Nyamata się przebudowuje

Minęła właśnie trzecia noc po ciemku. Po pierwszej jak wiecie byłem wkurzony. Po drugiej zrezygnowany, bo wiedziałem, że trzecia znów będzie taka sama. Ale wiecie co? Po trzeciej chyba zaczyna mi się to podobać 🙂 Nie, że już za prądem nie tęsknię, ale przecież w końcu jestem w Afryce. Klimacik. Zresztą nie tylko ja przecież tego prądu nie mam. Jeśli inni tu wytrzymują, to i ja dam radę. Jak dziś znów nie będzie (na co chyba się zanosi) –  przeżyję.

Leżę sobie od godziny 21:00 gapiąc się całkowitą ciemność aż zasypiam około północy. Postanowiłem nasłuchiwać odgłosów nocy by móc pięknie je tu opisać, ale niestety klapa. Jedyne co słyszę to całonocne cykanie świerszczy, takie same jak w Polsce, tyle, że bardziej intensywne. Na poddaszu coś popiskuje, jakby mysz. Zaraz za oknem gniazdo ma jakiś potężny bąk, który śpiąc stara się nie zmarznąć i mniej więcej co pół minuty włącza sobie termogenezę dreszczową donośnie brzęcząc prze sekundę.

Równo jak z zegarkiem w ręku pół godziny po północy odzywają się wyjące psy lub inne lokalne bestie. I to wszystko.

Nie byłbym sobą jakbym jednak na prąd nie ponarzekał 🙂 Wezwany z samego rana wczoraj spec z Elektrogazu zjawił się o 16:38 (akurat spojrzałem na zegarek) w telecentrum i z Paulem pojechał do domu zobaczyć co się dzieje. Po godzinie wrócili, Paul postawił przede mną speca jak na spowiedzi (mimo wszystko cały czas mnie tu traktują wyjątkowo) i się dowiedziałem, że cała dzielnica ma niskie zasilanie. Doraźne rozwiązanie to walka o ogień. To znaczy o prąd. Prąd się wyłącza u tego, kto ostatni włączy światło i dla niego już brakuje mocy. Dlatego trzeba cały dzień trzymać włączone światło tak aby nie być tym ostatnim, to może się uda mieć prąd i wieczorem. (Niestety się nie udało). Rozwiązanie już oficjalne to zmiana nam jakiegoś numeru dostępowego do prądu, ale w tym celu spec musi złożyć pismo do swoich szefów, a na to jest już dziś przecież za późno. Złoży we wtorek i być może (ale może i być nie) będzie prąd.

No dobra. To teraz ad rem. Dosyć narzekania. Zobaczcie, że inni tu mają jeszcze gorzej.

Nie wiem jak określić rozmiary Nyamaty, więc powiem, że idąc z naszego domu z jednego jej końca do telecentrum na drugim ich końcu, mijam dwanaście słupów elektrycznych przy głównej drodze. Ale za to jak policzyłem jednego dnia mijam także aż dwadzieścia dziewięć domów, które wyglądają jak po bombardowaniu. Brakuje ścian, czasem sufitów, przed resztkami budynków usypane są sterty gruzu i sterty cementu przygotowanego na odbudowę. Liczba ta się zmienia, a właściwie zwiększa. Gdy przyjechałem tu nawet nie zwróciłem na to specjalnej uwagi, ale nagle w jeden weekend wszystko zaczęło się walić. Zaczęto od zdejmowania dachów, potem w ruch poszły młoty. Gdy wracałem z telecentrum, zdarzało się, że dom, który widziałem jeszcze rano został już sprowadzony do fundamentów.

Dziwny widok. Gdybym był tu jeden dzień, akurat w dniu wyburzania pewnie bym zrobił kilka zdjęć i opisał, to jako pozostałość po 1994 roku. Że ludzie jeszcze nie doszli do siebie, że wszędzie widać ślady walki. Wyobrażam sobie nawet reportaż telewizyjny, w którym pokazywane są te obrazki, smutni ludzie, bose dzieci, a do tego ściszony, pełen żalu głos reportera.

Tak wygląda obecnie kilkadziesiąt domów przy głównej drodze Nyamata

Tak (lub nawet gorzej) wygląda obecnie kilkadziesiąt domów przy głównej drodze Nyamata

Jest jednak inaczej. Trochę śmiesznie, ale i trochę strasznie i smutno. Prawda jest taka, że dwa miesiące temu rząd nakazał by wszystkie domy przy głównych reprezentacyjnych drogach miast, które zbudowane są bez użycia cementu, zostały przebudowane od nowa. Ponoć tradycyjne laterytowe cegły lepione na mieszankę błota i słomy, choć z zewnątrz otynkowane niczym nie różnią się od pozostałych, to stanowią zagrożenie budowlane i są zwyczajnie brzydkie.

I co robi naród? Protestuje, że nie ma pieniędzy? Wypina się na rząd? Żąda nowych wyborów? Domaga się dofinansowania? Nie. Przebudowuje. Stąd te sterty gruzu jak na hura, obok nich sterty cementu i uwijający się robotnicy. Cały długi rząd domów w stanie rozbiórko – budowy.

Zresztą naród nie ma innego wyjścia. Przebudować musi. Bo jest i plan na tych, którzy nie posłuchają. Właśnie za kilka dni minie termin ultimatum jakie rząd dał ludziom. Jeśli ktoś nie wykona zadania (niezależnie od tłumaczeń, że nie mają pieniędzy na przykład) rząd da im szansę sprzedać dom razem z ziemią. A jeśli to się nie uda, dom zostanie po prostu zburzony.

Przebudowa zatem trwa, ale są i domy które dalej wyglądają nędznie i nikt ich naprawiać nie będzie. Domy nie mają okien, nie mają drzwi, wisi tylko jakaś zwiewna szmata. Niektóre nie mają ścian. Rozsypują się. Przed domem kobieta w misce robi pranie, biegają półnagie dzieciaczki machając wesoło na mój widok i krzycząc muzungu. Na jakiekolwiek przebudowy nie ma pieniędzy. Domu też nikt nie kupi, bo Nyamata nie jest atrakcyjna. Być może za kilka miesięcy będę o nich pisał „bezdomni”.

Ten dom jednak tak wyglądał jak jużz przyjechałem i zapewne tak będzie wyglądał jeszcze jakiś czas. Do momentu kiedy zostanie zburzony, a jego lokatorzy pozbawieni dachu nad głową.

Ten dom jednak tak wyglądał jak jużz przyjechałem i zapewne tak będzie wyglądał jeszcze jakiś czas. Do momentu kiedy zostanie zburzony, a jego lokatorzy pozbawieni dachu nad głową.

Advertisements

1 Response so far

  1. 1

    Krysia said,

    Smutne, że rząd nie daje żadnych dofinansowań do realizacji swojego pomysłu…


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: