Jestem na coś chory

Drugi dzień mam zawroty głowy. Dziś instalując nowe komputery, po każdym schyleniu się pod biurko jak wstałem, musiałem się czegoś chwytać, bo miałem mroczki przed oczami. Nigdy tak nie miałem, więc zrezygnowałem z dalszej pracy i poszedłem do domu.

Właśnie zaczyna się pora deszczowa i po drodze zastała mnie ulewa z gradem (jak wygląda tutejszy deszcz kiedyś opiszę, bo nie spodziewałem się czegoś takiego co widzę już trzeci dzień). Wróciłem przemarźnięty i mokry do ostatniej suchej nitki. Padłem w łózku i leżałem trzęsąc się z zimna.

Bóle mięśni, gorączka, ból głowy, zawroty, jadłowstręt, pocenie się. Mdłości i straszne osłabienie. Kaszel.

Sięgnąłem po książkę od chorób, co skłoniło mnie do udania się jednak do szpitala. W książce napisano, że malaria zaczyna się od wątroby, a ta mnie delikatnie pobolewa od kilku dni. Gdy przyjechał Paul pojechaliśmy do szpitala.

Tam zrobiono ze mną wywiad i zbadano krew. Po badaniu Paul pokazał wyniki pielęgniarce i rozmawiali w kinyarwanda, ale pierwsze słowo jakie zrozumiałem to było negative. Acha, więc nie mam malarii. Potem dalej rozmawiali, z czego zrozumiałem tylko słowo SIDA (to po francusku AIDS). Acho, więc z autoomatu zbadali mnie i na to. Troche mnie to zmroziło, bo nie wiem czy właśnie chcę o tym wiedzieć, ale to zachorowalność na HIV/AIDS wynosi 5,6%. Mówiono mi wcześniej, że wszyscy się badali, więc pewnie jest takie prawo, że i mnie bez pytania zbadali.

Paul potem mi mówi, że lekarka jest zajęta i obejrzy mnie za godzinę albo rano. Mówię więc, że po co mnie ma oglądać, skoro jak zrozumiałem nie mam malarii. Paul potwierdza, że nie mam zarodźców w wyniku, ale mówi, że coś jest nie tak z moją krwią. Połączyłem to z przed chwilą usłyszanym słówkiem SIDA i mało mi serce nie stanęło. Kazałem sobie od razu pokazać ten papier i zapytać czy to chodzi o AIDS.

Tu się nieco uspokoiłem. Nie badano mnie na AIDS, ale niepokojący jest poziom białych krwinek. wynosi 13200, gdy norma to 400-10800. Teraz też widzę, że mam więcej nutrofili. Przeglądam net i obie rzeczy wskazują na zakażenie narządów. Na żółtaczkę byłem szczepiony, więc nie panikuję.

Podczas wizyty u lekarza większość objawów poza zawrotami główy zniknęła, ale teraz wracają (poza dreszczami). Krysia na GG mi jednak pisze, że jak biorę malarone, to często jest tak, że wynik na malarie wychodzi negatywny, a ją się ma. Zajrzałem do ulotki i widzę, że wszystkie wymienione wyżej objawy wpisane są w ulotce w działania niepożądane. Właśnie mija miesiąc od kiedy biorę, a brać malarone można ponoć tylko przez miesiąc.

Sam więc już nie wiem. Zobaczymy co powie lekarka jutro i wam napiszę. Jeśli to jednak malaria, to niech rodzinka się o mnie nie martwii za bardzo 🙂 Jak widać dam radę siedzieć i pisać, nawet sobie kawały czytam. Ot czuję się jak przy grypie, tylko nieco inaczej.

Tak przy okazji to jak przyjechałem do Rwandy to od Agathe zaraziłem się anginą, ale nic nie wspominałem, bo przeszedłem ją śmiesznie lekko (nawet nie myślałem o wizycie u lekarza). Angina to bardzo popularna tu choroba, poza mną i Agathe przeszło ją jeszcze 3 innych ludzi w ciągu miesiąca. Nikt jednak nie idzie z tym do lekarza.

Reklamy

komentarze 4 so far

  1. 1

    Robert said,

    Konrad najprawdopodobniej rzeczywiście masz objawy działania malarone, ja miałem podobne objawy po 3 tygodniach brania leku (mówie tutaj o zawrotach głowy, jadłowstręcie, i poceniu się) kaszelek i bóle mięsni moze masz po przemarznięciu.
    Ale jezeli to przez malarone to chyba trzeba byłoby zrobić przerwę zabezpieczając sie srodkami na moskity, moskitiery itp…niech organizm odpocznie

  2. 2

    Krysia said,

    Konrad jest w dobrych rękach, więc nie ma się czego bać. Afrykańczycy są najlepszymi specjalistami od chorób tropikalnych, bo to dla nich chleb powszedni.

  3. 3

    Ewunia said,

    To przez Fantę!

  4. 4

    […] siedziałem z Paulem w szpitalu w Nyamata czekając na wyniki badań jakoś zaczęliśmy rozmawiać o pobycie w takim miejscu i temat zszedł […]


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: