Czy ktoś pożyczy? – część II

Ostatecznie do Rwandy pojadę bez laptopa. Przez to kontakt z Polską ograniczy się zapewne do wysyłania pocztówek do przyjaciół i rodziny, edycja tego bloga skończy się gdzieś pod koniec lipca, tuż przed wyjazdem, a szkolenia będę prowadził w większości czysto teoretycznie. Na szczęście brak aparatu fotograficznego nie będzie tu aż tak dużym problemem. Umiem mniej więcej rysować, więc sobie naszkicuję gdzie byłem. Kto wie: może po mojej śmierci będą to naprawdę cenne prace?

Tak to sobie mniej więcej wyobrażałem jeszcze wczoraj rano. Dlatego do pisania poprzedniego wpisu podchodziłem jak pies do jeża, bez wiary w jakikolwiek pozytywny odzew.

Na szczęście się pozytywnie rozczarowałem 🙂 Już w kilka chwil po publikacji zaczęły się odzywać pierwsze osoby, a ostateczna ich ilość naprawdę mnie zaskoczyła. Dostałem kilka wstępnych ofert pożyczenia zarówno aparatu (tych było więcej) jak i laptopa.

Najkonkretniejszą ofertę – tak konkretną, że wszystko zostało już załatwione do tego stopnia, że mogę pisać o tym jak o fakcie dokonanym – otrzymałem od Bartosza Bubaka pracującego w firmie IMPAQ Polska. Prezes tej firmy już wyraził zgodę na pożyczenie zarówno aparatu cyfrowego jak i laptopa! Pozostaje mi tylko odebrać sprzęt z siedziby w Warszawie. W przyszłym tygodniu będę przez Warszawę przejeżdżał do Poznania na szkolenie przedwyjazdowe, być może więc będzie to dobra ku temu okazja.

Okazuje się więc, że faktycznie są jednak firmy zainteresowane filantropijnością. Tak jak pisałem ofert miałem więcej. Ja potrzebuje jednak jednego laptopa i jednego aparatu. Co zatem mogą zrobić inni?

Po pierwsze istnieje serwis daryrzeczowe.pl, na którym można zmieścić zarówno ogłoszenie o tym, że dana firma chętnie przekaże jakiś sprzęt wolontariuszom lub organizacjom. Ogłaszają się także wolontaroiusze i organizacje zgłaszając swoje potrzeby. Zapraszam wszystkich na tą stronę, zobaczcie czy ktoś akurat nie potrzebuje czegoś, co u Was zalega i niepotrzebnie się kurzy.

Po drugie wszelkie organizacje społeczne „kręcą się” wokół strony NGO.pl, gdzie w dziale ogłoszeń jest także odpowiednia kategoria.

Zatem nic jeszcze straconego 😉 Każdy czy każda firma ma nadal okazję do pomocy innym, do czego szczerze zachęcam! To świetne uczucie zrobić coś dla innych bez nastawienia na bezpośrednią z tego korzyść materialną. Wiem coś o tym 😉

===========

OK. Co jeszcze się u mnie dzieje? Najważniejsza sprawa to oczywiście pomoc ze strony firmy IMPAQ, ale od wczoraj mam też kilka innych rzeczy, którymi chciałbym się podzielić.

Szukając informacji czy pożyczony sprzęt (od firmy IMPAQ. A co? 🙂 Ogłaszam ich dzisiaj oficjalnym sponsorem tego wpisu na blogu ;P ) będę mógł bezproblemowo podłączyć do sieci elektrycznej w Rwandzie, trafiłem na stronę kropla.com. Polecam wszystkim jadącym za granicę. Poza dokładnym opisem rodzajów wtyczek w danym kraju, napięcia w gniazdku jest wiele innych przydatnych informacji. Na przykład nie zastanawiałem się czy komórka jakiej używam w Polsce zadziała także w Rwandzie. Zadziała, ale okazuje się, że nie wszędzie na świecie telefony działają w standardzie GSM.

Na wykop.pl ktoś podrzucił artykuł sprzed kilku dni z Rzeczpospolitej pt. „Zabijanie dobrocią”. Mówi on o negatywnych skutkach pomocy ONZ/UNDP dla krajów globalnego południa, czy raczej jego niedociągnięciach. Cóż… autor niestety nie odkrył nic nowego, bo problem ten jest dyskutowany od lat nawet w samym ONZ. W czasie szkoleń w MSZ mieliśmy na ten temat kilka godzin zajęć; każdy wolontariusz jedzie więc ze świadomością nie tylko skutków pozytywnych, ale i niedociągnieć całej idei Pomocy Rozwojowej. Smutną prawdą jest to, że nieszczęśliwie z Pomocą Rozwojową jest jak z demokracją, o której się mówi, że to kiepski ustrój ale póki co nie wymyślono lepszego.
Co więcej artykuł do jednego worka wrzuca także niedociągnięcia z lat 70-tych XX wieku, które już zostały w wielu przypadkach wyeliminowane.
Ale o wadach i zaletach pomocy rozwojowej na pewno będzie jeszcze okazja abym napisał więcej. Zostawię więc na razie ten temat.

Dziś zauważyłem. że choć pierwotnie spodziewałem się, że mój blog będzie czytać najwyżej garstka przyjaciół i znajomych, a od czasu do czasu wpadnie ktoś, kogo znam wirtualnie lub nie znam w ogóle, jest zupełnie odwrotnie. Dziennie bloga odwiedza od 100 do (rekordowo) 800 osób (wczoraj było prawie 400). Tylu znajomych to ja nie mam 🙂 A że to nie oni są czytelnikami moich wypocin udowadniają mi co chwila dopytując się kiedy wyjeżdżam i jak przygotowania. Dobił mnie dziś Adaś pytaniem czy jadę czy nie jadę 🙂
Ale może to się zmieni, gdy już wyjadę i przestaniemy się wszyscy widzieć. To znaczy może nie zmieni – nadal liczę na tak wielkie zainteresowanie – a jedynie audytorium zwiększy się o tych których znam 🙂

Tyle na dziś. Acha: czy już pisałem jak fajną firmą jest IMPAQ Polska? 😉

Reklamy
%d blogerów lubi to: