Jak działa NTC?

)

Panoramiczny widok ze środka terenu NTC. Kliknij by naprawdę nieźle powiększyć 🙂

Otóż działa inaczej niż się spodziewałem. Społeczne Pracownie Edukacyjno – Komputerowe, w których się udzielam w Białymstoku to miejsce świadczenia szkoleń dla ludzi bezpłatnie; ewentualne finansowanie otrzymujemy z Microsoftu czy innych podmiotów zainteresowanych naszą działalnością. A główną „siłą roboczą” są wolontariusze tacy jak ja. Czegoś takiego więc spodziewałem się i tutaj.

Otóż nie. Tu wszyscy zarabiają (co prawda nędznie), a ludzie za usługi muszą wnosić symboliczne opłaty. Ponadto do pracowni przyklejone są inne „pomysły” dające Nyamata Teleservice Centre finanse na utrzymanie. Ale  po kolei.

NTC to całkiem spora działka położona na wylocie Nyamata w kierunku Kigali, ale nie bezpośrednio przy głównej drodze (nic więc nie trzeba burzyć). Na działce w pierwszej kolejności rzuca się w oczy budynek składający się z trzech części.

Część pierwsza, lewa, to pracownia komputerowa, biuro Paula i biurko Juliette i Pacifique. W pracowni komputerowej na co dzień Innocent prowadzi rano kursy komputerowe. Kurs kosztuje 50 dolarów ale za to trwa dwa miesiące (nie tak jak u nas w Białymstoku tydzień), w efekcie ludzie wychodzą stąd naprawdę dobrze wyuczeni (no… w miarę dobrze). Potem pracownia pełni funkcje odpowiednika polskiej kawiarenki internetowej: można przyjść połączyć się z siecią, można wydrukować coś… Oczywiście teraz ludzi jest jak na lekarstwo, bo piąty miesiąc nie ma internetu. Ale widuję czasem kogoś przepisującego jakieś teksty w wordzie. Dodatkowy zarobek to serwisowanie komputerów przyniesionych przez ludzi. Tylko, że przez cały czas mojego pobytu, był tu tylko jeden laptop w takim celu. Ludzie nie mają komputerów.

Za biurkiem jak już wcześniej pisałem dziewczyny sprzedają kody do prądu elektrycznego. To jedno z dwóch głównych i prawdziwych źródeł dochodu NTC.

Część środkowa to sala lekcyjna, w której Robert Sunde (wcześniej nie wiedząc jak się to pisze nazywałem go Sunday) za opłatą uczy języka angielskiego (a mnie kinyarwanda). Ponadto wynajmowana jest na różne spotkania. Widziałem już spotkanie ludzi chorych na AIDS, od wczoraj jest szkolenie wolontariuszy czerwonego krzyża w zakresie pierwszej pomocy (jutro będzie praktyka, więc może zrobię jakieś fajne zdjęcia).

Trzecia prawa część z niewielkim zadaszeniem po boku to restauracja i bar. To drugie źródło dochodu telecentrum. Przyjeżdżają tu ludzie nawet z samego Kigali! 🙂 Rano można zjeść omlet, po południu kozi szaszłyk lub dania ze szwedzkiego stołu (płacisz dwa dolary i jesz ile chcesz), wieczorem jak jest już ciemno sporo osób pije piwko czy drinki (ciekawostka: kobiety w tym kraju nie mogą pić publicznie, więc jeśli ktoś liczy na poderwanie dziewczyny w pubie, raczej się tu rozczaruje).

Dalej na panoramce za czarną folią widać wychodek. Czarna folia natomiast przysłania budowę kolejnej inwestycji Paula – hoteliku dla gości klasy VIP, jak sam to nazywa.

Dalej mamy bungalowy, w których przesiadują goście restauracji. Tak, dobrze widzicie: koło największego z nich jest stół bilardowy. Mogę grać za darmo, ale często nie korzystam. Kij nie ma tipa przez co bile poruszają się jak chcą 🙂 Zresztą cały stół jest nieźle zniszczony i pokrzywiony.

Dalej już nie widać nic ciekawego. Wielki teraz wyschnięty ogród/trawnik przed budynkiem. Ostatni budynek na zdjęciu jest już na innej działce.

Ponadto należy pamiętać, że Paul jest szefem Rwanda Telecentre Network, więc wiele spraw załatwia tu jako ktoś, komu podlega wiele ośrodków w całej Rwandzie. Na przykład sprzedaż prądu odbywa się w wielu miejscach w kraju i Innocent czasem (tak jak dziś) odwiedza inne telecentra by zebrać raporty finansowe. Kiedyś będę musiał się z nim wybrać by pozwiedzać. Niestety NTC nie ma samochodu i Innocent jeździ po kraju zwykłym busikiem, co zajmuje bardzo dużo czasu. Kraj jest mały, ale objechanie go całego zajmuje mu ponad tydzień.

Tak więc jak widać jest tu inaczej. Ludzie niestety muszą płacić. Ja jednak zapowiedziałem dla Paula, że wszystko co będę robić dla ludzi, musi być nieodpłatne, na co się zgodził. Ponadto cały czas go nawracam na ideę świadczenia usług za free tłumacząc skąd może uzyskać pieniądze. Czasem robi bardzo zdziwioną minę, tak jakby pierwszy raz słyszał o takim modelu pozyskiwania środków.

Gorzej będzie z krzewieniem idei wolontariatu. Gdy zapytałem ich czy chcieliby zostać wolontariuszami, zaczęli się śmiać i wzbraniać. Nie dziwię się – to kraj w którym ludzie przede wszystkim są biedni, więc jeśli pracować, to tylko za pieniądze. Wprawdzie Paweł z Paulem ma zamiar wskrzeszenia tu idei wolontariatu, ale sam czarno to widzę, ale i nie będę przeszkadzał. Paul pomysłowi przyklasnął, ale Paweł pamiętaj: Paul się na wszystkie nowe pomysły chyba zgadza 🙂 Gorzej będzie z ich wdrożeniem.

Advertisements

komentarze 4 so far

  1. 1

    Pawel said,

    Śmiej się śmiej…

    Jak dwa lata temu szukałem wolontariuszy do Naszych telecentrów (zwłaszcza w małych miejscowościach) to też sie wszyscy śmieli i pukali w głowy – a teraz co… mam ich tyle że eksportujemy ich do Rwandy 😀

    Zorientuj sie lepiej co motywuje ludzi do tego aby być wolonatriuszami w czerwonym krzyżu – jeśli odkryjesz to, może i do telecentrum jacyś sie znajdą?

    A co do Paula, to on dla mnie jest prawdzwym herosem i to że te wszystkie usługi w telecentrum są symbolicznie odpłatne to jest jeszcze lepiej niż aby były całkowicie darmowe. Gdybym potrafil coś takiego wprowadzić tu, co by działało – teżbym to zrobił od razu…

    Korzyści z modelu „social enterprise” jest od groma (i to raczej nie finansowych jak sam zdążyłes zauważyć – botu nie chodzi o maksymalizację stopy zwrotu, tylko o prób opłacalności i maksymalizację skali działania). Nie ma skuteczniejszego sposobu systemowego walczenia z bieda i wykluczeniami, niż stworzenie jakiegoś mechanizmu co bedzie przekształcał problem społeczny w jakąś szansę biznesową.

    „ZŁOTA DRABINA DAWANIA
    Pierwszy szczebel: dawać niechętnie.
    Drugi szczebel: dawać radośnie, ale nie według potrzeb.
    Trzeci szczebel: dawać radośnie i według potrzeb, ale dopiero wtedy, gdy o to poproszą.
    Czwarty szczebel: dawać radośnie i według potrzeb, nie czekająć, aż o to poproszą, ale składać swój dar w ręce ubogiego, zawstydzajc go w ten sposób.
    Piąty szczebel: tak dawać, aby potrzebujący znali swego dobroczyńcę, choć on ich nie zna.
    Szósty szczebel: znać obdarowanych, ale pozostawać dla nich nieznanym.
    Siódmy szczebel: dawać tak, aby nie wiedzieć, komu się pomaga, i aby obdarzany nie znał dobroczyńcy.
    I najwyższy szczebel w złotej drabinie dobroczynności: zapobiegać ubóstwu, ucząc zawodu, dająć komus pracę lub jeszcze w inny sposób
    zapobiegać potrzebie darowizny.”
    – Majmonides (uczony żydowski z XII wieku)

  2. 2

    Krysia said,

    Powodzenia!
    Ja wierzę, że się uda 🙂

  3. 3

    dunDer said,

    „Za biurkiem jak już wcześniej pisałem dziewczyny sprzedają kody do prądu elektrycznego. To jedno z dwóch głównych i prawdziwych źródeł dochodu NTC.” … Jak wygląda taki prąd na kody?

  4. 4

    dunDer said,

    Pytanie nieaktualne, bo już trafiłem na wpis na ten temat 😉


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: