Jeszcze raz o muzungu

Nie powinienem chyba odwlekać pisania artykułów. Czasem coś mi się bardzo spodoba i myślę, że to będzie dobry temat na artykuł, ale potem już pisać się nie chce, bo do tego przywykam. Dużo mam takich tematów, a ten jest jednym z nich. Zatem już niestety bez entuzjazmu opiszę jak muzungu są traktowani przez Rwandyjczyków.

Pisałem już, że gdy musiałem opłacić przedłużenie wizy trafiliśmy do czegoś co przypominało mały urząd pocztowy całkowicie zapchany ludźmi. Kolejka zbudowana była z ciał sklejonych razem; brzuchy dotykały pleców przed nimi. Wyglądało to śmiesznie, ale sprawiało, że w małym budyneczku do czterech okienek mogło stać nawet 20 osób do każdego i nikt nie stał na zewnątrz.

Dwadzieścia osób do okienka oznacza jednak, że trzeba na swoją kolej czekać z co najmniej pół godziny. Paul jednak zawołał strażnika, a ten w asyście trzymanego w ręku shot-guna (krótka strzelba z dwoma grubymi lufami, typu „przeładuj i strzelaj”, muszę wspomnieć, że tu naprawdę dużo jest broni tego typu oraz kałasznikowów) przeprowadził mnie przez ten tłum prosto do okienka, zapłaciłem co miałem zapłacić, a wszyscy inni posłusznie i niemal bez słowa czekali. Potem odprowadził mnie przez ten sam tłum z powrotem do wyjścia, gdzie czekał Paul.

Pierwsze co pomyślałem: apartheid. Czarni bez słowa czekają aż biały pan zostanie obsłużony, a dopiero potem ich kolej. Paul jednak po wyjściu zapytał:

– Widzisz jacy jesteśmy gościnni?

– Gościnni? – zapytałem – Mi to się skojarzyło z apartheidem.

Wyjaśnił jednak, że to nie to, a zwykła uprzejmość. Rwandyjczycy bardzo lubią białych i starają się być dla nich jak najbardziej uprzejmi. W końcu jestem gościem w ich kraju i trzeba mnie traktować z należnymi dla gościa przywilejami.

Zapytał czy w Polsce jest tak samo wobec czarnych i odpowiedziałem mu zgodnie z prawdą, że niestety nie.

Uprzejmość tą widzę zdecydowanie częściej. Gdy mija mnie samochód policyjny czy wojskowy, pasażerowie i kierowcy machają do mnie rękoma. Pisałem też, że w drodze do Kibuye na widok białego zatrzymała się więźniarka i zabrała wszystkich pasażerów, a mi się dostało miejsce obok kierowcy.

Spacerujący policjanci także mnie pozdrawiają. Raz zatrzymali się by zapytać co słychać, skąd jestem, co tu robię (żadne przesłuchanie, a zwykła uprzejmość). Gdy wyjaśniłem, że jestem wolontariuszem i uczę tutaj informatyki, uśmiechnęli się jeszcze szerzej i uścisnęli mi rękę. Do dziś czasem w tłumie słyszę jak ktoś krzyczy Teacher! i macha do mnie. To ci sami policjanci; przystajemy i rozmawiamy ze sobą krótko.

Podobnie w szpitalu w Nyamata nie musiałem czekać w kolejce na lekarza. Pielęgniarka powiedziała lekarzowi, że przed gabinetem czeka muzungu, a ten gdy zbadał pacjenta wyszedł i zawołał mnie do środka poza kolejką. Z jednej strony szkoda mi było tych czekających ludzi, chorych podobnie jak ja. Z drugiej przez ostatnie dwa lata hartowałem się do takich sytuacji jako przedstawiciel medyczny…

* * *

Wojskowych pozdrawiających mnie było tu ostatnio wyjątkowo dużo, zaczęło się po wyborach przez co myślałem nawet, że ma to coś wspólnego z nimi. Ciężarówki żołnierzy, mundurowi stołujący się w telecentrum, był nawet minister obrony narodowej.

Dopiero po wszystkim wyjaśniono mi o co chodziło. Jakiś żołnierz zastrzelił kogoś w Kigali i uzbrojony uciekł w te okolice. Ostatecznie schwytano go na granicy z Burundi (droga na granicę wiedzie przez Nyamata) i okazało się, że cały czas ukrywał się w pobliskich bagnach.

Reklamy

komentarzy 7 so far

  1. 1

    Janusz Lis said,

    Bardzo ciekawe, zwlaszcza biorac pod uwage to co spotkalo Cie w obozie uchodzcow. Jedni sa przyjazni,a drudzy biora za szpiega.

  2. 2

    Paweł said,

    Jeśli dobrze pamiętam, to przejazd więźniarką okazał się w końcu płatny i nie wypadało odmówić. Ładna gościnność 😉

  3. 3

    kkarpieszuk said,

    Janusz: w obozie uchodzcow to bardziej cos spotkalo maombiego a nie mnie 🙂 mi nikt nic nie mowil tylko grzecznie mnie poproszono abym w srodku nocy udal sie do ministerstwa 😉

  4. 4

    kkarpieszuk said,

    przy okazji afrykanskich kolejek „brzuch w plecy”, znalazlem zdjecie z zimbabwe:

  5. 5

    Wojteks said,

    Fajne foto, a u nas przy każdym okienku o zapewnieniu strefy prywatności. Faktycznie czarny człowiek nie byłby tak uprzejmie traktowany u nas, ale na pocieszenie powiem, że ostatnio dużo przebywam na zapadłej wsi i tam ludzie są o wiele milsi dla obcych (nieskażeni cywilizacją). Mam znajomego Żyda (100 % rysów żydowskich na twarzy) za którym każdy się ogląda jak za dziwolągiem, ale na wsi normalne było że jakaś stara babcia zaprasza go na kawę i częstuje plackami – no bo gość w naszym kraju to trzeba go ugościć.
    Trochę się obawiam, że jak nasza cywilizacja wkroczy trochę bardziej do Afryki to już nie będzie tak różowo.

  6. 6

    Wojteks said,

    A tak mi się jeszcze przypomniało. Niewiele pisałeś do tej pory o AIDS. Zastanawia mnie dlaczego jest tam większy odsetek tej choroby niż u nas, wydawało mi się że to my mamy luźniejszy styl bycia (czytaj – wielu partnerów).

  7. 7

    kkarpieszuk said,

    temat aids to wlasnie jeden z tych tematow „na kiedyś” 🙂 dzis mam niby isc do jednej organizacji walczacej z aids to moze po tym cos napisze


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: