Kryzys

Słowem wstępu. Artykuł ten pisałem w niedzielę około południa, ale podziałał on na mnie tak terapeutycznie, że kryzys minął. Dziś mam wszystko ekhm, gdzieś 😉 Zwłaszcza, że Paul nie znalazł póki co żadnego nauczyciela na szkolenie, więc zamiast szkolić, powolutku poprawiam stan obecnych tu komputerów. Miałem więc zamiar nie publikować tego wpisu, ale jednak zmieniłem zdanie z dwóch powodów. Po pierwsze niech każdy widzi, że tu nie jest tak do końca jak w raju i wszelkie małe przypadłości obecnej tu kultury przeważnie śmieszą, ale nie obejrzysz się gdy zaczynają doprowadzać cię do szału. Po drugie – co przesądziło – po tym jak Pawłowi napisałem, że nie mam obecnie sił pisać żadnego artykułu na żadną stronę, odpisał bym się nie lenił. Jeśli nie rozumisz jak Ci piszę, że mam kryzys, no to masz 🙂 Z dedykacją dla Pawła.

Ledwo się zmusiłem by otworzyć edytor i zacząć pisać. Najchętniej bym cały dzień leżał brzuchem do góry albo grał w Age Of Empires. Wszystko dookoła mi przeszkadza i czasem się powstrzymuję przed tym by nie kląć, lub by nie zjechać kelnera, który gdy zamówiłem śniadanie, przyniósł mi bułki, ale nie dał masła. Nie zna angielskiego, więc na migi pokazuje o co mi chodzi. A on mi przynosi kolejną bułkę, potem miód, potem drugi nóż i na końcu masło.

Wczoraj o 13:00 zniknął prąd. Innocent powiedział, że to nic, że zaraz będzie.

O 20:00 gdy było  już  ciemno w końcu zajrzał do skrzynki i powiedział, że to przez to, że skończył się limit kasy. Wysłać smsa się nie dało, bo padła sieć GSM. Potem się udało, ale elektrownia odesłała sms zwrotny, że system nie przyjął wysłanego kodu i proszę spróbować jeszcze raz. Tymczasem kasę za sms pobrano.

Około 23:00 zwróciłem uwagę, że wcześniej jak nie było kasy, wyświetlało się „No credit” a teraz jest „Low supply”. Stwierdziliśmy razem, że to zatem problem z elektrownią. Poszedłem spać.

Dziś o 11:00 przyszedł gość, coś pomajstrował i był prąd. I jest dalej, tyle, że jak Samuel zaczyna prasować, prąd się wyłącza.

Dopisek z poniedziałku: prądu nadal nie ma, a jest już prawie 16:00. Zanosi się na 3. noc po ciemku.

Innocent i Agathe przy świeczce. Tak spędziliśmy dwie ostatnie noce i zanosi się na to, że tak spędzimy kolejną.

Innocent i Agathe przy świeczce. Tak spędziliśmy dwie ostatnie noce i zanosi się na to, że tak spędzimy kolejną.

W tygodniu zgłosiło mi się na szkolenie więcej osób niż mamy podłączonych komputerów. Podłączyłem więc dwa kolejne, co nie było łatwe. Komputery były rozstawione, ale trzeba było wetknąć je do prądu. Z mozołem wygrzebałem jakąś listwę, która jako tako działała (czytaj: nie wyłączała się przy głośniejszym kaszlnięciu), na chwilę spuściłem komputery z oka i gdy spojrzałem znów,… nie było jednego monitora. Pytam Paula co jest, a on mówi, że a tak, że barman wziął bo potrzebny jest w barze. Mówię, że spoko, choć mówiłem, że instaluje kolejne komputery bo przyjdzie więcej ludzi, to mógł chociaż zapytać, ale se podłączę kolejny. Podłączyłem, coś grzebię, a tu wraca barman i na moich oczach wypina mi bez pytania komputery i zabiera listwę zasilającą. Potrzebna w barze. Jak się potem okazało potrzebowali jej barmani by sobie na kompie puszczać piosenki z winampa. Wolałem zacisnąć zęby bo się tak gotowałem, że bałem się by nie powiedzieć za dużo.

I dobrze. Z zapowiedzianych siedmiu osób na szkolenie przyszły dwie.

Szkolenia prowadziłem wieczorem. Zaczynały się o 17:00 gdy było jeszcze widno, a kończyły po 19:00 w całkowitej ciemności. Nie tylko na zewnątrz, ale właściwie to i w sali. Sala ma rozmiar zwykłej sali lekcyjnej w polskiej szkole. W Polsce mamy pod sufitem w takiej sali z dziesięć jak nie więcej jarzeniówek. Tutaj są dwie 60-watowe żarówki. Ludzie siedzą z nosami w klawiaturach wypatrując klawiszy, a gdy zwróciłem na to uwagę Paulowi, nie widzi problemu i planuje, że kolejne szkolenia, te już prawdziwe, będę też prowadził nocą.

Tak wyglądało 2/3 czasu spędzanego na kursie w ostatnim tygodniu. Palcem z pamięci musiałem im na klawiaturach pokazywać gdzie są jakie przyciski.

Tak wyglądało 2/3 czasu spędzanego na kursie w ostatnim tygodniu. Palcem z pamięci musiałem im na klawiaturach pokazywać gdzie są jakie przyciski.

Są kłopoty z prowadzeniem szkoleń dla pięciu osób, bo prowadzę w pojedynkę. Muszę tłumaczyć i pokazywać równocześnie, tłumaczyć trzy razy, bo nie każdy rozumie co mówię do niego. W Polsce szkolenia mieliśmy dla 15 osób, ale po polsku i prowadząc w trzy osoby. I po tygodniu szkoleń mieliśmy tydzień lub więcej odpoczynku.

Tymczasem apetyt Paulowi rośnie w  miarę jedzenia. Jako, że mimo wszystko przyjechałem tu do pracy, a nie na wakacje, zgodziłem się, że poprowadzę szkolenia w grupach 10-osobowych dwie godziny dziennie. Bez przerw urlopowych. W czasie rozmowy z nauczycielami Paul przemienił to w 3 godziny, bo nauczyciele tak chcieli. OK, może dam radę.

Na następny dzień rano pyta mnie czy grupy mogą być 15-osobowe. Mówię, że nie. Więc mnie pyta czy jak zostaniemy przy dziesięciu to czy mogę prowadzić dwa 3-godzinne szkolenia dziennie.

Wieczorami jak siadam przed Internet to zamiast gadać z ludźmi na GG, kłócę się z nimi. Pierwszy raz w życiu zmieniłem status na ukryty, bo dobija mnie, że gdy tylko ktoś mnie zobaczy, pyta jak tam jest w tej Afryce. Kilka osób na raz. Odpowiadam pytaniem czy czytali bloga (mam adres w statusie) to mówią, że jeszcze nie, ale przeczytają. Podejrzewam, że niedługo zacznę ich blokować. „Przyślij pocztówkę, przywieź mi coś, jak tam jest, a po co w ogóle tam pojechałeś, kiedy wracasz”. W kółko te same pytania.

Do tego coraz wpada Paul i pyta czy używam modemu, bo on też chce. Modem w pracowni nadal nie naprawiony. Paul przestał nawet dzwonić z pytaniem kiedy będzie.

Ale są i nowości. Poczta zgubiła faktury jakie przesyłałem do Krysi jeszcze przed wyjazdem (faktury na około 200zł i jak ich nie będzie, MSZ nie zwróci kasy). Może i znalazła, bo jak się dowiedziałem od siostry były ponoć jakieś awiza w mojej skrzynce na początku sierpnia, ale nikt ich nie podjął, bo lokatorzy zamiast choćby zadzwonić do mojej mamy jak ich prosiłem jak coś będzie się działo, nie zrobili nic. Przesyłki poszły więc gdzieś w świat do działu korespondencji nie doręczonej, a mi siostra pisze, że zawalam ich moimi sprawami. Do tego Paweł raz na jakiś czas podsyła mi wizję co ja bym tu jeszcze mógł robić. (Jeszcze! Tak jakbym siedział tu i odpoczywał). Napisz artykuł, zorganizuj to, zorganizuj tamto. Paweł, nie teraz. Czwarty dzień gotuję się w środku i krew mnie zalewa. Jutro mam prowadzić pierwszą dziesięcioosobową grupę szkoleniową. Paul miał dziś dzwonić (dzień przed szkoleniem, bo w niedzielę jest taniej) i zapraszać nauczycieli, a tymczasem siedzi obok i gwiżdże sobie w rytm piosenki lecącej z jakiegoś radia. Nie chce mi się już mu o tym mówić czwarty raz.

Do tego z zewnątrz cały czas mam być miły i uśmiechnięty, bo tu wszyscy są mili i uśmiechnięci. Boję się, że jak wybuchnę, albo chociaż donośnie powiem każdemu kto nawala, że nawala, to się obrażą i będzie po zabawie.

Tak, mam kryzys. Pomyślałem, że chociaż na blogu nie będę udawał, że jest ok. Niech ktoś przeczyta z tych, którzy jeszcze nie wyjechali na wolontariat i zobaczy jak to wygląda naprawdę. Może to komuś pomoże. Pamiętam ze szkolenia, że kryzys miałl przyjść i oto jest, ale i kiedyś pójdzie, więc trzeba przeczekać. Mam nadzieję, że szybko się poprawi. Idę grać.

Uwaga (dopisek): Uprzejmie zawiadamiam, że uwaga o pytaniach o pocztowkach nie dotyczyla nikogo, kto taką pocztówkę ma obiecaną (czyli Doroty Ha. na przykład lub bliskich, komu obiecałem wysłanie przed wyjazdem). Dobijają mnie osoby, które w jednej rozmowie na GG potrafią poprosić o pocztówkę, a zarazem wykazać się nieznajomością gdzie jestem, co robię… Na pocztówkę trzeba sobie zasłużyć wygrywając ją w konkursie ze znajomości bloga 😉

Advertisements

komentarzy 15 so far

  1. 1

    mar said,

    tak. masz rację. graj. a co!
    tak. zablokuj. skrzycz.

    trzymam kciuki, żeby kryzys szybko minął. i bezboleśnie.

    a gdybyś przyjął [ot tak, dla zabawy] postawę tych, którzy dookoła Ciebie. na jeden dzień udał, że aż tak bardzo Ci nie zależy, aż tak bardzo nie musisz. po dwóch dniach takiej gry zostanie zauważone, że jednak się starasz. czasami łatwiej jest coś zauważyć, gdy tego nie ma.

    więc się nie uśmiechaj. bo po co.

  2. 2

    Robert said,

    podpisuję sie pod słowami poprzednika, weż przykład z tubylców i zachowuj sie tak samo jak oni to znaczy luzik ;))) ja wiem ze tak łatwo pisac ale szybko osiwjejesz jak bedziesz tak mocno sie przejmował, wiesz musisz stać sie jednym z nich ;))) dasz rade 😉
    pozdr

  3. 3

    Dorota Ha. said,

    Przestań sie mazać. I poskrom swoją wyobraźnię.

  4. 4

    Pawel said,

    Bla, bla, bla… ale jestem biedny – szkolenie na 15 osób prowadziliśmy w Białymstoku w 3 osoby a tu sam, bla, bla… 😉

    Ja rok temu, pod koniec września prowadziłem przez kilka pierwszych tygodni dwie 15 osobowe grupy jedna po drugiej. Hardcore na maksa. Byłem padnięty jak świnia, ale dałem jeszcze radę z rekrutować Emilkę, innych wolontariuszy i dokończyć pisanie pracy magisterskiej (czego nie dałem rady zrobić przez wcześniejsze 4 lata).

    Kaszka z mleczkiem to nie była, drugi raz bym już tak nie chciał – ale wszystko się da…

    Zaangażuj więc Innocenta, Paula lub jego laski aby Ci w nim pomagały. Może jeszcze kogoś z wioski – może się czegoś nauczą i polubią uczenie innych… Jak się im nie będzie chciało to możesz ich czymś przekupić 😉 Pokombinuj, wymyśl coś…

    A co do wybuchnięcia – nie wiem jak zareagują w Afryce, ale w Azji by się uśmiechnęli, popatrzyli by jak na wariata i zaczęli ignorować w przyszłości.

    Cieszę się że kryzys Cię dopadł! Bardzo dobrze… to jest właśnie część doświadczenia jakie zbierasz. Nie można się rozwinąć, tkwiąc w swojej strefie komfortu. Tylko wychodząc poza nią, doświadczamy czegoś nowego, uczymy się.

    Nikt tu się jednak nad Tobą nie będzie rozczulać – masz dokładnie to czego chciałeś. Przestań się opieprzać z „Age of emipires”. Czekamy na artykuł dla Telecentre-Europe – może być o różnicach kulturowych w projektach i kryzysie jaki dopada na wolontariacie!

    Powodzenia! 🙂

  5. 5

    magda said,

    Paweł jest wielki-musi jechać do Afryki-Koniecznie!!!!
    Paweł dasz rade co to dla Ciebie.

    Brat lej na wszystko-idz do baru upij sie ja stawiam:)weź rachunek to zabawie sie w MSZ i Ci zwróce:P na spółe z mamą hehe.

    Buziaki

  6. 6

    Pawel said,

    Planuje, planuje 😉 Wcześniej jednak planuje wylądować w Indiach, Nepalu, Polinezji lub gdzieś indziej w Azji…

    Po prostu lubię duże krewetki!

  7. 7

    magda said,

    a co z nimi robisz? tzn z krewetkami?

  8. 8

    mar said,

    i tym sposobem nastało ożywienie. blog żyje. komentarze funkcjonują. ludzie czytają. reagują. oto pierwszy symptom zażegnywania kryzysu. gasimy Ci ten kryzys. chcesz czy nie.

  9. 9

    karola said,

    a ja mysle ze nie chodzi tylko o roznice kulturowe, brak pradu czy zmeczenie… konrad jest tam zupelnie sam:( kazdy normalny czlowiek po pewnym czasie zaczyna tesknic za czyms… moze nawet jeszcze nie wiedzac o tym ze teskni 😉 nie kazdy moze jechac w takie miejsce, do takiej pracy z kims bliskim, chocby z jakims innym wolontariuszem do ktorego mozna normalnie powiedziec, pogadac w swoim jezyku, czasem przeklac czy zazartowac… konrad jest w rwandzie – i jest tam sam 😦
    ale nic sie nie martw – jestesmy z toba! zurawia zabrales?! to czytaj 🙂

  10. 10

    kkarpieszuk said,

    marcelina: bardzo bym chcial, ale caly czas wisi nade mna widmo, ze po pworocie bede musial sprawozdac do msz relacje z pobytu 🙂 i co im napisze? 🙂 „lezalem brzuchem do gory, popijalem fante przez slomke w spokoju czekajac az paul sie ruszy i znajdzie mi nauczycieli i wlacza prad”. ja jednak chce sie wykazac 🙂

    mar: wlasnie 🙂 chyba musze zaczac pisac czesciej w katastroficznym tonie, to wiecej komentarzy bedzie 🙂

  11. 11

    Andrzej N. said,

    Helo, Konrad mam prośbę malutką tak dla ogółu ludności?
    Czy możesz coś napisać o tym kto sprawuje władzę tam, policja, wojsko?
    Czy ją widać, czy reaguje?
    Nie pisałeś o tym a zastanawia mnie to, bo do kogo „o pomoc” się udawać.

  12. 12

    kkarpieszuk said,

    andrzej: sam nie wiem. jest policja, jest czasem i wojsko. z policja jestem w dobrych kontaktach (pozdrawiaja mnie jak mnie mijaja) ale nie wiem na ile mozna na nich liczyc. poki co nie ma takiej potrzeby. rwandyjczycy to niespotykanie pokojowi ludzie, przynajmniej wobec mnie

  13. 13

    magda said,

    a policja też z maczetami?? czy maja jakieś inne pałki??-oprócz oczywiście tych chym chym w spodniach:)??

  14. 14

    Krysia said,

    Czytam to dość późno i z bardziej aktualnych wpisów widzę, że interwencja psychologiczna nie jest już potrzebna 😉

    Trzymaj się i bądź asertywny, jeśli coś jest dla Ciebie nie tak!

  15. 15

    Ewunia said,

    Na początku – cześć Madzia – nie wiem czy mnie pamiętasz? Koleżanka Konrada z Zakopanego a właściwie z Lublina!
    Popieram pomysł upojenia alkoholowego. To tez w końcu, jak by nie patrzeć, jakieś doświadczenie. Moze by Konrad opisał jak szybko i ile trzeba wypić by mieć humorek, ile by paść, ile by wszystko mieć gdzieś itp.
    Jak by co – tez się mogę dorzucić:)

    Kondraku! Jeśli jakimś cudem któregoś dnia internet będzie śmigał jak te Twoje białe ptaszki – to możemy się spyknac na skajpie (ha ha ha ) i pogadamy przy napojach wyskokowych. To tak na wszelki wypadek – cuda czasami się zdarzają! buźka


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: