Czy ktoś pożyczy?

Ehh…

Komu bym nie powiedział, że jadę do Rwandy jako wolontariusz, co będę tam robił, za każdym razem słyszę jedno wielkie „łał”. Zachwyt, trochę zazdrości i przede wszystkim często na koniec ludzie dodają, że też by chcieli tak jak ja. Rzucić pracę, kraj i rodzinę i bezinteresownie zrobić coś dla innych.

Ale gdy tylko mówię, że właściwie to mogliby coś zrobić, bo na wyjazd potrzebuję wypożyczyć laptopa i przydałby się też aparat cyfrowy i czy nie mają znajomych, nie mają sami, lub – jeszcze lepiej – firmy w których pracują nie mogłyby wypożyczyć owe sprzęty na kilka miesięcy, odpowiedź często jest taka sama: spojrzenie jakbym na głowę upadł. W najlepszym wypadku udaje mi się wysępić obietnicę, że zapytają szefów (a firmy często to naprawdę wielkie korporacje, więc nie wierzę aby takie wypożyczenie zrujnowałoby ich pozycję rynkową), ale na obietnicy się kończy. Potem już do tematu nie wracają.

Przyznać też muszę, że są i tacy, którzy faktycznie chcieliby pomóc, ale wierzę im, że nie mają jak.
No więc szukam dalej.

Czy ktoś nie miałby pożyczyć (podkreślam: pożyczyć, a nie dać) laptopa i aparatu cyfrowego?

Nie szukam najnowszych cudów technicznych. Nie potrzebuję 17″ matrycy i nagrywarki DVD (właściwie może nie mieć nawet żadnego napędu optycznego). Obym tylko mógł na takim laptopie pisać teksty, połączyć się z internetem (będę miał tam zapewne dostęp do sieci LAN i internetu z telefonii komórkowej, taki rwandyjski blueconnect), zgrać zdjęcia z rzeczonego aparatu i pokazać je na tym blogu.

Jak napisałem, nie szukam sprzętu na stałe. Po około 4 miesiącach go zwrócę, zatem koszt takiej pomocy jest praktycznie zerowy. Rozejrzyjcie się czy nie macie czegoś takiego w firmie lub w domu. Może właśnie firma wymieniła komuś laptop lub cyfrówkę na nowszy model, a starszy ma zostać niedługo jakoś „zutylizowany”? Nie dałoby się takiej utylizacji odsunąć nieco w czasie? A może sprzętu jest o jeden więcej niż pracowników w firmie? A może firma jest na tyle hojna, że zakupiłaby sprzęt, wypożyczyła – potem na pewno jak zwrócę by się przydał w firmie.

MSZ przeznacza też część kwoty na ubezpieczenie sprzętu (niestety właśnie nie przewiduje finansowania jego zakupu). Zatem jeśli zdarzy się kradzież lub zniszczenie, sprzęt odkupię lub – jak komu wygodniej – oddam wypłacone odszkodowanie.

Co w zamian? Działalność filantropijna daje dużo satysfakcji sama w sobie i na pewno fajnie będzie mieć świadomość, że też się w jakiś sposób pomogło dzieciakom i innym mieszkańcom Rwandy. Ponadto oczywiście takiego darczyńcę umieszczę zapewne po wielokroć w tym blogu (3 tydzień istnienia bloga i już ponad 3 tysiące wizyt), na pewno znajdzie się po prawej stronie jako partner całej akcji i na pewno jak tylko nadaży się inna okazja, będę sławił, także w mediach, dobre imię sponsora 🙂 Liczę także po cichu, że jeśli sponsorem zostałaby jakaś redakcja, chętnie raz na jakiś czas zdam pisemną czy słowną relację z czarnego lądu. Czy to mało czy dużo jak za pożyczkę? Nie wiem.

A co jeśli nie znajdzie się sprzęt? Wolę o tym nie myśleć. Bo prawdę mówiąc jedyna odpowiedź jaka przychodzi mi do głowy to, że diabli wezmą cały projekt. Do Rwandy jadę nauczać obsługi komputera, więc byłbym tam bez sprzętu jak bez ręki. Będę działał w pracowniach komputerowych, ale znając sytuację ekonomiczną Rwandy nie spodziewam się tam dostatecznej ilości komputerów nawet dla wszystkich zainteresowanych kursem. Poza tym ucząc obsługi komputerów, muszę skupić się na prowadzeniu zajęć. Pisanie bloga, relacji, sprawozdań do mojej organizacji i MSZ, przygotowywanie materiałów i wyszukiwanie ich w sieci muszę zrobić po godzinach. Wtedy już będę poza pracownią.

Ktoś mógłby powiedzieć, że czemu nie wezmę swojego komputera i aparatu?

Naprawdę chętnie bym wziął, byłoby to o wiele łatwiejsze: nie musiałbym pisać tego artykułu, szukać innymi kanałami i spałbym teraz spokojnie. Tyle, że komputer maam stacjonarny, tak stary, że nawet nie mogę go sprzedać i kupić sobie zamiast niego własnego laptopa (rok produkcji a właściwie składania 1999; nawet monitor to pożyczony 14″ calowy staroć), a aparat cyfrowy (z kartą 16MB) podziałał rok i od 1,5 roku leży popsuty. Hmm… pomyślałem właśnie, że napiszę do Fuji czy nie zgodzi się na darmową naprawę pogwarancyjną. No zobaczymy.

Czy jest ktoś w stanie pomóc? Jeśli odpowiedź brzmi tak, to bardzo proszę o kontakt. Bezpośrednio w komentarzu do tego artykułu bądź pisząc maila na adres kkarpieszuk@gmail.com. Można też spotkać się osobiście: mieszkam w Białymstoku, ale razem ze mną w poszukiwaniach bierze udział moja koordynatorka – Krysia, która często przebywa w Poznaniu i Wrocławiu.

W dalszych wpisach będę opisywał jak postępują poszukiwania sponsora i oczywiście uzłocę ewentualnego filantropa czy firmę chętną do pomocy 🙂

Advertisements

komentarzy 5 so far

  1. 1

    Parasit said,

    Witam
    Wysłałem pytanie do naszego prezesa i działu technicznego, może coś z tego wyjdzie (przynajmniej jeśli chodzi o laptopa) 🙂

    P.S. Albo jestem ślepy, albo nie mogę znaleźć żadnego bezpośredniego kontaktu do szanownego autora.

  2. 2

    kkarpieszuk said,

    ok, dzieki za tak szybką reakcję! mam nadzieje, ze cos z tego wyjdzie? jaka to firma? 🙂
    a kontakt jest na koncu wpisu 🙂 podalem adres email. kkarpieszuk@gmail.com

  3. 4

    Parasit said,

    Super, to przechodzę na „priv”.

  4. 5

    […] to sobie mniej więcej wyobrażałem jeszcze wczoraj rano. Dlatego do pisania poprzedniego wpisu podchodziłem jak pies do jeża, bez wiary z jakikolwiek pozytywny […]


Comment RSS

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: