Strach, stres i inne wątpliwości

Do lądowania w Rwandzie pozostaje już tylko 5 niepełnych dni. I muszę się pochwalić: od kilku dni już się nie boję. 🙂 Bo się bałem, choć strach nie był wielki i nieustanny; być może powinienem temu tematowi poświęcić nieco miejsca na blogu; tak żeby inni ewentualni wolontariusze czytający zobaczyli, że i mnie to spotyka i jak sobie z tym radziłem.

No dobrze… Wpis miał być o czymś innym, ale faktycznie może kwestie stresu są istotne, więc napiszę o nich teraz. To coś innego zostawie na wpis kolejny.

Zacznę od tego kiedy się cieszyłem. Pierwszy raz się cieszyłem gdy dowiedziałem się o możliwości wyjechania do Afryki. Kolejny raz się cieszyłem, gdy udało mi się napisać projekt. Tu cieszyłem się głównie z faktu napisania, a nie jechania do Afryki.

Prawdziwą radość w podskokach i to dosłownie (wrzeszczałem jak debil na całe mieszkanie) przeżyłem, gdy dostałem z MSZ maila z informacją o wstępnej akceptacji mojego wniosku. Równie wielka i skoczna radość była, gdy projekt uzyskał ostateczną akceptację i klamka zapadła.
Teraz jest właśnie kolejny okres radości. Autentycznie nie mogę się już doczekać, kiedy będę w Rwandzie. 🙂

W między czasie była duma z faktu wyjazdu. Super było czuć, że zrobię coś wyjątkowego niesztampowego.

Ale pomiędzy okresami radości następowały krótsze lub dłuższe, silniejsze i słabsze okresy strachu i wywołanego nim chyba stresu.

Po napisaniu projektu pierwszy raz tak naprawdę dotarło do mnie na co się tak naprawdę porywam. I pojawiła się myśl, którą eufemistycznie można by wyrazić słowami „nic by się nie stało, jeśli wniosek nie zostałby przyjęty”.

Dość spory strach pojawił się po szkoleniu w MSZ. Po pierwsze gdy uświadomiono nam wszelkie zagrożenia, z jakimi się spotkamy. Kradzieże, napady, szok kulturowy, choroby i być może nawet śmierć. Po drugie gdy skonfontowałem swoje warunki wyjazdu z sytuacją innych wolontariuszy; z nas wszystkich to chyba ja jadę najbardziej sam i najbardziej będę musiał liczyć sam na siebie. W taki strachu trwałem na ostateczną akceptację lub odrzucenie wniosku. Trwałem, bo postanowiłem sobie, że skoro tak wiele już zrobiłem, teraz się nie wycofam. Ostateczna akceptacja z miejsca zamieniła strach w radość.

Ostatnia faza lęku trwająca do powiedzmy przedwczoraj, to faza „strachu utajonego” i rozniecanego. Tu już się raczej nie bałem, a paradoksalnie teraz właśnie wszyscy prowokowali mnie do przemyśleń pytaniami czy się boję. Słyszałem je niemal codziennie. Trwałem w fazie que sera, sera, a ciągłe pytania i świadomość szybko upływającego czasu i tak wielu zadań powodowały stres. Byłem nerwowy i słabo komunikatywny. Na wszelkie złe wieści reagowałem gwałtownie (sorry, Krysia za „krzyczenie” 😉 ). No po prostu stres.

Ale udało się go pokonać.

Po pierwsze plan działań. Wiedziałem co mam jeszcze zrobić i ile mam na to czasu. Po raz pierwszy w widocznym miejscu mieszkania pojawił się kalendarz.

Po drugie nauczyłem się reagować na nagłe negatywne zwroty akcji. Gdy okazywało się, że coś się opóźnia, powodowało to u mnie nerwowość i załamywanie rąk. Ale zauważyłem ciekawą sprawę: Gdy coś miało się opóźnić, zaglądałem do planu działań i patrzyłem co sobie zaplanowałem jako następne, do wykonania nazajutrz. I robiłem to od razu. Po chwili miałem wrażenie, że wyprzedziłem plan i zły nastrój mijał. Polecam! Nie poddawajcie się paraliżowi. Po prostu coś zróbcie, co mieliście zrobić jutro.

Po trzecie już jestem spakowany 🙂 Może nie dosłownie w walizce, ale choć do wyjazdu jeszcze 5 dni, ja już mam wszystko zrobione, co miałem zrobić. Teraz tylko czekam, a to powoduje, że zamiast się stresować, niecierpliwię się kiedy w końcu już tam będę 🙂 Czuję, że mógłbym jechać choćby jutro.

Po prostu nie mam już czym się stresować.

Reklamy

komentarze 3 so far

  1. 1

    Krysia said,

    🙂 strach ma wielkie oczy. Na miejscu – przez słońce – będziesz musiał je zmrużyć i będzie dobrze 🙂

  2. 2

    Pawel said,

    Nie zapomnij pozdrowić od Nas goryli… 🙂

  3. 3

    Damian said,

    Wszystko bedzie dobrze tylko nie zapomnij o M16 :>


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: