Języki Rwandy

Pisane 4 sierpnia w poniedziałek, gdy w Polsce zaczyna się już noc, a w Rwandzie już dawno jest, choć jesteśmy w tej samej strefie czasowej.

Wydaje mi się, że ten temat mogę już dość dobrze opisać. Encyklopedyczne stwierdzenie, że w Rwandzie są trzy języki urzędowe – angielski, francuski i kinyarwanda – to stanowczo za mało. I nie chodzi o to, że jest ich więcej, ale o to jakie one są i jak należy na przyszłość podchodzić do stwierdzenia, że coś jest w Afryce urzędowe.

Przed przyjazdem obawiałem się, że będę miał problemy ze zrozumieniem Afrykańczyka – z uwagi na inny akcent w języku angielskim i to, że Afrykańczycy mówią szybko.

Rozmowa na pokładzie samolotu z Lyse z Rwandy mnie uspokoiła: mówiła wolno i zrozumiale. Podobnie Paul zaraz po odebraniu mnie z lotniska i w pierwszy wieczór.

Niestety drugiego dnia pojawiły się problemy z akcentem, nawet u Paula. Nie jest to nic wielkiego, bo mimo wszystko da się rozmawiać, ale potrzeba chwili czasu by wspólnie ustalić co to jest, co jest wymawiane jako „kaji” lub na przykład „karnisza”. Otóż „kaji” to sposób w jaki Rwandyjczycy wymawiają słowo car, a zapewne nikt nie zgadnie, że „karnisza” to culture.

Ja też nie zawsze jestem rozumiany z moim angielskim. Czasem wystarczy powtórzyć zdanie jeszcze raz, a jeśli to nie skutkuje, powiedzieć innymi słowami. Ostatecznie udaje się porozumieć, choć niestety jest spora grupa osób, które chyba nie chcąc mnie urazić, nie przyznają się, że nie rozumieją co mówię. Wynika to z kontekstu rozmowy. Pytam o coś, a dostaję odpowiedź Ok. Albo dla przykładu jak miałem jechać do Kigali do internet cafe. Siedziałem akurat z Moambi, on opowiadał mi już teraz nie pamiętam o czym, gdy dostałem smsy z Polski, że mam szybko dać znać, że żyję. Mówię więc Moambi, że muszę jechać teraz do Kigali, a on, że ok i dalej kontynuuje swoją przemowę. Ja mu, że nie, że przepraszam, ale dokończymy później, a teraz idę, on znów się uśmiecha, mówi ok i dalej swoje.

Schlebia mi jednak, że wszyscy uważają, że angielski jest moim językiem naturalnym. Co chwila słyszę, nawet od Paula, pytanie How it is in your language?, wskazuje palcem na coś, a ja już się zorientowałem, że nie mam powiedzieć jak to jest po polsku, ale pytający akurat zapomniał jak to jest po angielsku. Potem tłumaczę, że w Polsce mówi się po polsku, a angielski to nie jest mój język, a rozmówca jest zdziwiony.

Pochwalę się też, że choć obawiałem się, że na rozgadanie się w języku angielskim będę potrzebował tygodni, już w Berlinie sam siebie zaskoczyłem wspólnym żartowaniem sobie z kobietą w informacji na dworcu. I potem było coraz lepiej. Kiedy to piszę when I am writing this, cały czas all the time w głowie in my head samo mi się układa it is constructed itself, jak to powinno być how it should be po angielsku in english. I tak cały czas 🙂

Jest jednak pewna grupa osób, które angielskiego nie znają w ogólę. Mieszkamy tu sobie w domu teraz w piątkę: ja, Paul, Innocent, Agathe i Nelly. Niedługo dołączy Pacifique. Z tych osób Nelly i Pacifique w ogóle nie mówią po angielsku i nie mam z nimi w ogóle kontaktu (Nelly próbuje nawiązać kontakt na migi, dziewczyna Paula cały czas stara się mnie unikać).

Spora grupa osób ma problemy z angielskim. Z Agathe często się nie rozumiemy i dlatego usilnie próbuje mnie nauczyć kinyarwanda, ja natomiast staram się ją zachęcać do mówienia po angielsku. Bo jak już się rozgada, jest ok. Innocent jest całkiem dobry w tym języku, choć też czasem muszę coś powtórzyć. (A może to moja wina?). Z Paulem nie miałem dotąd większych problemów.

Tyle o angielskim. Francuski.

Mu poświęcę mało czasu, bo nie znam tego języka właściwie (Że parle franse en peł, że ne komprempa tła… es ke wu parle lenglez? – to właściwie wszystko). Niestety dla mnie, a na szczęście dla zapewne niektórych, Rwanda to kraj frankofoniczny i podejrzewam, że każdy mówi tu po francusku. Za wyjątkiem dzieci. One mówią i rozumieją tylko w kinyarwanda. Francuski jest uczony dopiero w szkołach obowiązkowo.

Zauważyłem jednak, że kanadyjski wolontariusz z Quebecu, gdzie francuski jest językiem naturalnym, rozmawiając z kierowcą też musiał mu czasem coś powtórzyć drugi raz wolniej.

Oczywiście najlepiej jest znać kinyarwanda. W nim mówią wszyscy, nawet Maombi, który mówi, że jest z Kongo i dla niego językiem naturalnym jest swahili, ale kinyarwanda się nauczył. Kinyarwanda to inna grupa języków niż swahili, to język grupy bantu. Na razie bez specjalnych lekcji nauczyłem się zwrotów najczęściej używanych: przy powitaniu, przy stole, w sytuacji gdy dziecko widzi białasa (krzyczy muzungu). Rwandyjczycy przekonują mnie, że to język prosty i szybko się nauczę. Nie jestem tego taki do końca pewien, ale spróbuję 😉 Wyrazy i zwroty nie wchodzą same do głowy, dziwna jest zasada łączenia wyrazów i gramatyka, dziwny szyk. Dla przykładu całe zdanie „Ja nie mówię w kinyarwanda” to jeden wyraz ‘ntakinyarwandanzi (wymawiany „ntakniarłandanzi”). Bardzo chcę się nauczyć, kupiłem sobie zeszyt, w którym spisuję, to co mnie próbują ludzie nauczyć (a próbują wiele, co chwila ktoś coś podpowiada) i od czasu do czasu powtarzam sobie. Przede mną też zorganizowane lekcje.

Więcej jezyków w Rwandzie, a właściwie w Kigali i Nyamata, po których jak dotąd się poruszałem, nie ma. Ale zapewne tak jest i w całym kraju – Rwanda jest dumna z tego, że jest jedynym chyba w Afryce krajem spójnym historycznie i kulturowo. Ale nie spójnym kastowo, nie można zapominać, że ludzie tu są uporządkowani w hierarchicznej strukturze, której na razie nie będę opisywał, dopóki dobrze nie zrozumiem; mam w ogóle wrażenie, że to będzie najtrudniejsze. Trudniejsze nawet od nauki kinyarwanda.

Reklamy

komentarze 2 so far

  1. 1

    obserwatorTwojegoBloga said,

    Rwanda patrząc na większość krajów afrykańskich jest malutka, wielkości polskiego województwa. Jak na taki obszar 3-4 języki to i tak dużo. Kinyarwanda to ich naturalny język, francuski-kolonizatorów, swahili pomocniczy do porozumiewania się z sąsiadami i pewnie wprowadzili angielski żeby pokazać się światu z lepszej strony. Język urzędowy oznacza mniej więcej tyle, że w tym języku można załatwić sprawy w biurach i urzędach, gdzie powinna zawsze znaleźć się osoba znająca ten język, oficjalne dokumenty są w nim publikowane itp. Natomiast ludność tubylcza może go nie znać prawie wcale. Swoją drogą podoba mi się imię, a może to ksywa jednego z gości których opisujesz -Innocent, niewinny? 🙂 Jeszcze apropo demografii, jak na ten rozmiar, żyje tam stosunkowo dużo ludzi 10.000.000, stąd nic dziwnego że nawet z dala od miasta spotykasz tłumy, musi tam być duże zagęszczenie na km2. Swoją drogą, jedną z przyczyn konfliktu w 1994 było przeludnienie… mam nadzieję, że to się już nie powtórzy, ale nigdy nic nie wiadomo.

  2. 2

    kkarpieszuk said,

    tak innocent to imie a nie ksywa 🙂 swoja drogą nie takie dziwne: w Polsce mamy (przynajmniej w kalendarzu) imię Innocenty


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: