotkaniu w marcu wyjaśniającym zasady projektu Wolontariat Polska Pomoc powiedział, że pieniądze otrzymane od rządu nie mogą być wydawane na alkohol, przez aulę przeszedł cichutki jęk niezadowolenia. Też myślałem, że będzie to jakiś problem. Jak to nie napić się piwa w afrykański upał ani razu? Nawet myślałem żeby przyoszczędzić trochę pieniędzy przed wyjazdem i zrobić jakiś własny budżet na takie cele.

Tymczasem brak finansów na alkohol okazał się kolejnym pozytywnym afrykańskim rozczarowaniem. Na początku zdarzyło mi się kilka razy piwa napić – a to urodziny Pacifique, a to Paul dobrodusznie postawił kolejkę, a to i inni (spodziewałem się, że w ramach stereotypu bogatego białego to ode mnie będzie się wymagać abym stawiał wszystkim piwo, tymczasem w ramach stereotypu wyjątkowego gościa z Europy to tutejsi ludzie próbują zaprosić mnie na piwo). Jednak ostatnie piwo wypiłem albo pod koniec sierpnia, albo na początku września. Nawet nie pamiętam.

Zwyczajnie się nie chce. Nie wiem jak to wyjaśnić. Może za dużo innych rozrywek, może tutejszy klimat, może sam nie wiem co. Tydzień temu Paul próbował mnie zaprosić na piwo, ale odmówiłem, bo naprawdę nie miałem ochoty.

No ale gdyby ktoś z Was chciał się napić w Rwandzie, to może opiszę jak wyglądają warunki ku temu tutaj.

Alkohol nie jest zakazany, to pierwsza dobra wiadomość. Jak już wspominałem islamiści mają swoje prawa i narzucają je nieco dla całego narodu, ale prohibicji nie wprowadzono i na nią się nie zanosi.

Druga dobra wiadomość (a może nie dobra, jak chcecie) to, że pić można chyba od samego rana. „Pijany o dwunastej w południe” nikogo tu nie szokuje, przynajmniej tak bardzo jak szokował w noweli Marka Hłasko. Widzę, że normą jest, że do posiłku, od śniadania po kolację klienci Paula restauracji zamawiają sobie po jednym piwku. Dodam też, że tymi klientami często są umundurowani policjanci czy wojskowi. Prawdopodobnie gdyby spili się na amen, mieliby z tego powodu nieprzyjemności. Jednak jedno piwo – bazując na swoim doświadczeniu powiem, że – bardzo szybko w tym upale wyparowuje z krwi.

Trochę dziwne jest i śmieszne, że do barów na piwo przychodzą tylko faceci. Nawet jak im towarzyszą kobiety, dla siebie zamawiają tylko fantę czy colę (a właściwie faceci im zamawiają). Za to – o paradoks – kobiety piją po kryjomu w czterech ścianach domu. Nie wiem jak to się odbywa, bo nigdy tego nie widziałem. Czy piją same, czy w towarzystwie innych kobiet plotkując o facetach? Nie wiem. Raz widziałem zakupy Nelly i w torbie dostrzegłem butelkę całkiem mocnej wódki 🙂

Z upijaniem się też nie ma większego problemu. Czasem gdy idę po zmroku zaczepia mnie parę podpitych osób, dziewczyny bardziej odważnie mnie zagadują chichocząc przy tym jak podlotki, ale to tyle.

No i na koniec ceny.

Najpopularniejsze piwo to Primus. Kosztuje w Paula restauracji 800 franków (550 franków to jeden dolar). Dodać muszę, że sprzedawany jest w butelkach 750ml. Drugie popularne piwo o tej samej objętości to Mutzig – kosztuje 1000 franków.

Słynne miejscowe piwo bananowe, którego póki co nie widziałem nawet na oczy to na przykład Tarama (jest kilka jego marek) i kosztuje tylko 400 FRW (nie wiem jakiej objętości).

Najdrożej wypadają piwa importowane. Nie dość, że drogo, to jeszcze małej objętości – 330 ml. Można się napić europejskiego Heinekena za 1500 FRW lub tańszego z Kenii o nieco znajomo brzmiącej nazwie Tusker za 1200 FRW.

Rwanda też słynie z wódki bananowej, ale ani jej nie widziałem, ani teraz Wam cen nie podam. Innocent mówi, że produkowana jest tylko na eksport do Niemiec.

I teraz już na prawdziwy koniec, nieco o kulturze. Gdy kelner przyniesie Wam piwo w butelce, stanie przed Wami będzie czekać. Teraz Wasza kolej. Złapcie piwo za szyjkę i ściągnijcie z niego w dół skroploną parę wodną, po czym trzeba kiwnąć głową twierdząco. Oznacza to, że temperatura piwa nam odpowiada (w tym momencie można oczywiście też dać znać, że jest za ciepłe i kelner przyniesie nowe).

A skoro odpowiada, to kelner otwiera, nalewa do szklaneczki (takiej jak nasze polskie szklanki lub pokale w barach, ale o pojemności 250ml) i… Kubuzimabwiza! Na zdrowie!

Advertisements

komentarzy 5 so far

  1. 1

    yarecki said,

    Kubuzimabwiza? Ilu oni liter z alfabetu używają, że mają takie długie słowa? Ja przy ‚wiza’ już bym to piwo kończył 😉

  2. 2

    wojteks said,

    „Czasem gdy idę po zmroku zaczepia mnie parę podpitych osób, dziewczyny bardziej odważnie mnie zagadują chichocząc przy tym jak podlotki, ale to tyle.”
    – i tu mnie trochę zaskoczyłeś bo przez to że we wpisach nie było prawie nic o alkoholu to myślałem że to całkiem abstynencki kraj.
    – a co do tego że się nie chce, no cóż, pewnie to i dobrze, ale w koronach mam nadzieje wrócisz do dawnej tradycji (przynajmniej na chwile) 😉

  3. 3

    kkarpieszuk said,

    >> i tu mnie trochę zaskoczyłeś bo przez to że we wpisach nie było prawie nic o alkoholu to myślałem że to całkiem abstynencki kraj.

    no az tak duzo ludzi nie pije. innocent nie pije, robert nie pije, maombi tez. paul i jego znajomi pija

    >> a co do tego że się nie chce, no cóż, pewnie to i dobrze, ale w koronach mam nadzieje wrócisz do dawnej tradycji (przynajmniej na chwile)

    i tego sie wlasnie boje 😉

  4. 4

    Grzegorz said,

    Witam
    Kolekcjonuje etykiety z piwa,tamtejsze browary nieodpisują.Ztąd moje pytanko czy mógłby Pan odlepić pare i przesłać mi??

  5. 5

    kkarpieszuk said,

    ja juz jestem w Polsce 🙂


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: