Przyjaciele z Rwandy

Trzeci dzień w szpitalu, trochę nuda, więc pomyślałem, że nadrobię zaległości w pisaniu i napiszę przynajmniej jeden artykuł, który od dawna już planowałem.

Niespodziewanie minął kilka dni temu miesiąc od kiedy tu jestem. Zmartwiło mnie to, bo jakoś szybko. Za szybko. Już tylko trochę ponad dwa miesiące i trzeba wracać do domu. Nic a nic się nie chce mi stąd wyjeżdżać.

Po miesiącu mniej więcej ustaliła się ekipa osób, z którymi się tu zadaję. Zatem przedstawię Wam ich. Żeby nikogo nie faworyzować, kolejność będzie alfabetyczna.

Agathe

Kuzynka Paula, mieszka razem z nami w domu. Wiecznie zapracowana studentka. Znika z domu zanim wstanę i wraca późno po zmierzchu. Studiuje i pracuje w Kigali. Ale nie dziwię jej się poświęcenia. Dorwała fuchę jakiej jej sam zazdroszczę. Przez dwa miesiące będzie wprowadzać dane do komputera z badań nad chorymi na AIDS. Dniówka: czterdzieści dolarów. Więc można tu nieźle zarobić. Pracuje jednak dla jakiejś amerykańskiej fundacji, to dlatego.

Condoleeza Rice. Żartowałem. Agathe w jednym ze swoich wcieleń. Co chwila zmienia fryzurę. Teraz ma warkoczyki.

Condoleeza Rice. Żartowałem. Agathe w jednym ze swoich wcieleń. Co chwila zmienia fryzurę. Teraz ma warkoczyki.

W weekendy znika w kościele, gdzie śpiewa w jakimś chórze. Proponowała mi żebym poszedł z nią na mszę i kiedyś to zrobię, ale póki co obawiam się, że mogę nie wytrzymać. Raz, że nie wiem jak się zachować w protestanckim kościele w Afryce, dwa, że msze tu trwają cztery godziny. Można naśladować co robią śpiewający i tańczący ludzie, ale tyle czasu? 🙂

Wieczorami zachodzi do mnie do pokoju, przynosi herbatę z mlekiem i zawsze zaczyna krótką rozmowę od słów: jestem taka zmęczona. Bardzo się boi mówić po angielsku, ale jakoś dajemy sobie radę.

Chantalle i Console

Dwie barmanki w telecentrum. W ogóle nie mówią po angielsku, ale bez przerwy mnie zagadują. Próbują mnie uczyć kinyarwanda, przynajmniej tak mi się wydaje. Mówią coś do mnie i powtarzają to wiele razy powoli. Zorientowałem się, że i ja muszę powtórzyć, a wtedy się cieszą, że mi się udało. Nie mam jednak pojęcia o czym mówią, mam nadzieję, że nic głupiego.

Console

Console

Innocent

Brat Agathe, a więc także i kuzyn Paula. Mieszka z nami. Studiuje zarządzanie i pracuje w telecentrum. Bardzo dobrze i wyraźnie mówi po angielsku. Jak zapewne się już zorientowaliście rozmawiam z nim zawsze kiedy tylko mam okazję, by dowiedzieć się jak najwięcej o Rwandzie. Sam mu opowiadam w ramach porównania jak kolejne kwestie mamy rozwiązane w Polsce. Typ chyba optymisty. Jednym z jego zadań jest objeżdżanie kraju wielkości naszego województwa by sprawdzić jak się mają inne telecentra. Wypisz wymaluj odpowiednik naszego przedstawiciela handlowego, czyli coś mniej więcej jak ja przed przyjazdem do Afryki. Tyle, że on porusza się autobusem, więc dziennie odwiedza jedno miejsce tylko.

Juliette

Jak pisałem sprzedaje prąd w telecentrum. Skończyła liceum i ma rok przerwy w oczekiwaniu na studia (tutaj tak jest, że ludzie robią sobie taką przerwę). Zgodnie z tutejszą kulturą bez ogródek mi mówi, że liczy na to, że pojedzie ze mną do Polski studiować. Nawet już coś szukałem w internecie jak to rozwiązać, bo czemu nie, ale chyba nie jest to takie proste jak było mówione na szkoleniu w MSZ.

Dzielimy ze sobą wspólną salę, gdy szkolę więc sporo rozmawiamy, ale raczej o byle czym. Ostatnia ciekawa rozmowa była o dzieciach. Juliette ma ośmioro rodzeństwa, powiedziałem jej, że ja to góra dwójkę, trójkę dzieci bym chciał mieć. Rozśmieszyła mnie jak przerażona zapytała co zrobię jak mi umrą. Z jednej strony oni tu się wydają nowocześni, z drugiej nadal myślą po staremu.

(Wszyscy tu mają liczne rodzeństwo. Ot na przykład przed chwilą rozmawiałem z siostrą jednego z pacjentów i też powiedziała, że jest jednym z dziesięciorga dzieci. U nas takie rodziny to już tylko w telewizji jako ciekawostka)

Maombi

Barman  w barze w telecentrum. Słabo (bardzo słabo) mówi po angielsku, ale wykorzystuje każdą okazję by jednak spróbować. Bardzo pozytywny człowiek. Tak jak pisałem może mi się uda wybrać z nim do obozu dla uchodźców do jego kongijskiej rodziny.

Nelly

Dalsza kuzynka Paula, przez kilka dni mieszkała z nami w domu, ale wróciła do szkoły, gdzie kończy ostatnią klasę liceum. Po liceum planuje, że zabiorę ją ze sobą do Polski. Bardzo chętnie, ale tu byłby jeszcze większy problem niż z Juliette, bo Nelly nie mówi po angielsku. Za to świetnie włada francuskim. Jej kolejny plan to więc zatrzymanie mnie w Rwandzie, gdzie będę ją uczył angielskiego i komputerów. Przyznam się, że bardzo chętnie zostałbym tu dłużej niż te 3,5 miesiąca, niekoniecznie dla Nelly.

Pacifique

Dziewczyna Paula, która razem z Juliette sprzedaje prąd. Niestety z nią mam najmniejszy kontakt. Nie mówi po angielsku i unika prób rozmowy ze mną. Nie dziwię jej się, bo sam tak często się zachowywałem gdy przyszło mi rozmawiać z kimś świetnym w angielskim.

Paul i Pacifique na walentynki w przyszłym roku planują wziąć ślub.

Paul i Pacifique

Paul i Pacifique

Paul

O nim mógłbym pisać pewnie i pisać, ale ograniczę się jak powyżej do kilku słów.

Właściciel telecentrum, szef organizacji zrzeszającej telecentra w Rwandzie, mieszka z nami w mieszkaniu. Jest dość światowy, ale jako, że spędzam z nim najwięcej czasu, widzę co chwila też naleciałości afrykańskie. Przede wszystkim powolność, choć mimo to o tym jak mnie tu traktuje, muszę pisać w samych superlatywach. Inna ciekawa afrykańska przypadłość to nieskrywana duma z własnych przymiotów. Otwarcie mówi jak wiele ma, jak wiele może i jak wiele osób go tu zna. Akurat jest to prawda, więc nie mam się czego czepiać. Afrykańczycy tak mają, że jak mają jakiś atut to się nim głośno chwalą. Trochę to zabawne, ale ot taka to kultura.

Paul planuje przełożyć ślub na październik. Żartuje sobie, że po to abym i ja na nim był, ale tak naprawdę prawdopodobnie niedługo zostanie przedstawicielem UNDP na Afrykę Wschodnią i od grudnia częściej będzie za granicą niż w Rwandzie. To jednak nie jest jeszcze pewne, ale podejrzewam, że mu się uda. Biegle mówi po angielsku, francusku, swahili i oczywiście kinyarwanda. Uczestniczy w wielu wielkich projektach informatycznych (i nie tylko) w tym kraju, bywa w mediach, z prezydentem kraju spotkali się przelotem, ale Paul Kagame wie kim jest Paul Barera. Widzicie z kim ja tu mieszkam?

Robert

Robert Sunde wcześniej nazywany na blogu przeze mnie Sunday. Nauczyciel angielskiego, uczy mnie kinyarwanda. Bardzo chce uczyć też informatyki, dlatego zgodził mi się asystować jako tłumacz i pomocnik przy szkoleniach. Z tego powodu to trzecia osoba po Paula i Innocencie, z którą dużo rozmawiam tu. Niestety miewa skłonność do przesady, więc zanim napiszę coś co od niego się dowiedziałem, muszę to zweryfikować. Ale rzadko to się zdarza.

Z ciekawostek: posiada kilkanaście krów, przy czym posiadanie oznacza, że krowy pasą jego rodzice w Ugandzie. Zresztą tu każdy choć nie widać tego po nim, posiada gdzieś w jakiś sposób jakąś krowę. Nawet Paul, który będzie ważną szychą w UNDP.

Shilla

Dziewczyna Innocenta, mieszka i pracuje w Nyamata. U niej kupiłem pączki, przez które być może jestem teraz w szpitalu, ale nie winię jej za to. To rosyjska ruletka, prędzej czy później gdzieś czymś bym się zaraził. Może to zresztą nie pączki, a jedzenie z telecentrum?

Shilla w środku

Shilla w środku

Dobrze mówi po angielsku, ale chyba jest humorzasta, bo raz jest dla mnie miła, a innego dnia czuję się jakbym dzień wcześniej ją czymś obraził.

To chyba wszyscy z najważniejszych osób.

Reklamy

komentarzy 7 so far

  1. 1

    Paweł said,

    Agathe jest zajebista!!! 🙂
    Przynajmniej na tej fotce…

    I przynosi Ci co wieczór herbatę z mlekiem? 😉

    Jestem zazdrosny!

  2. 2

    wojteks said,

    a mówiłem że pewnie wrócisz do Polski z jakąś ładną murzyneczką…

  3. 3

    Robert said,

    A moze jednak Nelly będziesz mogł przywieść do Polski? ;))) Pomoge …;)

  4. 4

    Damian said,

    Pol Afryki wezmiesz ze soba do Polski 🙂

  5. 5

    Ewunia said,

    Nelly – gwarantowany sukces w show biznesie!!!

  6. 6

    Pawel said,

    Agathe jest najlepsza…

    Może to tylko ja jestem taki świntuszek, ale właśnie skojarzyłem że nie dość że ona codziennie wieczorem przynosi mu herbatę, to tam jeszcze wieczorami nie ma PRĄDU!!!

    Jak w latach 80’tych w Polsce 😉

  7. 7

    kkarpieszuk said,

    agathe ma chlopaka, don’t panic 🙂

    sorry za kilkudniowa nieobecnosc na necie, ale abo sie skonczyl a zeby przedluzyc musialem sie wybrac znow do kigali 😦


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: