„W poprzednią sobotę” czyli idą wybory

Zacznę nie na temat od chwalenia się: dziś na GG Radek podesłał mi informację, że moje narzekania na zakładanie firm w Polsce i pamflety na ten sam temat odnośnie Rwandy trafiły jako osobny artykuł – streszczenie wpisu z bloga – na stronę główną Gazety. No proszę, artykuł napisałem trochę od niechcenia (planowałem od dłuższego czasu, ale nie planowałem, że napiszę go właśnie teraz) a tu taki splendor. Czy to prawda, że w Polsce sprzedają już koszulki z moją podobizną? 😉

Strona główna Gazety. Wystarczy, że komuś zadrży ręka z wrażenia, a zamiast na seksowną Kukulską może trafić na artykuł o mnie w Rwandzie!

Strona główna Gazety. Wystarczy, że komuś zadrży ręka z wrażenia, a zamiast na seksowną Kukulską może trafić na artykuł o mnie w Rwandzie!

Przy okazji skoro już czyta mnie redakcja Gazety Wyborczej, chciałem zgłosić, że ja ich ostatnio w ogóle nie czytam. Nie, że jakieś przekonania czy ideologie. Zwyczajnie w Rwandzie otworzenie strony Gazety trwa niemiłosiernie długo. Na zrobienie powyższego zrzutu ekranu czekałem ponad 10 minut, a jak widać nie wszystko się załadowało.

Ale nie musicie nic chyba zmieniać. Czytelników, choć najwyższej jakości, to mimo wszystko w Rwandzie macie wyjątkowo mało 😉

Dobra, wróćmy do soboty. Miałem ją zamiar opisać w miarę na bieżąco, ale szyki pokrzyżowało mi niespodziewane lądowanie na szpitalnej podłodze. A potem łóżku. Ale może i dobrze, bo sobota była preludium do zapoznawania się z tutejszą sytuacją polityczną; a jako, że wybory za 5 dni to postaram się obie sprawy połączyć.

Dyrektor jednego z tutejszych liceów, w którym pracuje Robert poprosił mnie abym zajrzał do nich i zobaczył czy da się coś zrobić z fatalnym stanem komputerów. Pomysł mi się spodobał, bo raz, że zobaczę jak wygląda liceum, a dwa wykażę się czymś ponadprogramowym. Zapytałem więc Roberta czy nie można by w sobotę rano, na co stanowczo odpowiedział, że nie. Trochę mnie to zdziwiło, bo jak do tej pory rzadko komu zdarzyło się choćby kręcić nosem jak proponowałem jakieś prace w sobotę, choć to kraj protestancki i sobota jest dniem nieco świątecznym („nieco” bo mimo wszystko i tak wszystko jest otwarte, choć krócej).

Ale Robert wyjaśnił, że każda ostatnia sobota miesiąca to dzień wyjątkowy, który w całej Rwandzie poświecony jest na kolektywne prace społeczne. Wszyscy, niezależnie od pozycji społecznej muszą udać się z samego rana do siedziby dystryktu gdzie lokalni liderzy powiedzą im co mają robić. I tak jedni pójdą karczować las, inni malować płoty, jeszcze inni czyścić rynsztoki… Od gospoś domowych po mera dystryktu. Natomiast lokalni liderzy będą spacerować ulicami i nagabywać wszystkich spotkanych dlaczego nic nie robią i zachęcać do wspólnej wytężonej pracy dla dobra ogółu.

Macie te same skojarzenia co ja? 😉 Powiedziałem od razu dla Roberta czemu jak mi o tym opowiada, śmieję się z tego, ale nie zrozumiał od razu. Musiałem wyjaśnić jakie takie działanie ma u nas konotacje związane z niedawną historią, ale z czasów, które sam słabo pamiętam. Przypominam sobie jak zaraz po przyznaniu nam prawa do organizacji Euro 2012 podniósł się rwetes po tym jak rząd zaproponował aby każdy społecznie odpracował miesięcznie ileśtam godzin czy dni przy budowie stadionów i autostrad 🙂 A oni tu jak jeden mąż idą i pracują dla dobra kraju. Zwolnione są z tego tylko dzieci i kobiety w ciąży. Kobiety bez ciąży pracują.

Dodatkową ciekawostką jest że w czasie tych prac nikt poza karetkami na sygnale nie ma prawa jeździć samochodem. Cały happening kończy się jednak o południu. Taki jest więc powód dlaczego nie wstawiam tu żadnego zdjęcia z czynu społecznego – zabawę zwyczajnie przespałem. Może to i dobrze, bo niektórzy mówili mi, że muzungu nie są z tych prac zwolnieni 😉

To nie koniec nawiązań do minionej epoki błędów i wypaczeń. Wieczorem usiadłem z Robertem i wypytywałem o sprawy podatkowe, przygotowując się do pisania już sławnego wpisu o firmach. W pewnym momencie Robert powiedział, że jest coś, co można nazwać pewnego rodzaju podatkiem. Otóż bowiem (niemal) każdy Rwandyjczyk jest członkiem rządzącej partii RPF i płaci „dobrowolną” składkę z tego tytułu. Do partii można oczywiście nie należeć, ale jak to ujął Robert bezpieczniej jest w niej być. Znów powiało znajomym chłodem sprzed lat? 😉

Pierwsze skojarzenia z czasami komunizmu i z PZPR może i są nieco słuszne. Krajem rządzi jedna partia RPF (w jeśli dobrze pamiętam sześćdziesięcioosobowym parlamencie – swoją drogą polecam rozważenie także i w naszym „tanim państwie” – opozycja posiada około 10 mandatów i do tego jest podzielona), prezydent kraju Paul Kagame to były (nie wiem czy i nie obecny) szef tej partii, wszyscy do niej należą i lepiej jest w niej być, żeby nie mieć problemów. Do tego jakiś czas temu odbyło się referendum z pytaniem czy obywatele chcą wydłużyć kadencję prezydenta z pięciu lat do siedmiu i obywatele odpowiedzieli, że tak. W wyborach głosuje ponad 90% uprawnionych (Innocent mówi, że 98) choć już teraz wszyscy mówią, że za 5 dni wygra znów FPR – Rwandan Patriotic Front, partia której symbolem jest zaciśnięta pięść od razu kojarząca mi się z ruchem Czarnych Panter z lat ’70 w USA. Wypisz wymaluj PRL. Otóż wszyscy mnie przekonują, że nie i coraz bardziej im wierzę.

Po pierwsze FPR to ugrupowanie, które powstrzymało rzeź w 1994 roku i za to cały czas ludzie ich kochają. Tak, kochają. Wszyscy chodzą w czapeczkach i koszulkach z ich logotypem lub kolorami, samochody, rowery są oblepione tym samym, w witrynach niemal wszystkich sklepów wiszą ich plakaty wyborcze.

Po drugie długoletnie jednowładztwo w tym kraju o dziwo się świetnie sprawdza. Brak sporów koalicyjnych, brak problemów z uzyskaniem większości głosów pozwala szybko publikować nowe ustawy. Jak już pisałem tworzone jest tu dobre prawo jakiego potrzebują ludzie, a nie grzebanie sobie po teczkach. Oczywiście powstają i dziwne pokractwa jak opisywane już przeze mnie rozporządzenie nakazujące burzenie domów przy głównych drogach i budowanie ich od nowa, ale co mnie strasznie dziwi, nikt tu się przeciw temu nie buntuje, a wszyscy biorą się do pracy.

Kolektywne prace nie mają tu żadnych złych historycznych skojarzeń. Tutaj jest Afryka w naturze ludzi jest współpraca, a nie konkurencja. Wspólne działanie to motto tych ludzi. Wiecie ile kosztuje butelka wody mineralnej w Nyamata? Trzysta franków. Wiecie ile ona kosztuje w każdym innym sklepie w całym kraju? Co do franka tyle samo. I tak jest tu z wszystkim: papier toaletowy to 200 FRW za rolkę gdziekolwiek bym go nie kupił. W Polsce byśmy to nazwali zmową cenową, tutaj natomiast konkurowanie ze sobą nie jest w dobrym tonie. Gdy konkurujesz, odłączasz się od innych.

Skąd więc wielka mobilizacja przed wyborami? Słowo daję pierwszy raz widzę Paula naprawdę zabieganego (a właściwie go nie widzę, bo ciągle jest gdzieś indziej). Dlaczego ludzie pójdą do wyborów i zagłosują na FPR, choć wszyscy wiedzą, że ta partia i bez ich głosu wygra? Dlaczego wszyscy do partii należą i łożą na jej utrzymanie? Delikatny strach.

Niemal wszyscy mieszkańcy Nyamata idą w tym samym kierunku. To marsz na wiec wyborczy FPR.

Niemal wszyscy mieszkańcy Nyamata idą w tym samym kierunku. To marsz na wiec wyborczy FPR.

Strach, ale nie przed gniewem partii czy jej represjami, a przed powrotem dawnych czasów. Problemy o których mówił Robert, jeśli nie jesteś w partii, to to, że ludziom od razu nasunie się podejrzenie, że jesteś z „nimi”. Jeśli nie głosujesz, to też popierasz „ich”. „Oni” to Hutu, ale w tym kraju nie można używać ani słowa Hutu ani Tutsi w tym kontekście, więc ludzie mówią po prostu „oni”. Nie popierasz obecnego rządu, który powstrzymał rzeź, więc jesteś po tej drugiej stronie. Strach też tu ma znaczenie, ale jest jednak jakby z tyłu. Przede wszystkim jest to radość z bycia razem. Niezależnie czy „razem” oznacza partię, czy roboty społeczne. Tutaj nikt już nie wierzy, że powtórzy się rok 1994, ale na wszelki wypadek dmucha się na zimne, zwłaszcza, że daje to wiele korzyści.

* * *

Nie wiem czy udało mi się to dobrze wyjaśnić, obawiam się, że nie 🙂 Ja sam gdy zacząłem się przyglądać tutejszej polityce i relacjom społecznym, patrzyłem na to z niedowierzaniem. Ale zapewniam, że z dnia na dzień mam coraz mniej wątpliwości i coraz słabiej podejrzewam, że to wszystko to tylko fasada, za którą kryje się reżim. Zresztą za kilka dni sami się być może przekonacie: do Rwandy dotarli już obserwatorzy Unii Europejskiej i zapewne po 15 września wydadzą opinię na temat uczciwości wyborów.


Advertisements

komentarzy 5 so far

  1. 1

    Czyli gazeta klei artykuły nie tylko z wypowiedzi użytkowników forum, ale jeszcze z wypowiedzi blogerów, nawet niegazetowych.
    Karierę w polskich mediach widzę przed Tobą ogromną! Poza koszulkami, niedługo każda nastolatka będzie miała Twój plakat nad łóżkiem, tylko porządne zdjęcie wrzuć:)

  2. 2

    Janusz Lis said,

    Gratuluje zarowno bloga, jak i kolejnego wpisu. Myslalem kiedys nad wyjazdem do Afryki jako wolontariusz, ale czytajac Twoje wpisy zupelnie zmienia mi sie obraz tego kontynentu. W koncu stereotypy nie sa zbyt pozytywne.

  3. 3

    Robert said,

    Dorzuce odrobinę goryczki ;). Pogratulowałbym Ci artykułu w gazecie gdyby to była inna Gazeta a tak?…. zapłacili chociaz ze zwiększyłes im poczytność? ;)).Nie wiem jak jest w Rwandzie oczywiscie (mam nadzieje ze przekonam sie osobiście) ale coraz bardziej , czytając Twojego bloga, utwierdzam się w przekonaniu co do hmm powiedzmy mentalności tamtejszych mieszkańców. Niestety wcale im nie zazdroszcze i tak nasuwa mi się na mysl tylko jedno pytanie skoro tam jest tak dobrze ( bo i firmę można łatwo założyc i pracują wszyscy dla dobra kraju itp) to dlaczego tam taka bieda?

  4. 4

    magda said,

    Brat jeszcze raz gratuluję- w dzisiejszych wszystkich wiadomościach Tusk wypowiada się na temat „jednego okienka”- glośno głośno BRACIE:)

  5. 5

    wojteks said,

    Tak się zastanawiam nad tym co Robert napisał… Nie wiem, może bieda jest dlatego że całkiem niedawno była tam wojna i kraj się z tego podnosi (u nas jakby nie patrzeć od II WŚ minęło trochę więcej). Może znaczenia ma gęste zaludnienie, pewnie trudniej jest z małej powierzchni niezbyt dobrej ziemi utrzymać stosunkowo duże społeczeństwo, bo podejrzewam że nie mają zbyt dużego przemysłu. No a jakby chcieli coś wyprodukować to muszą konkurować z nami czyli UE i innymi, którzy dopłacą do każdej gałęzi przemysłu, oby tylko nie upadła a ich na to jeszcze nie stać. To moje gdybanie, w Afryce nigdy nie byłem, może Konrad będzie miał coś konkretniejszego do powiedzenia…


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: