Z kartą czy bez?

W ciągu kilku ostatnich dni pojawił się problem finansowy: jak do Rwandy przetransportować ze sobą pieniądze? Od początku zakładaliśmy, że pieniądze będę trzymał na polskim koncie, a na miejscu wypłacał za pośrednictwem jednego z rwandyjskich banków.

Szukając informacji jaką kartę lepiej wziąć ze sobą – Visa czy MasterCard – niespodziewanie okazało się, że… w Rwandzie nie ma bankomatów 🙂 Ponoć rok temu ktoś jakiś widział w Kigali, ale nie działał (działa nie).

Cóż, lepiej późno niż po przyjeździe. Doczytałem, że inną formą transportu dużej ilości pieniędzy (poza gotówką, wolę nie trząść się co chwila ze strachu czy nadal mam pieniądze, czy ktoś je ukradł) są czeki podróżnicze. Wygląda to bardzo wygodnie: polski bank wydaje ci czeki w dowolnych nominałach w dolarach (można i w innych „międzynarodowych” walutach). Przy zakupie ich podpisujesz je w jednym rogu. Na miejscu idziesz do lokalnego banku, prosisz o wymianę na walutę lokalną i podpisujesz w drugim rogu. Jeśli podpisy się zgadzają, jesteś autoryzowany i dostajesz pieniądze. W przypadku kradzieży czeków dzwonisz do wystawcy (najprawdopodobniej American Express) i po krótkim czasie otrzymujesz duplikaty (poza czekami w Polsce dostajesz kartę z ich spisem wraz z numerami, należy ją trzymać z dala od czeków).

Niestety i tu są problemy; nie na miejscu a właśnie w Polsce. Bardzo trudno je w dzisiejszych czasach dostać. Dzwoniłem do biura AmEx-u, gdzie dowiedziałem się, że o czeki należy pytać w bankach PEKAO. Z hrup dyskusyjnych wiem, że często banki mają tylko teoretyczną ofertę czeków, a przy próbie zakupu dowiadujemy się, że nie mają ich na stanie. Zadzwoniłem więc do lokalnego I oddziału PEKAO w Białymstoku.

Czeki na szczęście mają. Tyle, że aby je kupić, należy założyć tam rachunek. No nic.

Zacząłem się jednak trochę zastanawiać. Dziś akurat ukazały się dwa ciekawe artykuły odnośnie Rwandy. W jednym przeczytamy, że gotowa jest już ustawa wprowadzająca w Rwandzie elektroniczne prawa jazdy, w drugim, że na dniach mieszkańcy Kigali otrzymają elektroniczne dowody osobiste. Jak w kraju elektronicznych dokumentów może nie być bankomatów? 🙂

Wysłałem maila z pytaniem o to do Paula, szefa mojej organizacji przyjmującej, ale jak przystało na typowego Afrykańczyka, Paul ma zwyczaj odpowiadać na maile z tygodniowymi opóźnieniami lub nie odpowiadać w ogóle. 🙂

A może ktoś z Was wie coś więcej na ten temat?

==

Z innej beczki.

*

Krysia obudziła mnie dziś telefonem z informacją, że kupiła już mi bilet lotniczy. Wylatuję około 6 rano 31 lipca z Berlina, przesiadam się na kolejny samolot w Brukseli i jestem na miejscu w Kigali o 18.45 tego samego dnia. Wracam tą samą trasą w połowie listopada.

**

Pretensji za obudzenie nie mam, naprawdę. W końcu skąd ktoś może wiedzieć, że w południe jeszcze śpię? 😉

***

Powiedziałem mamie ile kosztuje bilet lotniczy do Rwandy i wyjaśniła się zagadka dlaczego tak wiele osób chce do mnie przylecieć w odwiedziny, a ja jestem zdziwiony, że im się naprawdę chce tyle wydawać. Ciocia nawet powiedziała mamie, że zafunduje jej bilet lotniczy i przylecą we dwie.

Otóż ludzie w dobie tanich linii lotniczych nie zdają sobie sprawy ile kosztuje taki bilet 🙂 Zatem oznajmiam: jako, że przez 3,5 miesiąca zapewne nie będzie mi dane spotkać żadnego Polaka i przez to będę tesknił za pogadaniem z kimkolwiek po polsku, z wielką chęcią ugoszczę każdą osobę, która mnie odwiedzi. Przy czym musicie wiedzieć, że bilet w dwie strony kosztuje ponad pięć tysięcy złotych. Mama po tej informacji zrezygnowała z odwiedzin 😉 Ale naprawdę wszystkich zapraszam!

****

Jako, że wylatuję z Berlina wcześnie rano, zapewne Białystok opuszczę conajmniej dzień wcześniej. Może uda się wszystko tak zgrać, że od razu załatwię sobie wizę w ambasadzie Rwandy w Berlinie (póki co plan jest taki, że uzyskam ją na granicy rwandyjskiej na lotnisku). Będę musiał też poszukać jakiegoś noclegu; może w końcu pierwszy raz zagoszczę u kogoś z HospitalityClub? Dotąd to u mnie ludzie nocowali (nawet na dziś mam zapowiedzianych gości z Estonii wracających z Open’era), czas wziąć odwet!

A może jest tu ktoś z Berlina kto mnie przetrzyma kawałek nocy u siebie?

Reklamy

komentarzy 5 so far

  1. 1

    Pawel said,

    Oprócz czeków podróżnych (jeśli boisz się wziąźć większa ilość gotówki ze sobą) możesz organizować sobie regularne transfery Western Union…

    W sumie jest dość drogie, ale może MSZ pokrywa dodkowo takie koszty?
    http://www.westernunion.com.pl/cennikpln.htm

  2. 2

    kkarpieszuk said,

    WU juz wczesniej widzialem, ale wlasnie odpada ze wzgledu na koszty. MSZ nic dodatkowo nie pokrywa, trzeba sie zmiescic w przeznzaczonej kwocie wraz z kosztami obslugi

  3. 3

    Pawel said,

    To na wszelki wypadek podzieliłbym srodki na rozne grupy:
    – czesc zaladowlabym w czeki (ktore takz nie musza byc latwo realizowalne)
    – czesc wzialbym w gotowce
    – czesc zostwilbym na rachunku w Polsce (moze akurat jakis bankomat w ciagu ostatnich tygodni zamontowali i spokojnie da sie z niego wyplacac; a jesli nie to zawsze przez internet bedziesz mogl te pieniazki przelac mamie a ona zrobi Ci transfer Western Union)

    Tak czy siak bedziesz gotowy na rozne scenariusze.
    „Nie ma co wszystkich jajek trzymac w jednym koszyku”.

  4. 4

    Krysia said,

    Spałeś jeszcze o tej porze???

    To dlatego nie zauważyłam z Twojej strony żadnej entuzjastycznej reakcji? 😉 Ja chyba byłam bardziej nakręcona z powodu spacerowania po Poznaniu z biletem do Rwandy w torebce niż Ty w tamtym momencie 😉

  5. 5

    Krysia said,

    Jeszcze a propos kontaktów z Polakami. Nie zapominaj, że załatwiam Ci kontakt do polskiej siostry zakonnej, którą zlokalizowałam w Rwandzie!
    Ja poznałam wielu polskich misjonarzy w Ghanie. Bardzo się cieszyli, kiedy ich odwiedzałam 🙂 Niektórzy mieszkając w zakątkach kraju, które rzadko są odwiedzane przez podróżników.


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: