Dziesięć lat

Niewiele się dzieje na razie u mnie w ostatnie dni. Ustaliłem, że będę miał problem z telefonem komórkowym. Płacę abonament 55zł i zazwyczaj mieszczę się w nim korzystając z darmowych minut. Myślałem żeby wziąć go ze sobą do Rwandy, ale tam darmowe minuty przepadną: będę płacił abonament i dodatkowo za roaming (10zł za minutę). To się bardzo nie opłaca.

Telefon mam w Erze, a Era właśnie w telewizji się reklamuje, że można zawiesić płacenie abonamentu na trzy miesiące i korzystać z telefonu. Jako, że jadę na 3,5 miesiąca brzmi prawie jak idealna oferta dla mnie. Niestety dzwoniłem do BOK-u i już wiem, że akurat nie dla mnie – trzeba mieć inną, nową taryfę. Przejście na nią mi się w ogóle nie opłaca.

Będę więc szukał kogoś z telefonem na kartę, kto będzie chciał się wymienić ze mną na ten czas na telefony. Osoba w Polsce z moim telefonem będzie korzystać z mojej oferty abonamentowej, a ja w Rwandzie będę miał jej telefon i tam kupie sobie jakąś kartę lub kupię w Polsce. Albo przez internet, jak już na miejscu się zorientuję, że taniej będzie właśnie korzystać z polskiej oferty…

Problem to zakamuflowana możliwość. Od dawna tak myślę o sprawach i dlatego chyba jestem optymistą 🙂

A teraz prezentacja, jaką Paweł wrzucił na nasz SPEK-owy intranet. Robi wrażenie. Niestety po angielsku.

Naprawdę fajne i właściwie nie tak do końca oderwane od tematu tego bloga. Prezentacja przypomniała mi rozmowę jaką odbyłem z moim kolegą Radkiem kilka miesięcy temu. Jak szybko zmieniają się najbardziej pożądane zawody i jak wielki na to wpływ ma komputeryzacja.

Jak wiele zawodów pożądanych w przyszłości nie zostało jeszcze nawet nazwanych?

Wyobraź sobie, że przenosisz się 10 lat wstecz. Co robiłeś dziesięć lat temu, jak wtedy wyglądał świat? To rok 1998, w sumie nie tak dawno. Ja wtedy kończyłem liceum i miałem właśnie podjąć decyzję co będę robił dalej. Wybrałem jak wybrałem, ale nie żałuję. Świat właśnie wtedy wchodził w nową erę, choć nikt wtedy jeszcze chyba tego nie wiedział. Na rynku pojawił się Windows 98, pierwszy system operacyjny z dołączoną do niego przeglądarką internetową (trochę uogólniam). Do tej pory królował płatny Netscape Navigator (może jeszcze wtedy Communicator? nie chce teraz sprawdzać), a o Google jeszcze nikt nie słyszał. Żeby tworzyć coś w internecie każdy musiał znać HTML, obsługę FTP, a pomysł na pisanie bloga – pamiętnika w internecie – uznano by za intelektualny ekshibicjonizm.

I gdybyś komuś powiedział, że przykładowo zarabiasz jako pozycjoner, dorabiasz sobie jako bloger,a a planach masz stworzenie witryny działającej nieco jako wiki, a nieco jako usługa social lending, najprawdopodobniej nikt by cię nie zrozumiał. Tymczasem teraz świat oparty jest na internecie. I telefonach komórkowych, co by nawiązać do początku wpisu.

Ciekawe co by nam powiedziała osoba, która by przybyła do nas z roku 2018?

Myślę też sobie, że świat się informatycznie rozwarstwia. Jesteśmy e-społecznością, ale wiele osób tkwi jeszcze głeboko w XX wieku. Spotykam takich ludzi w Białymstoku jak prowadzę zajęcia dla osób starszych wiekiem z podstawowej obsługi komputerowów. Spotkam też takie osoby, w zdecydowanie większej liczbie w Afryce. Dla nich napisanie do znajomych wciąż wymaga zakupu koperty i znaczka, zrobienie zdjęcia zakupu kliszy, a żeby szybko zadzwonić do znajomych spoza domu wymaga znalezienia budki telefonicznej.

Gdy pisałem projekt, który musiałem złożyć do MSZ w sprawie wyjazdu do Rwandy, zajęło mi to równe 3 doby (ponoć normalnie zajmuje to 2-4 tygodnie i jestem w to w stanie uwierzyć po tym jak już napisałem, ale niestety nie miałem tyle czasu). I po napisaniu, pełen wciąż dopaminy w żyłach, że udało mi się to, co ponoć jest niemożliwe , pierwszy raz tak naprawdę doceniłem współczesną technologię.

Czy udałoby mi się to wszystko zrobić bez komputera i telefonu?
Czy znalazłbym informację gdzie znajduje się ambasada Rwandy (w Polsce nie ma, jest w Berlinie), czy znalazłbym jej numer telefonu, żeby ustalić przepisy wizowe?
Czy Paul przesłałby mi inaczej niż jako skany dokumenty organizacji z Rwandy? Czy zdążyłbym się skontaktować z Justyną w Anglii by mi te dokumenty przetłumaczyła? Czy zdążyłaby mi je odesłać?
Czy udałoby się to zrobić gdy ja projekt piszę w Białymstoku, a moja koordynator, której ani razu nie widziałem przez cały czas pisania, krąży sobie pociągiem między Wrocławiem i Poznaniem?

W trzy dni, na pewno nie. A jakby mi poszło to zadanie 10 lat temu? I o ile więcej będę mógł zrobić za lat 10?

Advertisements
%d blogerów lubi to: