Nareszcie

Dziś po prawie miesiącu pobytu ruszyły właściwie szkolenia. Miały ruszyć wczoraj, ale Paul nie wiedzieć czemu je odwołał (miał prowadzić poranną grupę, ale mu nie pasowało, więc odwołał, z rozpędu także i moją). I było niemal idealnie.

Grupa od 14 do 17, więc wyrobiliśmy się przed ciemnością.

Przyszło dziewięciu nauczycieli, prawie komplet. Zjechali się z całego regionu. Z samoorganizowanych grup wcześniejszych mam przeszkolonych siedem osób. Zatem jeszcze cztery i będę miał wyrobioną normę dwudziestu wpisanych w projekt złożony do MSZ. Mam na to dwa i pół miesiąca, zatem myślę, że wyrobie kilkaset procent normy 😉

Większość mówiła i rozumiała po angielsku. Ale wszystko co mówiłem i tak Robert tłumaczył na bieżąco na kinyarwanda.

Idealnie wyrobiłem się z czasem. Grupa słuchała poleceń. Prądu nie wyłączyli, komputery się nie wieszały (zanadto). Normalnie to chyba mój szczęśliwy dzień.

Zdjęcie po dzisiejszym szkoleniu

Zdjęcie po dzisiejszym szkoleniu

A co ponadto?

Jeśli jesteśmy w tematyce prądu to wczoraj całe Nyamata go nie miało przez jakieś pół godziny. A u mnie się dziś przepaliła żarówka (energooszczędna, kupiona w ubiegłym tygodniu chyba).

Przedwczoraj Paul mnie wyciągnął na inne spotkanie z gronem pedagogicznym. Poszło chyba świetnie, bo dziś właśnie widziałem kilka twarzy z tego właśnie spotkania.

Wczoraj wybrałem się na krótki spacer drogą w kierunku granicy z Burundi i trafiłem na cmentarz. Wygląda dość mizernie. Robert mówi, że nadal praktyką na wsiach jest chowanie zmarłych na terenie własnego obejścia, a nie na cmentarzu.

Cmentarz w Nyamata

Cmentarz w Nyamata

W Telecentrum od kilku dni odbywa się szkolenie czerwonego krzyża z pierwszej pomocy. Bardzo profesjonalne i bardzo ciekawe. Strasznie mi się podoba jak zagrzewają się do pracy: mnóstwo klaskania, biegania, ruchu i przede wszystkim śpiewu.

Ratownik pokazuje jak przenosić w pojedynkę nieprzytomnego rannego

Ratownik pokazuje jak przenosić w pojedynkę nieprzytomnego rannego

Tylko jakoś mi się na razie pisać nie chce. Pisaniem się chyba zmęczyłem, ale mam nadzieję, że natchnienie wróci. Bo mam wiele pomysłów, co by tu Wam opisać.

Acha. Wczoraj podszedł do mnie Maombi i nieśmiało zapytał czy nie chcę pojechać z nim do jego rodziny. Mieszka w obozie dla uchodźców w Kibuye. Maombi jest Kongijczykiem, który musiał w skutek wojen uciekać z kraju. Rodzina została w obozie, a on go opuścił. Ciągle powtarza, że kiedyś jak odłoży już pieniądze, zabierze ich stamtąd. Maombi pracuje jako kelner u Paula i nie zarabia więcej niż 50 dolarów miesięcznie (bardzo elastyczne godziny pracy, właściwie nie wiem kiedy zaczyna i kończy, bo gdy przychodzę do telecentrum, Maombi już jest, a kiedy wychodzę, jeszcze jest).

Maombi

Maombi

Zgodziłem się z kilku  powodów. Po pierwsze widzę, że Maombiemu bardzo zależy na tym bym z nim pojechał. Chce się przed rodziną pochwalić białym kolegą. „Patrzcie z kim się zadaję”.

Po drugie chcę móc mówić, że mieszkałem kiedyś w obozie dla uchodźców i znam z bliska czym to jest. Zapewne to trudne miejsce, ale dreszczyk emocji mnie przeszedł jak usłyszałem, że będziemy spać w namiocie.

I po trzecie Kibuye to – jak wszyscy tu powtarzają – miejsce drogich, pięknych hoteli położone nad brzegiem jeziora Kivu (jak na polskie standardy to może nawet morza, bo długie jest na jakieś 100 kilometrów). To też chcę zobaczyć, a Maombi powiedział, że zobaczymy.

Reklamy

komentarze 4 so far

  1. 1

    Robert said,

    Ekstra ze wszystko się udaje, oby tak dalej. Wypytaj jeszcze Maobiego o możliwość wyjscia w lasy na spotkanie z Gorylami Górskimi, ponoc niezłe przezycie …ale tez ponoc drogie, moze gdzies Cię od zaplecza wprowadzi 😉

  2. 2

    kkarpieszuk said,

    goryle to nie ten kawalek Rwandy 🙂

  3. 3

    Robert said,

    E tam nie ten 😉 jak bedziesz przy Kivu to juz tylko rzut beretem 😉

  4. 4

    Krysia said,

    Kilkaset procent normy? Ciekawie brzmi, choć 100% też by wystarczyło 🙂
    Powodzenia Stachanowcu! 🙂

    A obozu chyba nie ma co się bać 🙂


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: