Tam gdzie królowie chadzają piechotą

Dlaczego by właściwie nie opisać Wam toalet? I łazienek? Zwłaszcza, że w niczym nie przypominają one chyba tego co znamy z Polski.

Pamiętam, że na szkoleniu w MSZ wykład o sanitariatach był jednym z ciekawszych, a prezentowane rysunki budziły sporo śmiechu i radości. Ja jednak oszczędzę Wam takich widoków. Chciałem zrobić zdjęcia, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem. No bez przesady 🙂 Posłużę się słowem.

Myjemy się

Jak już wspomniałem dwa pierwsze dni myłem się wacikami nasączonymi tonikiem do mycia twarzy. Bo zwyczajnie nie wiedziałem jak i gdzie się myć. No ale załapałem.

Armatura łazienkowa to plastikowy kanister i plastikowa miska. Z kanistra przyniesionego przez Samuela nalewamy sobie wody do miski i w niej się myjemy. Co tam tylko chcemy, od włosów po stopy. Tylko zęby myję wodą mineralną z butelki; dokładne spłukanie szczoteczki w takich warunkach to nie lada wyczyn.

Dalsze elementy naszej łazienki, to brodzik prysznicowy (wisi nad nim prysznic, co samo w sobie jest luksusem, ale nie działa) oraz sedes, który zamknięty klapą robi za półkę na rzeczy do przebrania się. Sedes nie działa.

Inne miejsce gdzie dość często myję przynajmniej ręce to telecentrum. Przy barze na taborecie stoi plastikowe wiadro z wodą, na dole ma wkręcony kranik. I tyle. Obok wisi na gwoździu ręcznik. Przez cały miesiąc mojego pobytu był chyba tylko jeden raz prany.

Idziemy za potrzebą

Tu toalety w telecentrum i w naszym domu wyglądają tak samo. Dziura w betonowej ziemi i tyle. Obowiązuje zabawa w kucanego. Jeśli ktoś miałby wątpliwości jak i gdzie obok dziury przybetonowane są dwa podnóżki z cegieł. A na ścianie, na kołeczku zawieszona jest rolka papieru toaletowego.

Po pierwszym zaskoczeniu muszę jednak stwierdzić, że podoba mi się takie rozwiązanie. Na pewno podoba bardziej niż wiejskie, drewniane toalety czy nawet plastikowe toi-toje. Lepiej sobie ukucnąć niż siadać na byle jaką deskę w obrzydliwie cuchnącym pudełku. Zero kontaktu – zero ryzyka złapania czegoś.

Jedno co mi się nie podoba, to głębokość szamba. Poświeciłem latarką i wydaje się nie mieć dna. Spadające nieczystości wydają dźwięk przy uderzeniu o dno po jakichś trzech sekundach. Taka głębokość z pewnością rozwiązuje problem wywożenia szamba, ale czy przypadkiem dół nie sięga wód gruntowych?

Toaleta przy telecentrum (a na pierwszym planie "zlewozmywak w postaci beczki i ręcznika).Jakaś muzungu otworzyła drziw, popatrzyła i zamknęła. Zawołała drugą, która zrobiła to samo. Po chwili zawołały kelnera. Potem poszedł i Paul zobaczyć co się paniom nie podoba.

Toaleta przy telecentrum (a na pierwszym planie "zlewozmywak w postaci beczki i ręcznika).Jakaś muzungu otworzyła drziw, popatrzyła i zamknęła. Zawołała drugą, która zrobiła to samo. Po chwili zawołały kelnera. Potem poszedł i Paul zobaczyć co się paniom nie podoba.


Luksusy

To co opisałem powyżej to standard, ale nie oznacza, że nie bywa lepiej. Na lotnisku była normalna, choć nieco obskurna toaleta z bieżącą wodą. Taką samą, nawet z elektryczną suszarką do rąk widziałem w Kigali w czymś w rodzaju baru mlecznego. Zupełny luksus był w centrum handlowym w Kigali, łazienka jakiej nie powstydziłby się całkiem niezły hotel w Polsce. Niestety płatna. Bardzo tego żałuję, bo MSZ oczywiście na wszystko każe brać faktury. Jakoś nie zmusiłem się do poproszenia o nią w takim miejscu, więc jestem chyba w plecy kilkaset franków 😦

Takie luksusy to jednak tylko w Kigali. W Nyamata jest jak opisałem wyżej. Lokalnym luksusem jest postawiona za domem na wysokim rusztowaniu przeogromna beczka (monopol na ich produkcję ma chyba firma AfricaTank), z której siłą grawitacji spływa woda do domów.

Od kilku dni u nas na podwórku działa kran z wodą, ale tylko albo przez kilka godzin albo przez kilkaset litrów dziennie. Samuel i tak z niego rano łapie wodę do wszystkich kanistrów, beczek i misek jakie mamy. Nie wiem skąd ta woda się bierze, bo nigdzie nie widzę beczki.

Acha. W telecentrum w jednej z toalet jest muszla klozetowa. Jednak żeby spłukać po sobie, trzeba małym wiaderkiem zaczerpnąć wodę z miski postawionej w pomieszczeniu.

Kulturowy zwyczaj mycia

Jednego dnia zamówiliśmy sobie w telecentrum w barze pieczonego kurczaka i myślałem sobie, że barmanka robi sobie ze mnie żarty. Pojawiła się przede mną z miską i czajnikiem pełnym wody. Wszyscy się zaczęli ze mnie śmiać jak zobaczyli moją pytającą minę. Okazało się jednak, że przed jedzeniem kurczaka należy nadstawić nad miską ręce, a barmanka poleje je ciepłą wodą. Tak musieli zrobić wszyscy, bowiem kurczak podawany jest na wspólnym talerzu. Zwyczaj ten widziałem potem jeszcze kilka razy.

I jeszcze jedna kwestia kulturowa, o której mówiono nam na szkoleniu. Należy unikać jedzenia lewą ręką, choć nie jest to aż tak bardzo niedobry zwyczaj. Chodzi o to, że zwyczajowo (choć bardziej tradycyjnie, obecnie nie jest to praktyką) w niektórych krajach Afryki prawa ręka służy do jedzenia, a lewa do… ekhm, czynności toaletowych 😉

W Rwandzie jeśli dostaniesz do jedzenia nóż i widelec, możesz jeść normalnie dwoma rękoma. Jeśli jedzenie wymaga używania jedynie jednej ręki (na przykład trzymanie koziego szaszłyka i ściąganie z niego kawałków mięsa zębami), używaj raczej prawej ręki. Raczej, bo jak użyjesz lewej, nikt się nie obrazi. Są tu inne odmienności kulturowe, na które ciągle zwracają mi uwagę, ale o tym przy innej okazji, bo to nie w tym temacie.

Uff, obrzydlistwa mamy już za sobą. Teraz postaram się pisać ciekawsze i bardziej pachnące rzeczy.  🙂

Advertisements

komentarze 4 so far

  1. 1

    ania said,

    Cieszę się, że trafiłam na taki blog! Rwanda interesuje mnie od dawna. Od paru lat wspieram edukację chłopca, który został sierotą po masakrze w 1994. (organizacja Maitri) Właśnie obejrzałam Shooting Dogs. Przede mną lektura – Shake hands with the devil. Bardzo interesuje mnie jak obecnie żyją tam ludzie. Niektórzy może brali udział w tych jadkach bojówek Hutu. Chętnie więc przeczytam o wszystkim co dotyczy codzienności Rwandy (nawet na temat załatwiania swoich potrzeb……..)

  2. 2

    Krysia said,

    Konrad,

    Już sobie wyobrażam te miny muzungu otwierających drzwi toalety w telecentrum 😉 Miałam podobna sytuację, kiedy zaprowadziłam 2 obroni (w ghańskim języku) do toalety w obozie dla uchodźców z Liberii. Ich reakcja była prześmieszna, jak na osoby, które… wydawałoby się… śWIADOMIE… podejmowały decyzję o przyjeździe do Czarnej Afryki 😉 Cóż…

    Napawają nadzieją prysznice itp. sprzęty 😉 Może kiedyś znowu posłużą temu, do czego służą 🙂
    W moim domu była nawet pralka, mimo że od kilku lat w tamtym rejonie nie było bieżącej wody 😉

    Wszystko to kwestia przyzwyczajenia i cieszę się, że Twoje reakcje są właśnie takie a nie inne!!! 🙂

  3. 3

    kkarpieszuk said,

    aniaa: jestes juz druga osoba ktora adoptowala kogos z Rwandy i teraz trafila na mojego bloga 🙂 zobacz to http://koloryswiata.com/annalki14.html

    co do opisywania bede oczywiscie sie staral pisac o wszystkim 🙂 pewnie tematow mi starczy na jeszcze po powrocie

  4. 4

    Ewunia said,

    Kim były te 2 muzungu???


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: